Test słuchawek Snab Overtone HS-42M – niedrogie i uniwersalne?

Test słuchawek Snab Overtone HS-42M – niedrogie i uniwersalne?

autor: Maciej Sas, data publikacji: 08-03-2017

Model HS-42M to najnowsze słuchawki nagłowne od rodzimej marki Snab. Posiadają konstrukcję zamkniętą i wokółuszną, mają sprawdzić się zarówno w użytku mobilnym, jak i stacjonarnym. Jak wypadają pod względem brzmienia i wygody? Czy warto wydać na nie 150 zł?

Producent zasłynął z produkcji słuchawek o dobrej relacji ceny do jakości. Najbardziej popularne były tanie dokanałówki Overtone EP-81 (test) oraz droższe EP-101M (test). W obu przypadkach wykonanie stało na wysokim poziomie, wyposażenie było bogate, a brzmienie w kontekście ceny wypadało bardzo dobrze. HS-42M nie są pierwszymi dużymi słuchawkami w ofercie Snab. Producent zaoferował wcześniej model HS-ANC41M – dobre słuchawki z aktywną redukcją hałasu. Tytułowe HS-42M to bardziej klasyczna konstrukcja. Słuchawki są pasywne i mają być uniwersalne pod względem ergonomicznym, funkcjonalnym i brzmieniowym.

Wyposażenie

Proste opakowanie ze szczegółowymi opisami w języku polskim skrywa słuchawki w plastikowej foremce oraz praktyczne akcesoria. Do wyboru mamy dwa przewody o płaskich izolacjach. Pierwszy jest mobilny – został wyposażony w jednoprzyciskowy pilot z mikrofonem i mierzy 1,2 m. Drugi kabel jest stacjonarny – został pozbawiony mikrofonu, a jego długość wynosi 2,5 m. Do słuchawek jest także dołączony woreczek przeciwkurzowy zaciskany na sznurek, wykonany z cienkiego, gładkiego i śliskiego w dotyku materiału.

fot 2

Wygląd

Poprzednie słuchawki nagłowne miały stonowany, nowoczesny design. Model HS-42M jest już bardziej specyficzny. Kolorystyka jest czarno-niebieska, dominują tworzywa, sztuczna skóra oraz materiałowe nauszniki. Wizualnie słuchawki można zaliczyć do stylu retro – można je określić mianem vintage. Przypominają stare słuchawki studyjne lub nawet lotnicze.

fot 5

Muszle słuchawek są eliptyczne, wydłużone. Zostały zamocowane w pałąk za pomocą zawiasów kulowych. Na lewej słuchawce, w dolnej części jest gniazdo słuchawkowe 3,5 mm, prawa słuchawka pozostała pusta. Na ranty założono nauszniki, które imitują welur, od zewnętrznej i wewnętrznej strony obszyto je sztuczną skórą. Przetworniki przysłaniane są przez cienkie siateczki.

Widełki pałąka są metalowe, otaczają koliste mocowania z logo producenta. Przy szynach widać przewody połączeniowe kopułek, zabezpieczone dodatkową izolacją. Regulacja rozmiaru jest rozsuwana – oferuje osiem niezbyt precyzyjnych skoków. Pałąk jest obszyty od spodu grubą opaską ze sztucznej skóry, która ma na szczycie wytłoczone logo Snab i jest wypełniona sprężystą gąbką. Pałąk jest mocny i giętki.

fot 8

Snab HS-42M najpewniej nie zachwycą wyglądem, ale nadal prezentują się nieźle i oryginalnie. Wykonanie to jednak niższa półka, mimo wszystko konstrukcja jest zwarta, dobrze spasowana i wygląda na trwałą. Jakość niektórych tworzyw jest niska, a tyczy się to także szorstkiego materiału nauszników.

Komfort i obsługa

Pod względem ergonomii jest dobrze. Czuć, że pałąk jest dużo cięższy niż kopułki, ale masa została rozłożona poprawnie. Pałąk ma optymalny nacisk i dobrze przylega do głowy, ma też odpowiedni profil. Nie uciska czubka głowy, gdyż gąbka odpowiednio neutralizuje nacisk. Niestety może brakować rozmiaru – słuchawki są za małe dla posiadaczy dużych głów. Aby umieścić je na mojej głowie (średniej w rozmiarze), musiałem rozsuwać pałąk prawie na maksymalny poziom. Regulacja jest też nieprecyzyjna, wymaga odpowiedniego ustawienia pozycji dla obu stron.

Rzeczywiście HS-42M można używać także mobilnie. Przydadzą się do tego także wymienne przewody – to świetne rozwiązanie. Wtyczki nie mają systemu blokady, ale trzymają się gniazd pewnie i nie wypną się przez przypadek. Na pochwałę zasługuje zastosowanie wtyku kompatybilnego z różnymi smartfonami. Słuchawki nie wymagają też dużej mocy, zabrzmią ze smartfona, odtwarzacza lub laptopa, a można je też podłączyć do większego sprzętu audio.

Mimo pewnej szorstkości nauszniki są nadal przyjemne dla skóry. Trochę szeleszczą przy poruszaniu głową, ale nie przeszkadza to podczas słuchania muzyki. Duże małżowiny mogą nie zmieścić się wewnątrz, ale nauszniki są odpowiednio miękkie, zatem nie powinny ich uciskać. Skóra uszu oddycha i nie poci się w trakcie odsłuchów.

fot 14

Pod względem ergonomicznym i funkcjonalnym słuchawki sprawdzą się w użytku stacjonarnym oraz mobilnym, ale jednak lepiej wypadają w tej pierwszej opcji. Mimo zamkniętej konstrukcji tłumienie hałasu otoczenia nie jest intensywne. Głośne dźwięki będą przenikały do naszych uszu, a muzyka może też wyciekać na zewnątrz, będzie słyszalna dla osób postronnych. Na spacerze w parku nie będzie problemu, ale w głośnej komunikacji miejskiej lub w pociągach izolacja może nie wystarczyć. W domu przy średnich poziomach głośności otoczenie nie powinno już przeszkadzać.

Specyfikacja Snab Overtone HS-42M

  • przetworniki 40 mm
  • pasmo przenoszenia 20 Hz–20 kHz
  • THD-N < 5%
  • skuteczność 95 dB (+/-3 dB)
  • znamionowy pobór mocy 10 mW, maksymalny 20 mW
  • impedancja 32 Ω
  • czułość mikrofonu 38 dB
  • długość kabla 1,2 m z mikrofonem (wtyk CTIA/AHJ); 2,5 m bez mikrofonu
  • waga bez kabla ok. 270 g

Brzmienie

Snab HS-42M może nie są najpiękniejsze i nie zachwycają wykonaniem, ale nadrabiają brzmieniem. Pod względem jakości dźwięku jest bardzo dobrze. Słuchawki oferują sygnaturę neutralną w barwie. Nie wydają się ani zimne i jasne, ani ciemne i ciepłe – co rzadko zdarza się wśród taniego audio. Nie jest to jednak idealnie zrównoważone brzmienie – bas i sopran lekko wychodzą do przodu. Można tutaj mówić o sygnaturze na planie litery „V” i podkreśleniu skrajnych pasm, ale nie jest to jeszcze intensywnie odczuwalne. Snab Overtone HS-42M nie powinny ograniczyć puli słuchanych gatunków muzycznych.

Bas jest wyraźny i czytelny, ale nie jest serwowany w ekstremalnych dawkach. Niskie tony słychać raczej w średnim i niskim zakresie basu, potrafią zabrzmieć efektownie w elektronice i dosyć naturalnie w lżejszych gatunkach. Są dynamicznie i szybkie, ale nie dominują – nie zalewają pozostałych pasm, nie dudnią i nie buczą. To nadal dosyć uniwersalny dźwięk. Bas poradzi sobie z gitarą basową, kontrabasem, nie będzie też problemu z cyfrowymi samplami.

