„Wojna i terpentyna” Stefan Hertmans – recenzja

Przeszłość naszych bliskich kryje niekiedy niesamowite historie. Czasami są one bardzo trudne, przytłaczające. Gdy w ręce Stefana Hertmansa trafiły dzienniki jego dziadka Urbaina, mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że to, co w nich wyczyta, może mieć dramatyczny charakter. Chyba jednak nie przypuszczał, jak wiele emocji kryją w sobie zeszyty.

Anna Rychlicka-Karbowska Anna Rychlicka-Karbowska / 27-11-2015

Zapiski przeleżały... trzydzieści lat. Dopiero zbliżająca się rocznica wybuchu I wojny światowej zmobilizowała wnuka do ich lektury. W efekcie powstała „Wojna i terpentyna”. Książka przejmująca, prawdziwa, zapadająca w pamięć.

Trzy historie jednego człowieka

„Wojna i terpentyna” składa się z trzech części. Pierwsza to opis młodości Urbaina i zapiski dotyczące jego rodziców. Druga to nieco przeredagowane, ale jednak prawdziwe wspomnienia wojenne dziadka. Ostatnia zaś przybliża rzeczywistość powojenną, opisuje mężczyznę, który zaczyna nowy rozdział w swoim życiu, z głową pełną obrazów z okresu żołnierskiego. Części te doskonale się uzupełniają, pozwalają bliżej poznać bohatera, człowieka, który „miotał się między tożsamością wojskowego, którym był z konieczności, a artysty, którym chciał być”.

Mocne obrazy wojenne

To właśnie ta środkowa część jest najbardziej przejmująca, to ona wywołuje emocje i sprawia, że od książki trudno się oderwać. Łatwo zauważyć, że Urbain nie doceniał swojej odwagi, że niekiedy nie ma świadomości tego, jak wiele udało mu się zdziałać w tych chwilach, gdy inni tchórzyli. Razem z bohaterem znajdziemy się w okopach i na polu bitwy. Nie zabraknie mocnych scen, dramatycznych momentów. Wojna sportretowana została z całym jej okrucieństwem, niezawinionymi śmierciami, strachem, bezsensownymi rozkazami, rozrywanymi przez kule ciałami, krzykami rannych, podstępnymi działaniami wrogów. Nie jest to lektura łatwa.Dwuwyrazowy tytuł książki sugeruje, że nie tylko wojna jest bohaterką tej historii. Terpentyna symbolizuje pasję Urbaina. To opowieść o okrucieństwie, ale i pięknie. Oprócz strzępów ciał i zapachu krwi mamy ściany pokryte freskami, niewielkie szkice, barwne płótna. W powietrzu unosi się zapach farb i terpentyny. Siła niszczenia i siła tworzenia zajmują w tej historii równorzędne miejsca.

Piękno języka

„Wojna i terpentyna” Stefana Hertmansa zachwyca pięknem języka. Pełen emocji, bogaty, literacki, plastyczny język Urbaina towarzyszy nieco bardziej konkretnym frazom spisanym przez jego wnuka. Razem tworzą intrygującą, spójną całość. Obrazowe opisy sprawiają, że wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Mieszają się tu kadry subtelne i brutalne. Jest miejsce na śmierć, ale i na miłość. Na zło, ale także i piękno. Obok tej powieści nie da się przejść obojętnie.W wersji elektronicznej „Wojna i terpentyna” dostępna jest w formatach EPUB i MOBI za ok. 27 złotych.

Źródło okładki: www.marginesy.com.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro