Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Jeżeli nie zmienisz ustawień, będą one zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Test Audictus Endorphine – tanie i dobre słuchawki Bluetooth?

Audictus Endorphine to podstawowy model bezprzewodowych słuchawek dokanałowych w ofercie młodego producenta. Konstrukcja jest wykonana z tworzyw sztucznych, cechuje się odpornością na zalanie, a w zestawie są dodatkowe nakładki ergonomiczne.

Maciej Sas Maciej Sas / 08-01-2018

Przetestowałem już wyższy model Audictus Adrenaline, dostępny za około 200 zł. Słuchawki okazały się dobrze wykonane, ładne i wygodne, poza tym oferowały rozrywkowe brzmienie o bardzo dobrej jakości. Model Endorphine cechuje się prawie identyczną specyfikacją, różni się głównie wzornictwem i wykonaniem – tym razem słuchawki zrobione są z tworzyw sztucznych ABS, nie ma elementów aluminiowych. Drugą różnicą jest cena, testowane Endorphine kosztują około 160 zł. Sprawdźcie, czy warto je kupić.

Specyfikacja Audictus Endorphine

  • przetworniki: dynamiczne 8 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz–20 kHz
  • impedancja: 32 Ω
  • czułość: 105 dB
  • interfejs: Bluetooth 4.1
  • funkcje: ergonomiczne nakładki, wodoszczelność IPX4
  • akumulator: 90 mAh
  • czas działania: do 5 godzin (czas ładowania około 2 godziny)
  • masa: 16 g

Wyposażenie

Mimo że Endorphine są zapakowane równie solidnie i estetycznie, co Adrenaline, to jednak ich wyposażenie jest skromniejsze. W zestawie ze słuchawkami są tylko trzy pary tipsów silikonowych, nakładki w formie ergonomicznych haczyków oraz przewód microUSB do ładowania o długości 31 cm. W porównaniu do Adrenaline zabrakło więc nakładek piankowych oraz usztywnianego futerału. Nakładki silikonowe prezentują się lepiej, są grube, półprzezroczyste i mają czerwone trzpienie.

Wygląd

Słuchawki nie różnią się tylko użytymi materiałami, ale także wzornictwem i kształtem. Audictus Endorphine są bardziej pękate i dłuższe od Adrenaline, choć tylko nieznacznie. Zwracają uwagę także bardziej sportową, mniej elegancką i nie tak uniwersalną kolorystyką, gdyż na obudowach dominuje czerń z czerwonymi akcentami. To nadal ładnie wyglądające słuchawki, które na pierwszy rzut oka nie zdradzają swojej niskiej ceny – są odpowiednio spasowane i obrobione. Wątpliwości budzi jedynie zapach tworzyw sztucznych, którego jednak nie czuć podczas odsłuchów; po czasie specyficzny zapach całkowicie się ulatnia.

Słuchawki mają podłużny i prosty kształt. Obudowy z tworzyw sztucznych są otoczone przez plastikowe pierścienie, które mocują kabel łączący słuchawki. Z tyłu obu słuchawek widać czerwone kapsle z wytłoczonym logo producenta, a na obudowy nałożono także ergonomiczne haczyki, czyli gumowe nakładki zapierające się o uszy, które można zdemontować. Tulejki słuchawek są proste (w Adrenaline były kątowe), ale posiadają szerokie ranty na tipsy i zabezpieczono je siateczkami.

Kabel oraz pilot są identyczne w obu modelach. Przewód ma płaską i wąską izolację, mierzy około 53 cm. Pilot jest spłaszczony i wydłużony, został zamocowany około 7 cm od prawej słuchawki. Znajdują się na nim trzy przyciski w formie wypukłych i ogumowanych symboli, dioda, szczelina mikrofonu i gniazdo microUSB na krawędzi, zabezpieczone gumową zaślepką.

Komfort i obsługa

Pod względem ergonomii poziom obu modeli Audictus jest zbliżony, ale Adrenaline wypadają jednak trochę lepiej, gdyż zastosowano w nich kątowe tulejki. Proste tulejki w modelu Endorphine powodują, że obudowy mocniej odstają od uszu – testowane słuchawki są długie, mogą nie zmieścić się pod czapką lub uniemożliwić leżenie na boku. Pochwalić należy jednak niską masę, Endorphine prawie nie czuć w uszach.

Ergonomiczne nakładki sprawdzają się dobrze, idealnie zapierają się o małżowiny uszne. Nie irytują skóry i nie uciskają oraz odpowiednio stabilizują słuchawki w uszach. Endorphine trzymały się wzorowo nawet podczas gwałtownych ruchów lub biegania. Docenić należy także niezłą izolację od otoczenia. Nie jest idealna, ekstremalny hałas się przez nią przebije, ale podczas słuchania muzyki miejski zgiełk nie powinien przeszkadzać.

W modelu Endorphine, względem droższych słuchawek innych marek, brakuje możliwości skracania kabla – na przewodzie nie ma dodatkowego suwaka lub ściągacza, tak samo jest w modelu Adrenaline. Nie miałem z tym jednak problemu, przewód układał się odpowiednio na szyi, nie drażnił i nie stukał zbyt mocno podczas uprawiania sportu.

Obsługa słuchawek jest prosta. Środkowy przycisk to włącznik, który pełni także dodatkowe funkcje – pauzuje i wznawia muzykę oraz kontroluje rozmowy telefoniczne. Plus i minus regulacji głośności zmieniają natężenie dźwięku po krótkich wciśnięciach, a po przytrzymaniu przełączają utwory. Przyciski łatwo odróżnić, dioda na obudowie pilota jest delikatna, a zaślepkę gniazda microUSB łatwo podważyć. Niestety komunikaty głosowe są ponownie zbyt głośne, więc lepiej zakładać słuchawki dopiero po ich włączeniu i sparowaniu.

Czas pracy jest taki sam, jak w przypadku droższego modelu Adrenaline. Akumulator 90 mAh pozwoli na 5 godzin odtwarzania muzyki. To niezły wynik, ale jednocześnie nic specjalnego, chociaż w tej cenie nie można narzekać. Słuchawki ładują się około 2 godzin, ale proces można przyspieszyć za pomocą adaptera sieciowego.

Brzmienie

Endorphine zaskakują brzmieniem, gdyż oferują praktycznie ten sam poziom, co droższe Adrenaline. Różnice to jedynie niuanse, trudno je wychwycić w bezpośrednich porównaniach, a w praktyce można je zupełnie zignorować. Mamy więc do czynienia z rozrywkowym brzmieniem, lekko podbitym basem, łagodnym sopranem i nieco wycofaną średnicą. Słuchawki przeznaczone są do rozrywki lub relaksu, ich brzmienie nie jest wyjątkowo naturalne, ale nadal poradzą sobie z różnymi gatunkami muzycznymi.

Bas jest podbity, ale słuchawki generują niskie tony w rozsądnych ilościach. Pasmo nie przytłumi pozostałych instrumentów, raczej nie powinno męczyć. Bas jest zaakcentowany w średnim podzakresie (midbas), brzmi więc ciepło, masywnie i gęsto. Nie można liczyć na wyjątkowo mocne zejście (subbas), więc brzmienie niskich tonów nie jest bardzo głębokie. Potrafią one jednak mocno uderzyć i pulsować w elektronice, zabrzmieć masywnie w rocku lub rapie. W lżejszych gatunkach kontrabas lub fortepian stają się czasami zbyt obfite, ale nadal brzmią przyjemnie.

Pasmo średnie trochę ustępuje niskim tonom, ale pozostaje czytelne. Mimo że wokale wydają się nieco wycofane, nadal odpowiednio słychać głosy wokalistów i bez problemu można śledzić teksty piosenek. Brzmienie zostało złagodzone – cechuje je gładkość i miękkość, wyższy podzakres pasma jest uspokojony. Słuchawki nie brzmią zimno, twardo lub szorstko, ich barwa jest relaksująca. Jednocześnie mają odpowiednio dużo energii, by zmotywować w trakcie biegu lub podczas treningu na siłowni.

Wysokie tony nie zostały wycięte, ale priorytet miała muzykalność i rozrywka, więc pasmo jest generowane w bardziej delikatny sposób. Słuchawki nie syczą, nie kłują w uszy i nie szeleszczą. Muzyka jest prosta w odbiorze i przyjemna, z Endorphine można korzystać nawet przez dłuższy czas bez uczucia zmęczenia. Jednocześnie dźwięk nie jest idealnie klarowny i bezpośredni, muzyka nie sprawia wrażenia krystalicznie czystej, lecz bardziej klimatycznej i zagęszczonej.

Scena dźwiękowa jest podobna do tej generowanej przez model Adrenaline. Przestrzeń nie jest duża – scena jest niska, instrumenty tylko lekko wychodzą ponad linię uszu. Głębia również jest zwyczajna, ponieważ dźwięki nie odsuwają się mocno za głowę lub nie wychodzą przed twarz. Pochwalić należy jednak stereofonię, czyli szerokość – muzyka dzieli się na kanały, a dźwięki oddalają się od lewego lub prawego ucha. W efekcie nie ma wrażenia ciasnoty, a brzmienie nie osacza. Docenić trzeba też niezłą separację dźwięku, poszczególne instrumenty brzmią swobodnie i nie zlewają się.

Podsumowanie

Nie myślałem, że za 160 zł można mieć tak dobre słuchawki dokanałowe z interfejsem Bluetooth. Audictus Endorphine są ładne, nieźle wykonane i dosyć wygodne. Pochwalić należy dodatkowe ergonomiczne haczyki, które stabilizują słuchawki w uszach. Endorphine brzmią rozrywkowo, nie brakuje im basu, ale niskie tony nie zalewają pozostałych pasm, więc można posłuchać różnej muzyki. Charakter dźwięku jest przystępny i łagodny, ale gdy trzeba, ma dużo werwy.

Nie obyło się bez wad. Słuchawki są dosyć długie i wyraźnie wystają z uszu. Komunikaty głosowe są trochę za głośne, a dostępne wyposażenie jest skromne. Jednak wszystko to można wybaczyć w kontekście ceny wynoszącej 160 zł. Słuchawki warto kupić, są lepszym wyborem niż długie, ciężkie, a także zbyt basowe Brainwavz BLU-100 i BLU-200.

Trzeba się jednak zastanowić, czy nie dopłacić do modelu wyższego – Adrenaline za 199 zł. Zyskamy pianki termoaktywne, usztywniany futerał, a także lepsze wykonanie i ergonomię. Adrenaline posiadają kątowe tulejki, więc nie wystają z uszu tak mocno. Są też aluminiowe, zatem konstrukcja jest trwalsza i wygląda bardziej efektownie.

Zalety: dobre wykonanie; ładne wzornictwo; niezła ergonomia i praktyczne nakładki ergonomiczne; basowe brzmienie z werwą, ale łatwe i przystępne w odbiorze; dobra stereofonia.

Wady: skromne wyposażenie; trochę za długie tulejki; małe braki w rozdzielczości dźwięku; za głośne komunikaty głosowe.

podziel się