Zdrowsze frytki? Z frytkownicą beztłuszczową to możliwe

Problemy z cholesterolem, nadwaga czy zwiększone ryzyko miażdżycy i nowotworów… Czy jest sposób, by nie martwić się, sięgając po kolejną porcję frytek?

Adam Wyzujak Adam Wyzujak  / 01-09-2015

Za problemy zdrowotne amatorów frytek odpowiada przede wszystkim tłuszcz, na którym są smażone. Dość powiedzieć, że stanowi on około 60 procent kalorii zawartych we frytkach, a 100g ziemniaków bez oleju dostarczyłoby tylko 60 kcal. Nietrudno więc wyobrazić sobie, jak codzienna porcja smacznych skądinąd frytek odbije się na naszej figurze.

Rzadko też zdarza się, że porcji oleju używamy tylko do jednego smażenia. Tymczasem już za drugim razem wydzielają się z niego nadtlenki lipidowe i inne kancerogenne substancje. Niektóre badania dowodzą nawet, że talerz frytek może być bardziej szkodliwy od paczki papierosów. Kilkakrotne użycie tego samego tłuszczu „wzbogaca” go też o nienasycone kwasy. A my, zamiast zdrowym olejem rzepakowym, zajadamy się czymś, co składem bardziej przypomina wieprzowy smalec. To zaś prosta droga do miażdżycy i choroby wieńcowej.

Co jednak, jeśli bez porcji frytek nie wyobrażamy sobie dnia? Czy można jeść je bez wyrzutów sumienia i obaw o zdrowie? Jak się okazuje – tak. Wystarczy wyposażyć się w beztłuszczową frytkownicę. Za najprostsze urządzenie zapłacimy co prawda około 200 złotych, ale jej zakup warto potraktować jako inwestycję. W dobre samopoczucie i zgrabną sylwetkę.

Jak to działa?

Zasada działania frytkownicy beztłuszczowej przypomina piekarnik konwekcyjny. Za smażenie potraw odpowiada w niej nie rozgrzany olej, a krążące, gorące powietrze. Za pomocą specjalnego systemu, powietrze jest równomiernie rozprowadzane wewnątrz urządzenia, dzięki czemu frytki są w całości przypieczone.

Oczywiście za smak smażonych frytek w jakiejś mierze odpowiada także olej. Jeśli więc chcemy, by frytki z takiego urządzenia smakowały jak tradycyjnie, możemy spryskać je odrobiną oleju. Nadal będzie to dużo zdrowsze rozwiązanie, bo zamiast kilkuset mililitrów tłuszczu użyjemy tylko jednej łyżki.

Wygodna i uniwersalna

To, że do przygotowania frytek nie potrzebujemy oleju, jest ważne nie tylko z punktu widzenia zdrowia. Dzięki temu obsługa frytkownicy staje się dużo łatwiejsza, a my nie musimy przejmować się zmienianiem tłuszczu. Właściciele beztłuszczowej frytkownicy mogą też zapomnieć o nagrzewaniu urządzenia, więc przy zachowaniu podstawowych zasad (o nich za chwilę), ryzyko oparzenia jest niemal zerowe. Warto też wspomnieć o krótszym czasie smażenia – frytki przygotujemy już w 20 minut.

Beztłuszczowa frytkownica umożliwia też smażenie innych potraw. Poza frytkami czy innymi smakołykami z ziemniaków, możemy upiec w niej babeczki lub ciastka, usmażyć kurczaka i przygotować grillowane warzywa. Szybciej i zdrowiej niż na tradycyjnej patelni, a do tego równie smacznie. Czy potrzeba innej rekomendacji?

Co kupić?

Frytkownic beztłuszczowych co prawda nie znajdziemy tak wiele, co tradycyjnych, ale na brak wyboru narzekać nie powinniśmy. Klienci z najmniej zasobnym portfelem mogą zdecydować się na najtańsze, no-name'owe produkty. Kosztują od 200 do 300 złotych, ale w porównaniu z frytkownicami z wyższej półki wypadają nieco słabiej. Mają mniej pojemne misy (zwykle około jednego litra) i są mniej wydajne – ich moc rzadko przekracza 1300W.

Około 400 złotych zapłacimy za frytkownice takich producentów jak Adler,Camryczy Russel Hobbs. Dlaczego warto dopłacić sto złotych i wybrać którąś z nich? Przede wszystkim ze względu na większą pojemność mis, które są nawet czterokrotnie obszerniejsze. Mają też większą moc (do 2000W), więc szybciej przygotujemy w nich porcję frytek dla całej rodziny.

ABC użytkownika

Użytkowanie frytkownicy beztłuszczowej nie jest trudne, ale warto poznać kilka wskazówek, dzięki którym urządzenie będzie nam dłużej służyć. Pamiętajmy przede wszystkim, że powłoka misy jest zwykle wykonana z teflonu. Ułatwia to smażenie, bo potrawy nie przywierają do rozgrzanego metalu. Niestety, teflon łatwo uszkodzić – zwłaszcza, kiedy używamy metalowych łopatek. Lepiej więc zastąpić je przyborami z silikonu lub drewna. Podczas przewracania i mieszania potraw łatwo też o poparzenie. Gdy urządzenie jest włączone, kosz i misa mogą bowiem rozgrzać się do nawet 200°C . Przed wyciągnięciem misy koniecznie załóżmy więc rękawice kuchenne i zachowajmy maksymalną ostrożność.

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro