Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Jeżeli nie zmienisz ustawień, będą one zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.

Test Audictus Adrenaline – dokanałowe słuchawki Bluetooth od nowej marki

Adrenaline to niedrogie słuchawki dokanałowe z interfejsem Bluetooth, które mają zapewnić dobre brzmienie i sprawdzić się podczas uprawiania sportu. Posiadają ergonomiczne nakładki i są odporne na zalanie.

Maciej Sas Maciej Sas / 08-01-2018

Marka Audictus powstała w 2017 roku, specjalizuje się w produkcji słuchawek nagłownych oraz dokanałowych. Aktualnie w ofercie producenta jest sześć modeli słuchawek, zarówno bezprzewodowych, jak i przewodowych, wycenionych od 70 zł do około 200 zł. Adrenaline są najwyższym modelem wśród wersji dokanałowych, mają aluminiową konstrukcję, dodatkowe nakładki ergonomiczne oraz piankowe. Sprawdziłem, jak radzą sobie przy codziennych odsłuchach oraz podczas biegania.

Specyfikacja Audictus Adrenaline

  • przetworniki: dynamiczne 8 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz–20 kHz
  • impedancja: 32 Ω
  • czułość: 105 dB
  • interfejs: Bluetooth 4.1
  • funkcje: ergonomiczne nakładki, wodoszczelność IPX4
  • akumulator: 90 mAh
  • czas działania: do 5 godzin (czas ładowania około 2 godziny)
  • masa: 16 g

Wyposażenie

Mimo niewysokiej ceny wyposażenie prezentuje się bardzo dobrze. W zestawie otrzymujemy:

  • trzy pary pojedynczych nakładek silikonowych (rozmiary S, M, L);
  • parę termoaktywnych nakładek piankowych;
  • parę nakładek ergonomicznych;
  • kabel microUSB do ładowania;
  • usztywniany futerał.

Tipsy wyglądają całkiem nieźle. Przypominają wiele nakładek z tanich dokanałówek, ale są dużo grubsze i bardziej sprężyste niż nakładki w innych tego typu zestawach. Ciekawie prezentują się wersje piankowe, gdyż są gęste i na pierwszy rzut oka wyglądają jak silikonowe. Pochwalić należy także praktyczny futerał, który jest usztywniony, zamykany na zamek, a w środku ma dodatkową kieszonkę z siateczki. Kabel USB mierzy 31 cm (bez uwzględniania wtyków), ma dosyć sztywną izolację, jego wtyczki są mocne i smukłe.

Wygląd

Wzornictwo nie zaskakuje. Audictus Adrenaline wyglądają jak wiele słuchawek Bluetooth, ale ich design nadal wpada w oko. Słuchawki mają prosty kształt i stonowaną kolorystykę, dlatego są uniwersalne pod względem wizualnym. Dobre wrażenie robi jakość wykonania, gdyż zastosowano aluminiowe obudowy, a pozostałe elementy wykonano z tworzywa ABS.

Obudowy słuchawek są podłużne, mają walcowaty kształt, otaczają je plastikowe pierścienie, które zabezpieczają przewód łączący obie słuchawki. Z tyłu słuchawek znajdują się logotypy producenta, pokrywka na tyle obudowy jest koliście żłobiona i ma efektownie ścięte krawędzie. Na słuchawki założone są opcjonalne nakładki ergonomiczne. To już dobrze znane „skrzydełka” lub haczyki, które będą zapierać się o wnętrza małżowin usznych. Same tulejki są kątowe, mają szerokie ranty, a ich wyloty zostały zabezpieczone siateczkami. Na słuchawkach dojrzeć można także niewielkie otwory odpowietrzające.

Obie słuchawki połączone są płaskim i wąskim kablem, który mierzy 53 cm. Duży i spłaszczony pilot znalazł się około 7 cm od prawej słuchawki. Zawiera trzy przyciski w formie wypukłych i ogumowanych symboli, diodę, szczelinę mikrofonu oraz złącze microUSB na krawędzi, schowane za dodatkową zaślepką.

Nie mam większych zastrzeżeń co do jakości wykonania. Nie widać niedoróbek, spasowanie poszczególnych elementów jest wzorowe, a obróbka nie daje powodów do narzekania. Widać, że nie są to słuchawki z najwyższej półki – aluminium jest trochę cieńsze, da się zaobserwować pewne oszczędności w tworzywach sztucznych. Efekt jest jednak nadal bardzo dobry – Adrenaline wcale nie mają się czego wstydzić.

Komfort i obsługa

Audictus Adrenaline to duże słuchawki – elektronika została rozmieszczona także w ich obudowach, nie ma więc dodatkowego modułu na przewodzie. W efekcie słuchawki wyraźnie wystają z uszu, nawet w przypadku większych małżowin. Nie są jednak tak długie, jak Brainwavz BLU-100 (test) i BLU-200, a w konsekwencji cechują się mniejszą wagą i są dużo lżejsze. Całość waży tylko 16 g.

Ergonomia jest bardzo dobra. Słuchawek nie czuć w uszach, nakładki łatwo dobrać, a w moim przypadku wersje ergonomiczne z haczykami sprawdziły się bardzo dobrze – zaparły się pewnie o wnętrza małżowin usznych i nie drażniły skóry. Słuchawki nie wypadały z uszu nawet przy gwałtownych ruchach, trzymały się pewnie w trakcie biegu. Ze względu na swój rozmiar mogą jednak trochę przeszkadzać pod ciaśniejszą czapką.

W przeciwieństwie do droższych słuchawek Audictus Adrenaline nie umożliwiają skrócenia przewodu połączeniowego. Na kablu nie ma żadnego suwaka lub ściągacza, więc w niektórych przypadkach nadmiar kabla może przeszkadzać. Ja nie narzekałem, gdyż kabel odpowiednio układał się na szyi i nie drażnił skóry. Przewód potrafił delikatnie stukać podczas ruchu, ale efekt mikrofonowy nie dawał się specjalnie we znaki.

Tłumienie odgłosów otoczenia wypada całkiem nieźle. Adrenaline nie odetną w pełni od hałasu zewnętrznego, ale nic nie powinno mocno przeszkadzać podczas odsłuchów na średnim poziomie głośności. Przy dobrze dobranym rozmiarze nakładek słychać delikatne klikanie membran podczas zakładania, czyli tzw. efekt driver flex, ale nie jest on głośny. Niestety dla mnie pianki były zdecydowanie za małe, a szkoda, gdyż są odpowiednio plastyczne i rozprężają się powoli, więc łatwo je założyć po ugnieceniu.

Obsługa słuchawek jest prosta. Środkowy przycisk to włącznik oraz klawisz wielofunkcyjny – pauzuje lub wznawia muzykę, za jego pomocą można także obsługiwać rozmowy i parowanie. Pozostałe przyciski regulują głośność (krótkie wciśnięcia) lub zmieniają utwory (długie wciśnięcia). O działaniu słuchawek, baterii i trybie parowania informuje delikatna dioda. Komunikaty głosowe w języku angielskim są niestety za głośne. Adrenaline lepiej zakładać po uprzednim włączeniu i sparowaniu słuchawek.

Audictus Adrenaline działają do 5 godzin na jednym ładowaniu. To niezły wynik jak na akumulator 90 mAh. Napełnianie baterii nie jest problematyczne, zaślepkę gniazda microUSB łatwo podważyć. Proces trwa 2 godziny z portu USB, ale można go przyspieszyć przez podpięcie słuchawek do adaptera sieciowego.

Brzmienie

Charakter dźwięku nie zaskakuje, a jego jakość robi pozytywne wrażenie. Rozdzielczość nie jest może najwyższa, brzmienie nie sprawia wrażenia wyjątkowo czystego, ale w kontekście ceny trudno narzekać. Postawiono na muzykalną sygnaturę z podkreślonym basem, która jest przyjemna i łatwa w odbiorze. Dźwięk jest ciepły i łagodny – wysokie tony nie są wyostrzone. Priorytet miała rozrywka, więc nie można liczyć na krystaliczną szczegółowość i wierność, ale słuchawki i tak dobrze współpracują z różną muzyką.

Niskie tony zostały podkreślone. Wychodzą przed szereg, ale nie są generowane w przesadnych ilościach – bas nadal nie zalewa pozostałych pasm. Nie można liczyć na wyjątkowo głębokie niskie tony, gdyż zostały one zaakcentowane w średnim podzakresie. Znaczy to, że bas nie brzmi niczym z subwoofera, nie jest wibrujący i tłusty, lecz bardziej masywny i napompowany. Nadal efektownie uderza, rytmicznie pulsuje w elektronice, popie, rapie i innych gatunkach rozrywkowych. W lżejszej muzyce gitara basowa, fortepian lub kontrabas mogą być trochę za bardzo podkreślone, ale jazzu, bluesa lub lekkiego rocka nadal słucha się z przyjemnością.

Pasmo średnie nie zostało wycięte, ale nie ma priorytetu w tej sygnaturze – słychać, że bas jest wyraźniejszy. Średnica jest jednak ciepła, została złagodzona w wyższym zakresie, zatem nie brzmi szorstko i surowo. Nadal dobrze wybrzmiewają wokale, można wsłuchać się w teksty piosenek, docenić brzmienie gitar, perkusji lub smyczków. Nie można liczyć na wyjątkowo naturalny dźwięk, ale brzmienia Audictus Adrenaline nie określiłbym jako sztuczne. Słychać nawet pewne detale, trzeba jednak pamiętać, że nie są to słuchawki dla audiofila, lecz raczej dla melomana szukającego satysfakcji z muzyki.

Wysokie tony zostały uspokojone, ale dźwięk nie jest jeszcze przyciemniony. Muzyka nie sprawia wrażenia, jakby dochodziła zza ściany lub koca, jest bezpośrednia, ale nie wydaje się natarczywa. Słuchawki nie syczą i nie kłują w uszy, brzmią gładko i miękko. Odsłuchy mogą relaksować lub dodawać energii – sopranu jest nadal odpowiednio dużo, by talerze perkusyjne wybijały motywujący rytm. Audictus Adrenaline sprawdzą się zarówno podczas relaksu na kanapie, jak i na siłowni lub w trakcie biegania.

Scena dźwiękowa nie jest duża, ale nie ma jeszcze wrażenia ciasnoty. Przestrzeń nie jest wysoka, instrumenty niechętnie pojawiają się ponad linią uszu lub poniżej niej, nie słychać też mocnej głębi, czyli dźwięki nie wycofują się w okolice ramion lub nie pojawiają się przed twarzą. Pochwalić należy jednak szerokość sceny dźwiękowej, czyli stereofonię – muzyka wyraźnie dzieli się na oba kanały i oddala od uszu. Separacja instrumentów jest niezła, poszczególne dźwięki są blisko siebie, ale nie zlewają się.

Podsumowanie

Audictus Adrenaline to bardzo dobre i niedrogie słuchawki Bluetooth. Właściwie trudno się do czegokolwiek przyczepić. Słuchawki są lekkie i wygodne, nieźle tłumią i nie zawodzą pod względem wykonania, wyposażenia oraz brzmienia. Basu nie brakuje, ale nie ma go też przesadnie dużo, zatem dźwięk pozostaje przyjemny w odbiorze i powinien sprawdzić się w różnych gatunkach muzycznych oraz przy uprawianiu sportu lub w trakcie relaksu w zaciszu domowym.

Nadal nie można liczyć na wyjątkowo czysty i przestrzenny dźwięk, rozdzielczością Adrenaline nie dorównują droższym słuchawkom Bluetooth, ale w kontekście ceny ich brzmienie i tak satysfakcjonuje. Słuchawki kosztują 199 zł i moim zdaniem są lepsze od zbyt basowych, dużych oraz ciężkich Brainwavz BLU-100 lub BLU-200. Warto rozważyć także Audictus Endorphine, które kosztują 159 zł, brzmią bardzo podobnie, ale są wykonane z tworzyw sztucznych i mają trochę inny kształt.

Zalety: dobre wyposażenie; bardzo dobre wykonanie; ładne i proste wzornictwo; dobra ergonomia i niezłe tłumienie; przyjemne i uniwersalne brzmienie z podkreślonym basem i wyraźnym stereo.

Wady: pewne braki w rozdzielczości dźwięku; trochę za małe pianki termoaktywne; zbyt głośne komunikaty głosowe.

podziel się