Pasmo średnie jest lekko wycofane. Brzmi jednak równo, neutralnie, czysto, szczegółowo i nadal bezpośrednio. Bas i sopran wychodzą lekko przed szereg, ale wokale nadal są dobrze słyszalne, żywe instrumenty także pozostają bliskie. Nie jest to jednak dźwięk naturalny – nie słychać ocieplenia i mocnego nasycenia. Jest w średnicy HS-42M coś lekko sztucznego i analitycznego. Słuchawki pozwalają usłyszeć drobniejsze szczegóły za sprawą krystalicznego, dobrze odseparowanego dźwięku.

Wysokie tony mają podobną tendencję do basu. Jest ich trochę więcej, nadają brzmieniu czytelności i klarowności. Muzyka jest bezpośrednia, nie ma wrażenia zdystansowania, ukrycia czy przyciemnienia dźwięku. Nie trzeba wytężać słuchu, wszystko podawane jest jak na dłoni. Sopran bywa nieco ostrzejszy, kiepsko zrealizowana muzyka może delikatnie zasyczeć, ale z typowym smartfonem lub odtwarzaczem nie powinno być problemu.

Scena dźwiękowa również robi dobre wrażenie. Przestrzeń jest duża – słuchawki rozkładają dźwięk w stereo, różnicują lewy i prawy kanał, słychać efekty stereofoniczne. Da się wyczuć głębię, to znaczy, że słuchawki potrafią zabrzmieć zarówno z przodu, jak i z tyłu głowy. Separacja dźwięków jest dobra – instrumenty są od siebie wyraźnie oddalone, a wydaje się, że wokół nich jest dużo pustego miejsca, czyli brzmienie jest także napowietrzone.

Podsumowanie

Snab Overtone HS-42M na pierwszy rzut oka mogą nie przypaść do gustu. Wyglądają trochę staromodnie, a tworzywa, z których je wykonano, są dosyć surowe. Jednak słuchawki rekompensują to funkcjonalnością, dobrą ergonomią i przede wszystkim brzmieniem – w tym przypadku to dźwięk jest najważniejszy. Możemy liczyć na brzmienie o dużej rozdzielczości, rozrywkowe, ale nadal uniwersalne.

W cenie wynoszącej 150 zł nowe Snab HS-42M zasługują na rekomendację. Trzeba jednak pamiętać, by nie oceniać ich od razu po wyjęciu z pudełka, lepiej pozwolić słuchawkom rozruszać membrany. Nie można też mieć przesadnych oczekiwań – brzmienie nadal ma swoje wady. Może wydać się sztuczne, trochę suche lub surowe. W kontekście ceny jest i tak bardzo dobrze – muzyki słuchałem na nich z przyjemnością.

Słuchawki mają sporą konkurencję np. w produktach marki Superlux. W podobnej cenie są dostępne HD669, HD681 EVO lub HD660 oraz HD330. Snab lepiej sprawdzą się jako słuchawki mobilne, zaoferują bardziej rozrywkowy dźwięk niż HD669, jaśniejszy oraz bardziej przestrzenny od HD681 EVO, HD660 i HD330. Te ostatnie są wysokoomowe i mogą wymagać więcej mocy. Słuchawki Snab mogą być tak zwanym złotym środkiem.

Zalety: mocna konstrukcja; dobra ergonomia; wypinane przewody (dwa w zestawie); dobre stacjonarnie i mobilnie; neutralne brzmienie z lekko podkreślonym basem i sopranem, nadal uniwersalne, dynamiczne, szczegółowe i przestrzenne.

Wady: nieciekawy design; przeciętna jakość materiałów; słabe tłumienie odgłosów otoczenia.