„Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności” Maciej Stuhr, Beata Nowicka – recenzja

„Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności” Maciej Stuhr, Beata Nowicka – recenzja

Maciej Stuhr, lat 40, ojciec, aktor, triathlonista. Człowiek, który wystąpił w wielu filmach, odniósł sukces zarówno w repertuarze komediowym, jak i zdecydowanie cięższym gatunkowo. Mistrz konferansjerki, osobowość, bez której gale polskiej nagrody filmowej najpewniej nie miałyby tak świetnej oprawy…

Jan Mądrzywołek Jan Mądrzywołek  / 23-11-2015

Jeden z filarów bardzo wymagającego w odbiorze teatru Krzysztofa Warlikowskiego. Facet szanowany, lubiany i ceniony przez ogromne grono współpracowników, a to, nie czarujmy się, w aktorskiej społeczności nie jest częstym zjawiskiem. A i tak pierwsze określenie, które przychodzi do głowy, kiedy o nim mówimy, to Młody Stuhr. Ależ on musiał mieć momentami ciężko.

Czy ta „Stuhrmówka” ma sens?

Jaki sens ma pisanie książki podsumowującej dokonania w przypadku człowieka, który ma dopiero 40 lat? Wydawać by się mogło, że przecież najpewniej nie będzie o czym opowiadać, ileż ciekawego mogło mu się w życiu przydarzyć. No i tu was zaskoczę, rozmowa Macieja Stuhra z Beatą Nowicką to naprawdę interesująca lektura. Życiorys tego aktora jest na tyle bogaty, że spokojnie mógłby nim obdzielić kilka osób, a do tego jeszcze jest taką osobą, której po prostu świetnie się słucha.

Złość Krakusa

Przyznam szczerze, że lubię oglądać Pana Maćka na ekranie, należę do pokolenia, które traktuje wczesne komedie z jego udziałem jak filmy na swój sposób kultowe. „Fuks”, „Chłopaki nie płaczą” czy „Poranek kojota” oglądałem sporo razy i wciąż mnie te filmy bawią. Jego żarty kabaretowe śmieszą mnie nieustająco, a w gronie znajomych regularnie przerzucamy się fragmentami jego skeczu o rozmowie telefonicznej. „Glinę” z jego udziałem uważam za jeden z najlepszych polskich seriali kryminalnych i szczerze żałuję, że nie powstała druga seria. Kiedy dowiedziałem się, że zdecydował się wyprowadzić z Krakowa i porzucić nas na rzecz Warszawy, to przyznam szczerze, że patriotyzm lokalny sprawił, że na moment go znielubiłem. Nie był to jakiś przesadnie długi moment, ale jednak. Teraz, po lekturze „Stuhrmówki”, jestem przekonany, że taka decyzja była posunięciem z gatunku jedynie słusznych. Gdyby nie to, ten świetny aktor mógłby pozostać na zawsze wyłącznie synem swego ojca, a tak jego kariera rozwinęła się znakomicie i spokojnie można powiedzieć, że stał się już aktorem wybitnym.

Umiejętne lawirowanie

Przyznam też szczerze, że dawno nie czytałem tak sprytnie napisanej książki. O ile swoje dzieciństwo i młodość Stuhr opisuje dość dokładnie, chętnie dzieli się anegdotami i wpuszcza czytelnika w swoje prywatne życie, to już potem nie jest aż tak wylewny. Owszem, pozwala nam zobaczyć i posmakować tego, co jest z drugiej strony kamery czy za kulisami teatralnej sceny, ale do swojego warszawskiego mieszkania już nas nie wpuszcza. Strasznie mi się to spodobało, w odróżnieniu od wielu współczesnych celebrytów potrafi oddzielić swoją prace od swojej prywatności, a to cecha charakterystyczna przede wszystkim dla starych mistrzów, jak choćby Janusz Gajos. Niby oczywista sprawa, a jednak cieszy strasznie.

Same superlatywy

Książka jest uzupełniona wypowiedziami osób, które miały okazję współpracować z Panem Maćkiem, i tutaj też mamy zaskoczenie. Owszem, wszystkie te „wstawki” mają wydźwięk jednoznacznie pozytywny, ewidentnie jest on człowiekiem przez nich docenianym, ale chyba jestem tendencyjny, bo nie wyczuwam w nich ani krzty fałszu, brzmią bardzo wiarygodnie, to nie są jakieś wymuszone dusery. I ja się przyłączę do tego pochwalnego chóru, polecam, zdecydowanie warto.

Źródło okładki: www.znak.com.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro