„Zgnilizna” Siri Pettersen – recenzja

„Zgnilizna” Siri Pettersen – recenzja

autor: Jan Mądrzywołek , data publikacji: 12-01-2017

Cykl „Krucze pierścienie”, promowany przez wydawcę jako zupełnie nowa jakość w fantasy, zaczął się bardzo udanym „Dzieckiem Odyna”. Poznaliśmy w nim prawie wszystkie główne postacie tej historii, autorka zakończyła go klasycznym wręcz cliffhangerem i nawet czas oczekiwania na tom drugi nie był przesadnie długi. Wszystko odbyło się jak trzeba, żeby odnieść sukces. A potem nadeszła pora na kontynuację i pojawiła się prawdziwa zgnilizna.

Syndrom drugiego z trzech

Właściwie to wkradła się w to wszystko Zgnilizna z dużej litery, bo taki właśnie tytuł nosi kolejna część. Za jej sprawą dostajemy naprawdę miłe zaskoczenie – okazuje się, że nie mamy tu klasycznego przypadku choroby nazywanej syndromem drugiego tomu, który bardzo często przytrafia się nawet najlepszym. Chodzi mi o taką sytuację, gdy autorzy trylogii środkową odsłonę cyklu traktują nieco po macoszemu. Domykają w niej wyłącznie wątki z pierwszej części i przygotowują grunt pod spektakularne zakończenie – z tego powodu dzieje się wtedy w niej najczęściej niewiele. U Siri Pettersen, autorki Kruczych pierścieni, nic takiego nie ma miejsca! Zgnilizna przynosi tyle nowego, że aż dziw bierze podczas lektury.

Co na nas czeka?

Dziecko Odyna zakończyło się, kiedy Hirka przeszła przez pierścień, czyli bramę do innego świata i trafiła do miejsca zupełnie odmiennego od tego, jakie znała dotychczas. Miejsca pełnego zaskakujących cudów, których próżno by szukać w jej rodzinnym Ym. Czeka nas odkrywanie razem z nią wspaniałości i nadzwyczajnych obrzydlistw – tego drugiego jest w tym nowym świecie więcej, bo tam, gdzie wylądowała dziewczyna zupełnie nie ma Envy. Tyle mogę napisać bez obaw, że zdradzę coś, co odbierze komuś przyjemność z czytania.

Po staremu, po nowemu

Największym zaskoczeniem było jednak dla mnie coś zupełnie innego. Sposób, w jaki norweska pisarka potrafi wykorzystać ograne wzorce, to prawdziwy majstersztyk. Wydawać by się mogło, że z tak klasycznych postaci czy artefaktów jak Cain czy Graal wykrzesać coś nowego i stworzyć z ich pomocą ciekawy świat oraz interesującą opowieść jest niemożliwe. Jej jednak się to udaje, robi to naprawdę dobrze i nieszablonowo. Siri nieustająco zaskakuje świeżością pomysłów, widać, że z każdym kolejnym zdaniem lepiej wychodzi jej również budowanie postaci. Doskonale czyta się o tym, jak zmienia się Hirka, a wraz z nią jej wrogowie i przyjaciele oraz, jak ten specyficzny koktajl ewoluuje.

Kolejny pierścień

Po drugim tomie czuje się ogromny niedosyt. Chęć odkrycia, co będzie się działo dalej jest jeszcze większa niż po Dziecku Odyna. Czy bohaterce się powiedzie, czy sprzymierzeńcy nie zawiodą? Co z dziedzictwem, które się w niej budzi, czy wróci do Ym? Co się stanie z radą dwunastu i Widzącym? Czy wśród kruków kryje się jeszcze jakaś tajemnica? To tylko niektóre pytania, na które chcemy dostać odpowiedź. Jednak przyjdzie nam nieco na to poczekać, bo trzeci tom zapowiedziany został na pierwszy kwartał 2017 roku. Ja czekam z niecierpliwością.

Książka jest dostępna również w wersji elektronicznej za ok. 20 zł.

Źródło okładki: rebis.com.pl