„Zabójcza sprawiedliwość” Ann Leckie – recenzja

„Zabójcza sprawiedliwość” Ann Leckie – recenzja

autor: Jan Mądrzywołek , data: 11-01-2017

Breq to część maszyny, fragment statku, żołnierz i Sztuczna Inteligencja. To także pełna nienawiści osoba zdradzona przez swojego przywódcę. Trochę jest tych określeń opisujących jedną i tą samą osobę – wydaje się dziwne, że jest to możliwe, ale taka jest prawda. Przez wiele lat, można je wręcz liczyć w setki, główna bohaterka „Zabójczej sprawiedliwości” była statkiem i nosiła nazwę „Sprawiedliwość Toren”. Będąc transportowcem należała do największych we flocie Imperium Radch i sporo czasu spędzała na orbitach podbijanych planet. Aby móc sprawnie działać i walczyć, statki Radch wyposażone zostały w bardzo wydajne SI, które do pomocy otrzymały serwitory, czyli ludzi zamienionych w bezwolne marionetki sterowane przez inteligencję statku.

Drugie życie

Tak było przez naprawdę wiele lat, ale nadszedł taki moment, że „Sprawiedliwość Toren” w wyniku zadziwiającego zrządzenia losu została zmuszona do wyboru strony w pewnym konflikcie, a elementem całej tej sytuacji była egzekucja jej ulubionej porucznik i anihilacja statku wraz serwitronami. Okazało się jednak, że jeden żeński przetrwał i stał się samodzielną jednostką. Właśnie zbliża się do finału planowanej przez wiele lat zemsty. To jego drugie, zdecydowanie odmienne życie jest podporządkowane praktycznie wyłącznie temu, aby jego dawna przywódczyni, imperatorka, Anaander Mianaai, równie boleśnie odczuła stratę.

Kiedyś było lepiej?

Książka zgarnęła praktycznie wszelkie możliwe ważne nagrody z dziedziny fantastyki. Choć to debiut Ann Leckie, to został on uhonorowany Nebulą, Locus Award i Hugo – nie da się lepiej zacząć. Oczywiście pojawiło się sporo głosów, że książka nie zasłużyła na żadną z nich, ale wziąwszy pod uwagę, że Hugo jest nagrodą przyznawaną przez czytelników, to chyba w zdaniu malkontentów nie ma specjalnie dużo prawdy. Może to kwestia tego, że dla części z nich Zabójcza sprawiedliwość jest zbyt nowoczesna, a dla pewnej grupy odrobinę zbyt staroświecka. Taki paradoks.

Co sądzę ja?

Mnie się podobała. W historii, którą opowiada Leckie, naprawdę dobrze wypada budzenie się osobowości w Breq. Autorka interesująco buduje przejście z zimnej, syntetycznej inteligencji w pozbawioną wielu umiejętności, ale pełną emocji jednostkę ludzką. Znakomicie pokazuje, jak główna bohaterka, jeszcze jako statek, zaczyna odczuwać coraz większą sympatię do porucznik Awn, a potem pojawia się niepewność i oszołomienie, kiedy ginie ona na rozkaz Anaander Mianaai. To właśnie te psychologiczne przemiany, pełne namiętności, odkrywania nowych aspektów egzystencji, stanowią największą zaletę tej książki, a pewna nieporadność i determinacja Breq dość szybko budzą sympatię czytelników.

Nie wszystko jest jednak super

Jest jednak coś, co, moim zdaniem, mogło być przyczyną głosów krytyki. Nie wiem, jak w języku oryginału, ale po polsku są fragmenty, które trudno się czyta. Zdania zamiast płynąć sprawiają wrażenie ciosanych siekierą. Nad tym elementem Leckie powinna zdecydowanie popracować, aby tworzyć lepsze historie, takie, które nie budzą aż tyle kontrowersji. Jest już dostępna kontynuacja przygód Breq i wszystko wskakuje na to, że jest od tej strony lepiej. Ja polecam, mnie się podobało, ale jestem w stanie zrozumieć krytyków.

Źródło okładki: muza.com.pl


podziel się

może Cię również zainteresować