„Trzecia siostra” Joanna Marat – recenzja

„Trzecia siostra” Joanna Marat – recenzja

Oriana Fallaci w swojej monumentalnej, nieukończonej sadze rodzinnej napisała ciekawą teorię na temat ludzkiego istnienia. Otóż według odczuć autorki człowiek nie wie do końca, kim jest, dopóki nie pozna swoich przodków. Człowiecze „ja” jest zwielokrotnione poprzez życie jego protoplastów.

udostępnij

Katarzyna SawickaKatarzyna Sawicka / 04-11-2018

To, kim ktoś się czuje, może oczywiście być uzależnione od wielu czynników. Tego rodzinnego, tego pełnego zaszłości, wspólnej przeszłości, rodzinnych dramatów i tajemnic nie sposób jednak ignorować.

Trudne powroty

To przykre stwierdzenie, ale powieści, które naprawdę poruszają, są wielowarstwowe, wielogłosowe i odkrywcze, są wśród obecnych nowości rzadkością. Perłą w błocie. Niejednokrotnie jednak okazuje się, że wcale nie trzeba daleko szukać, że na rodzimym podwórku mamy pisarzy i pisarki, którzy mają naprawdę wiele do zaoferowania. Jedną z nich jest Joanna Marat, co udowadnia najnowszą powieścią „Trzecia siostra”.

W powieściowym gąszczu najeżonym przeszkodami wielu odnóg drzewa genealogicznego czytelnik najpierw ściera się z trzema co najmniej dziwnymi siostrami. Każda jest owocem związku ich matki z innym mężczyzną. Najstarsza właśnie przyjeżdża do kraju z powodu pogrzebu matki. Średnia, która się opiekowała umierającą, jest pełna kompleksów, lęków i nieufności wobec wracającej. Najmłodsza z kolei nosi w sobie dużo nadziei i własnej partii niepokojów. Spotkanie na lotnisku dla tej trójki nie jest sentymentalnym, pełnym wzruszeń ckliwym ujęciem rodem z filmu rodzinnego. To kolejna przeszkoda do pokonania.

Siostry i siostry

Ich spotkanie, najmniej oczywiste, choć wszelkie pozory o tym powinny świadczyć (pogrzeb matki!), prowokuje między nimi kolejne spięcia. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, wyjaśnić całych lat rozłąki podczas emigracji najstarszej, kulisów chorowania matki, powołania najmłodszej, a właściwie jego braku. Natalia, Agata i Emilia. Trzy dziwne, niepasujące do siebie, pełne wzajemnej urazy siostry. Siostry? A może bardziej by pasowało powiedzieć „antagonistki”.

A w tych ich dziwnych relacjach pojawiają się zapiski, wspomnienia, dawne dzieje. I inne siostry z przeszłości. Rodzina nieco patchworkowa, w której również pojawia się wątek innego rodzica, tym razem matki, rodziny niemiecko-polskiej. Dwie siostry z jednej matki Niemki, trzecia z innej, Polki. Niezgodne, niekochające tej trzeciej niepasującej do wizerunku całej rodziny. Kim są te z przeszłości? Jaki mają związek z Joanną, matką trzech sióstr właśnie odbywających kolejne etapy kłótni, zaprzeczania i wyparcia emocji w trakcie formalności pogrzebowych?

Misterna układanka

W „Trzeciej siostrze” pozornie nie dzieje się nic takiego, a jednocześnie pod jej wierzchnią, pozorną warstwą aż kipi od emocji. Każda z sióstr ma inną wizję świata, inaczej postrzega wydarzenia, jakie wpływały na całą rodzinę, wreszcie prowadzi zupełnie inne życie. A także narrację, gdy to ona zyskuje głos. I w każdej mieszka wiele różnorodnych tęsknot, niezrealizowanych marzeń i historii życiowych przeszkód.

Natalia z powodu swojego pochodzenia może w Ameryce być jedynie poślednią aktorką i grać tylko rosyjskie imigrantki w kiepskich serialach. Agata mimo zawodu lekarki popada w alkoholizm. Emilia zwana Miłką nie wie, czego chce tak naprawdę od życia, miotając się między powołaniem a chęcią, by wreszcie zacząć żyć naprawdę. A pomiędzy ich wersjami pojawia się również głos pełen poczucia wyższości, nieco grubiański i pretensjonalny, ale niewątpliwie łatający dziury, jakie pozostawiają w swoich historiach wszystkie siostry. Co tak naprawdę wydarzyło się w rodzinie Cudowskich? Kim jest owa dodatkowa narratorka?

Pytania i odpowiedzi

Joanna Marat stawia przed czytelnikiem ciekawe, inspirujące, ale i wymagające czytelniczo zadanie. Najpierw, żeby zrozumieć rodzinne koligacje, potem poukładać tę mozaikę powiązań między różnymi osobami, a wreszcie znaleźć źródło, z którego pochodzą te ogromne pokłady emocji i zatargów między siostrami. Początkowy wielogłos rodzinnych koligacji, kolejnych osób biorących udział w dramacie wydaje się przerastać możliwości poznawcze. Cierpliwość czytelnika, zainteresowanie, jakie wzbudzają kolejne strony, rozmowy, kolejne postaci przewijające się przez tę nietypową sagę rodzinną sprawiają, że książkę czyta się ze strony na stronę z coraz większą ciekawością, wnikliwością i uważnością. A w pewnym momencie już w ogóle nie sposób się od niej oderwać! To powieść do powolnego delektowania się każdą stroną, smakowania i odkrywania z coraz większym zdumieniem i radością, jak niesamowicie jest dobra! Powiedzieć, że polecam, to nic nie powiedzieć!

Źródło okładki: www.proszynski.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro