Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Jeżeli nie zmienisz ustawień, będą one zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Test SoundMagic E10BT – popularne słuchawki dokanałowe z interfejsem Bluetooth

W sprzedaży pojawiła się nowa wersja słuchawek SoundMagic E10, czyli świetnego i niedrogiego modelu dokanałowego. E10BT posiadają interfejs Bluetooth 4.2, mają zapewnić wysokiej jakości brzmienie i długi czas pracy. Czy warto wydać na nie 249 zł?

Maciej Sas Maciej Sas / 02-06-2017

E10 to model dokanałówek, którego właściwie nie trzeba przedstawiać, gdyż odniósł ogromny sukces. Słuchawki zostały obsypane nagrodami i nadal cieszą się bardzo dużą popularnością wśród konsumentów. E10 doczekały się już kilkukrotnego odświeżenia i wznowień z dodatkami – między innymi E10S z pilotem lub E10C o ulepszonej kompatybilności z różnymi smartfonami. Te ostatnie kosztują 229 zł, więc E10BT wydają się bardzo atrakcyjne cenowo – to w końcu tylko 20 zł więcej, a w zamian pozbywamy się kabla i zyskujemy bezprzewodowe odsłuchy.

Wyposażenie

Niewielkie, ale solidne pudełko zabezpiecza słuchawki piankową foremką. Do przegródki obok trafiło bogate wyposażenie, czyli: usztywniany futerał;

  • kabel USB-microUSB (26 cm bez uwzględniania wtyków);
  • para silikonowych nakładek dwukołnierzowych;
  • trzy pary nakładek pojedynczych z wąskim wylotem (S, M, L);
  • dwie pary nakładek pojedynczych z szerokim wylotem (S, M, L);
  • cztery pary nakładek pojedynczych ze żłobieniem (XS, S, M, L);
  • instrukcja obsługi.

Futerał prezentuje się bardzo dobrze, jest zamykany na zamek i odpowiednio twardy. Ilość tipsów robi wrażenie, do dyspozycji są różne kształty i rozmiary. Nakładki ze żłobieniem to nietypowy dodatek. Są przeznaczone dla fanów uprawiania sportu, mają sześć podłużnych wcięć rozmieszczonych dookoła kołnierza.

Wygląd

Słuchawki dokanałowe nie są zazwyczaj w pełni bezprzewodowe i E10BT potwierdzają te regułę. Obie słuchawki łączy cienki przewód o długości około 84 cm, na nim znajduje się elektronika oraz pilot sterowania. Tym razem nie ma pałąka na szyję, został on zastąpiony klipsem do ubrania.

Same kopułki E10BT są prawie identyczne jak te, które zamontowano w kablowych wersjach słuchawek, różnią się tylko kolorystyką. To metalowe słuchawki o symetrycznej konstrukcji i obudowach zwężających się ku tyłowi. Tulejki są połyskująco czarne, mają szerokie ranty, na których pewnie trzymają się nakładki. Pozostała część obudowy jest już matowa, ozdobiona została szarym konturem oraz logo modelu w tylnej części. Na słuchawki naniesiono także białe oznaczenia kanałów.

Na dosyć cienkim kablu są dwa elementy. Pierwszy to trójprzyciskowy pilot z mikrofonem, umieszczony około 10 cm od prawej słuchawki. Jest płaski i podłużny, wykonano go z tworzywa sztucznego. Przyciski to plus i minus regulacji głośności oraz słuchawka przycisku wielofunkcyjnego pomiędzy nimi, obok widać również dwie diody – czerwoną i niebieską.

Na środku kabla jest jeszcze płaska tabliczka z metalowym klipsem, która zawiera część elektroniki oraz akumulator. Nie ma na niej żadnych przycisków, ale na krawędzi ulokowano gniazdo microUSB do ładowania, które zabezpiecza silikonowa zaślepka.

Wykonanie E10BT jest dobre, ale trochę nierówne. Same słuchawki prezentują się bardzo korzystnie: zostały wzorowo spasowane, a aluminium kopułek jest grube i bardzo ładnie obrobione. Pozostałe elementy to już tworzywa, które mogłyby być wyższej jakości – wydają się cienkie i są podatne na zarysowania. Pilot także mógłby być lepiej spasowany. Mimo wszystko w kontekście ceny poziom jest nadal satysfakcjonujący.

Komfort i obsługa

Kształt obudów nie uległ zmianie, więc ergonomia jest podobna do tej z modelu E10 – słuchawki dobrze trzymają się uszu, prawie z nich nie wystają. Właściwie nie stykają się ze skórą, więc chłód metalowych kopułek nie daje się we znaki.

Można liczyć na dobre tłumienie hałasu – muzyka „nie wycieka” na zewnątrz, a dźwięki z zewnątrz są wyraźnie stłumione. Słuchawki nie odetną w pełni od zgiełku miasta, rozmów osób postronnych, ale podczas słuchania muzyki otoczenie nie powinno przeszkadzać.

Ciekawym pomysłem są nakładki sportowe, mają zapewnić bezpieczeństwo podczas treningu. Ma to sens, gdyż podczas uprawiania sportu dobrze mieć kontakt z otoczeniem, szczególnie w mieście. Żłobienia na nakładkach pozwalają też lepiej oddychać skórze, pod tym względem E10BT wyróżniają się na tle wielu innych modeli dokanałowych. Konsekwencją korzystania z nakładek sportowych będzie mocne uszczuplenie niskich tonów, gdyż wyraźnie zmniejszą one ciśnienie akustyczne. Warto wspomnieć, że słuchawki są też odporne na pot i pył, powinny zatem spodobać się użytkownikom lubiącym słuchać muzyki podczas aktywności fizycznej.

Zakładanie słuchawek wymaga przyzwyczajenia i praktyki. Kabel przekłada się przez szyję, a w kołnierz ubrania należy wpiąć moduł z klipsem. Po kilku razach słuchawki zakłada się już sprawnie. E10BT dobrze trzymają się odzieży, można je także zawiesić na ramionach bez strachu, że spadną na ziemię. Niestety klips to metalowa blaszka, zatem trzeba go odginać. Szkoda, że nie ma sprężynki, tak jak w JBL E25BT (test), które wpina się po prostu szybciej. Moduł można też wpiąć z przodu, np. do kieszonki ubrania, ale odcinki douszne mogą wtedy przeszkadzać i lekko stukać.

Obsługa słuchawek jest prosta. Środkowy przycisk jest wielofunkcyjny, odpowiada za włączanie oraz po dłuższym przytrzymaniu za parowanie. Przycisk ten będzie także pauzował i wznawiał odtwarzanie oraz kontrolował rozmowy. Plus i minus domyślnie regulują głośność (krótkie wciśnięcia), a ich przytrzymanie będzie zmieniało utwory. Poszczególne procesy sygnalizowane są komunikatami głosowymi w języku angielskim. Przyciski spisały się dobrze, parowanie było szybkie, połączenie stabilnie, a zasięg bardzo dobry.

Słuchawki mogą działać do 12 godzin, gdy odtwarzamy muzykę, lub do 10 godzin, gdy za ich pośrednictwem prowadzimy rozmowy. Czas czuwania wynieść może aż 200 godzin. Sam proces ładowania z USB komputera trwa około 2 godziny. Rezultaty są więc bardzo dobre.

Specyfikacja SoundMagic E10BT

  • przetworniki dynamiczne 13,5 mm z magnesami neodymowymi
  • pasmo przenoszenia 20 Hz–20 kHz
  • impedancja 46 Ω
  • czułość 100 dB@1 kHz/mW
  • interfejs Bluetooth 4.2, zasięg 10 m
  • czas pracy 10–12 godzin, rozmów 8–10 godzin, czuwania 200 godzin
  • akumulator litowo-jonowy
  • waga 20 g

Brzmienie

SoundMagic E10BT to rozrywkowe słuchawki z basem, podobnie jak wersje przewodowe. Brzmienie nie jest jednak identyczne, model Bluetooth brzmi cieplej, ma mniej wysokich tonów i nie jest tak krystaliczny. Ze słuchawek korzysta się jednak przyjemnie, muzyka angażuje, ale trochę lepiej brzmią gatunki rozrywkowe. E10BT mają pewne problemy z czystością sygnału, obietnice producenta o jakości CD można włożyć między bajki.

Bas jest wzmocniony, głęboki, masywny i gęsty. Efektownie pulsuje i mocno uderza. Czasami się przelewa, bywa wyraźnie napompowany. To nie słuchawki dla użytkowników szukających szczegółowości, wyjątkowej wierności, lecz raczej dla melomanów gustujących w energicznym dźwięku. Słuchawki lepiej współpracują z elektroniką, popem, rockiem niż lżejszymi brzmieniami. Niestety przy mocnych uderzeniach basu słychać czasami zakłócenia i braki w czystości sygnału. W przypadku korzystania z nakładek sportowych nie ma co liczyć na niskie tony, dźwięk będzie bardzo chudy. Tipsy z węższym wylotem natomiast jeszcze wzmocnią bas.

Pasmo średnie brzmi ciepło, nie jest wyostrzone, nie kłuje w uszy. Wokale zabrzmią łagodnie, podobnie jak gitary. Dźwięk jest miękki, nie zmęczy ostrością. Muzyka wydaje się lekko przymglona, trochę brakuje szczegółowości i klarowności znanej z wersji przewodowych. To ogółem niższa rozdzielczość dźwięku, ale poziom jest nadal satysfakcjonujący, a muzyka przyjemna w odbiorze.

Wysokie tony są bardzo spokojne, wręcz słychać ich lekkie przyciemnienie, szczególnie w porównaniu z E10 w wersji przewodowej. Dźwięk nie jest wyjątkowo jasny i czysty, muzyka nie brzmi krystalicznie, całość jest lekko zdystansowana. Ma to swoje plusy, dźwięk nie męczy nawet przy dłuższym odsłuchu, gorzej zrealizowane utwory nie są sykliwe i nie kłują w uszy.

Scena dźwiękowa nie zachwyca rozmiarami. Brzmienie jest raczej zbite, instrumenty nie zlewają się, ale separacja nie należy wyjątkowo mocnych. Pomiędzy instrumentami nie ma dystansu, tzw. napowietrzenia. Muzyka wydaje się wydobywać ze środka głowy, kanały stereo nie są wyraźnie odróżnione. E10BT nie dają wrażenia dużej przestrzeni, nie otaczają słuchacza dźwiękiem.

Podsumowanie

SoundMagic E10BT to dobry produkt, ale spodziewałem się po nim nieco więcej. Wykonanie jest dobre, a design ładny dla oka. Obsługa jest prosta i komfortowa, pilot ma przemyślany układ przycisków – cieszy wygoda w regulacji głośności oraz bezproblemowe sterowanie muzyką i rozmowami. Ogólna ergonomia jest dobra, tłumienie hałasu otoczenia również jest odpowiednie, a słuchawki są bez wątpienia wygodne. Klips trzyma się jak należy, E10BT z pewnością nie spadną na ziemię.

Niestety klips to zwykła blaszka, przydałby się wersja ze sprężynką, która ułatwiłaby zakładanie. Szkoda, że brzmienie trochę ustępuje wersji przewodowej – E10 lub E10C brzmią jaśniej, bardziej czysto i przestrzennie. E10BT potrafią trochę zatrzeszczeć w niskich tonach, mają małą scenę dźwiękową i nieco zakłóceń w sygnale.

Jeśli Bluetooth nie jest priorytetem, to lepiej wybrać wersję przewodową – np. E10C do smartfonów lub zwykłe E10. Jeśli jednak ilość kabli musi zostać ograniczona, to sam wybrałbym JBL E25BT – kosztują tyle samo, brzmią czyściej, bardziej przestrzennie i również rozrywkowo. Są jednak trochę większe i wykonane w pełni z tworzyw sztucznych.

Zalety: bogate wyposażenie; dobre wykonanie; ładny i uniwersalny wygląd; prosta obsługa i wysoka ergonomia; długi czas pracy; dobre brzmienie z basem, ciepłem i łagodnością; rozrywkowe i wciągające.

Wady: braki w czystości dźwięku; zakłócenia w niskich tonach (przy mocnym ataku basu); mała scena dźwiękowa; przeciętny klips.

podziel się