„Tuczarnia motyli” Marcin Szczygielski – recenzja

„Tuczarnia motyli” Marcin Szczygielski – recenzja

Rzadko to się udaje, by jakaś książka tak silnie odwołała mnie do lektur dzieciństwa. Marcin Szczygielski nieodmiennie mnie zachwyca, uwielbiam jego prozę zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, a ostatnio „Tuczarnią motyli” sprawił mi ogromną przyjemność powrotu do dzieciństwa.

Katarzyna Sawicka Katarzyna Sawicka / 16-01-2015

„Tuczarnia motyli” to kontynuacja udanej i ciepło przyjętej przez czytelników powieści „Czarownica piętro niżej”, której główną bohaterką była rezolutna dziewięcioletnia Maja. W kolejnej powieści poznamy nowe przygody Mai, ciabci i paru nowych postaci.

Wymuszone ferie

Tym razem zamiast wakacji mamy okres zimowy i nagłe, silne opady śniegu. Właściwie tak ogromne, że cała komunikacja staje, szkoły odwołują lekcje i poruszanie się po mieście jest mocno utrudnione. Maja, skoro nie może chodzić do szkoły, spędza dużo czasu w domu, ale to zaczyna być nudne, szczególnie, że uwaga mamy skupiona jest wokół malutkiej siostrzyczki, Alicji. Gdy zatem pada propozycja odwiedzin u ciabci, Maja szybko stara się przekonać rodziców do tego pomysłu.

Na miejscu okazuje się, że wszystko jest zupełnie inne, niż to Maja zapamiętała z ostatniej wizyty. Jest to dla dziewczynki ciekawa lekcja światopoglądowa, ucząca ją ważnych różnic między wspomnieniami a rzeczywistością, a także rozumieniem zmian zachodzących w otoczeniu pod wpływem pór roku. Jednak nie to zaprzątnie głowę dziewczynki najbardziej.

Maja detektyw i nowe znajomości

Ciabcia i Monterowa mają nowe zmartwienie: zostały skradzione Zdradliwe Lilie, a to poważny problem, gdy wcześniej poprosiło się je o spełnienie małego zadania. Zadanie zostało wykonane, ale nie tak, jak należy i powrót Zdradliwych Lilii jest koniecznością. Maja nagle odkrywa w sobie zdolności detektywistyczne i rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Jednak pora roku nie sprzyja poszukiwaniom, śnieg zasypał ślady, sytuacja przedstawia się nieciekawie.

Od czego jednak pomysłowość i myślenie na głos? Po nitce do kłębka Maja trafia na właściwy trop i po nim do tajemniczego ogrodu, gdzie z kolei odkryje istnienie bardzo intrygujących istot. W ogóle odkryje coś niezwykłego!

Świat dziecięcej wyobraźni

Pamiętam, że jako dziecko wpadałam po uszy w historie prowadzące do jakichś magicznych bądź równoległych światów, pełnych mitycznych stworzeń albo zupełnie oryginalnie wykreowanych przez autora krain i ich mieszkańców. I nie chodzi tylko o to, jakie są te istoty, ale też co niesie ze sobą opowieść i jakie pozostawia wrażenia.

„Tuczarnia motyli” to nie tylko magiczna opowieść z pouczającą puentą, ale bardzo zgrabnie wykrojona historia o różnorodności charakterów, odpowiedzialności za to, co się stworzyło, wreszcie, dorastaniu do rozumienia międzyludzkich relacji. Jak w pierwszej części Szczygielski zwracał uwagę na konieczność rozmawiania z dzieckiem i spędzania z nim czasu, tak tu ukazuje powolne dorastanie do nie tylko akceptacji istnienia malutkiej siostrzyczki, ale również do ogromnej miłości i chęci współuczestniczenia w jej życiu.

„Tuczarnia motyli” to też historia skrząca się śmiechem, zabawna i chwilami nieobliczalna, to przygoda i zabawa jednocześnie, z delikatnie przemyconą dydaktyką. Świetna opowieść do wspólnego czytania rodzica z dzieckiem.

Zobacz także inne książki Marcina Szczygielskiego.

Źródło okładki: www.bajkizbajki.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro