„Znalezione nie kradzione” Stephen King – recenzja

„Znalezione nie kradzione” Stephen King – recenzja

Od zawsze uważało się, że czytanie to możliwość wzbogacenia się o wiedzę, kulturę i poszerzanie horyzontów. To jednocześnie rozwijanie własnej wyobraźni i wrota do innych światów. A co, jeśli przewrotnie to czytanie stanie się źródłem największych kłopotów?

Katarzyna Sawicka Katarzyna Sawicka / 05-08-2015

Często słyszy się o takich przypadkach, że czytelnika tak pochłania świat powieściowy, że jego bohaterów traktuje niemalże jak realnych ludzi, biskie sobie osoby, które będą wiernie za nim podążać. Ogólnie to sympatyczne i nieszkodliwe dziwactwo. Stephen King pokazuje odwrotny, przerażający obraz tego typu czytelnika.

„Wszystko jest gówno warte”

Czytelnikiem jednego pisarza jest młody Morris Bellamy, którego szalenie denerwuje fakt, że jego ulubiony pisarz, John Rothstein, zakończył karierę literacką. Ta złość i frustracja to nic dobrego, każdy mól książkowy rozumie to doskonale, ale mimo to trudno jest identyfikować się z Morrisem, gdy ten realizuje swój mroczny plan napadu na posiadłość Rothsteina. Napad o tyle brutalny, że Morris popełnia największą zbrodnię z kompletnej głupoty, by później problemy ciągnęły się za nim już do końca jego życia. I tęsknota za Jimmym Goldem, postacią wykreowaną przez Rohsteina, który uważał, z czym Morris zgadzał się w zupełności, że „wszystko jest gówno warte”.

Rękopisy nie płoną?

Parędziesiąt lat później łup pozostawiony przez Morrisa wpada w ręce dorastającego Petera Saubersa. Zaskoczony chłopak oprócz gotówki znajduje też mnóstwo zapisanych ręcznym pismem zeszytów, rękopisów nigdy niewydanych dzieł Rothsteina, które ten pisał dosłownie do szuflady. Utwory te przetrwały tak długo mimo przechowywania ich w warunkach co najmniej nieodpowiednich. Peter może się tylko domyślać, skąd pochodzi kufer pełen bogactwa, który właśnie odkrył, nie zmienia to faktu, że właśnie ów skarb ratuje jego rodzinę zmierzającą ku przepaści. Z biegiem czasu i lat Peter dowiaduje się coraz więcej o okolicznościach śmierci Rothsteina i podobnie jak Morris przeżywa swoją pierwszą czytelniczą fascynację.

Czytelnik z morderczym błyskiem w oku

Jak łatwo się domyślić, odsiadujący karę więzienia Morris w końcu wychodzi na wolność i pojawia się w miejscu, gdzie ukrył kufer. I jak łatwo dopisać sobie dalej, dojdzie do nieuchronnej konfrontacji. Siedemnastoletni Peter zostaje przyciśnięty do ściany, a wreszcie zagrożony na tyle, że musi zacząć działać. Stawką zaś nie są pieniądze, a właśnie rękopisy dalszych części historii Jimmy’ego Golda. I napięcie rośnie ze strony na stronę. King w wersji powieści detektywistycznej to nadal King powieściopisarz – mistrz detalu. Co prawda „Znalezione nie kradzione” jeszcze nie jest arcydziełem gatunku i niewątpliwie pokazuje, że nawet mistrz musi się wiele nauczyć, gdy zmienia dotychczasowy tor działań, nadal jednak w najnowszej powieści łatwo się zatracić i zostać czytelnikiem z mrocznym błyskiem w oku. To wytrawna rozrywka, idealna na letnią lekturę, dostępna również w wersji elektronicznej w formatach EPUB i MOBI za niecałe 23 zł.

Źródło okładki: www.wydawnictwoalbatros.com
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro