„Wodny nóż” Paolo Bacigalupi – recenzja

„Wodny nóż” Paolo Bacigalupi – recenzja

autor: Kamil Świątkowski , data publikacji: 06-12-2015

Ludzie zawsze mieli słabość do rzadkich surowców. Byli gotowi zapłacić za nie naprawdę wysoką cenę – czasem może nawet odrobinę absurdalną. Cechą zupełnie przeciwną, choć równie charakterystyczną dla ludzkości, jest beztroskie korzystanie z surowców, które ludzie uznają za tanie i powszechnie dostępne. Problem pojawia się wtedy, gdy zapasy tych ostatnich nagle zanikają, a oni nagle zdają sobie sprawę, że czegoś im w życiu bardzo brakuje.

Ta nieszczęsna przyszłość

Brakiem wody zajmowało się już kilka książek w tematyce postapokaliptycznej. Za każdym razem wskrzeszenie do życia w jej obliczu najniższych człowieczych instynktów jest tylko kwestią czasu. I rozmachu... Prawie zawsze pojawia się ktoś o wielkich wpływach oraz ludzie bez skrupułów, którzy dla tych pierwszych zrobią wszystko. Jeśli przyszłość ma jakikolwiek związek ze szczęściem, to w takiej książce znajdzie się również sposób na filtrowanie wody odzyskiwanej... co wcale nie oznacza, że wszystkim będzie działo się lepiej. W „Wodnym nożu” tylko nielicznym jest umiarkowanie dobrze. Większość świata (choć tak naprawdę poznajemy historię raptem kilku stanów) skazana jest jednak na uporczywą walkę z pragnieniem. Woda kosztuje, a sposobów na zarobienie pieniędzy nie jest aż tak wiele. Większość z nich wiąże się dodatkowo z tym, że po swoją dolę zgłoszą się bardziej lub mniej mafijnopodobne organizacje. Największą i najważniejszą kartą przetargową są prawa wodne – im starsze, tym bardziej wartościowe.

Czarne helikoptery i wodne noże

Pewne rzeczy nie zmieniają się nawet w tak wysuszonej przyszłości. Kiedy w grę wchodzą wielkie pieniądze i ogromne przedsiębiorstwa, pojawia się również szara strefa działań nie do końca jawnych. To ten moment w historii, w którym pojawiają się, przysłowiowe niemal, czarne helikoptery przywożące ze sobą strach i zniszczenie. Czasem przywożą również ludzi, których zadaniem jest zrobić to, czego nie mógł zrobić nikt inny. To właśnie ich nazywa się „Wodnymi nożami” i to oni załatwiają swojej pracodawczyni niezmącony napływ (nomen omen) gotówki. Oczywiście nie mają skrupułów ani chyba nawet uczuć. Mają za to nieograniczoną wyobraźnię, jeśli chodzi o realizację zadania. Książki jednak, jak wiemy, rządzą się nieco innymi prawami i coś musi się nie udać. Prędzej czy później może pojawić się kobieta albo nagła chęć uratowania miasta, które przecież „hashtag: idzie w diabły”. Każda taka zmiana może sprawić, że „Wodny nóż” odstąpi od wykonania zlecenia, przez co sprowadzi na siebie gniew korporacji.

Przyszłość jest przygnębiająca

Książka Bacigalupiego nie odkrywa Ameryki – przynajmniej jeśli chodzi o ten aspekt, że każdy musi sobie radzić w życiu sam. Czasem sprowadza się to do przyłożenia bliźniemu w nos, czasem do przeprowadzenia transakcji z wykorzystaniem najstarszej usługi świata, a jeszcze innym... no cóż. Obok karaluchów to chyba prawnicy są najbardziej odpornym gatunkiem na świecie zdolnym przetrwać wszelkie kataklizmy.Książka została wydana w serii „Uczta wyobraźni” i doprawdy nie da się tego inaczej określić. Nie mamy tu wprawdzie madmaksowych pojazdów i szalonych pościgów. Ale za to zwroty akcji potrafią przyprawić o skręt karku, a susza z kalifornijskich pustyń tak mocno sypie piaskiem w twarz, że ten prawie zaczyna zgrzytać w zębach czytelnika. Jeśli lubicie, kiedy książka tak z Wami „robi”, to bilet na tę ucztę możecie nabyć już od ok. 26 zł. Wersja elektroniczna dostępna jest już od ok. 22 zł.

Źródło okładki: www.mag.com.pl