„Ślad na lustrze” Janis Heaphy Durham - recenzja

„Ślad na lustrze” Janis Heaphy Durham - recenzja

Wierzycie w duchy? To trudne pytanie, które wywołuje bardzo różne, często skrajne reakcje. Są osoby przekonane o ich istnieniu i znacznie większa grupa ludzi, którzy na wzmiankę o duchach śmieją się. Książka Janis Heaphy Durham może, o dziwo, okazać się interesującą lekturą dla jednych i drugich.

Paulina Surniak Paulina Surniak / 04-12-2015

W pierwszą rocznicę śmierci swojego męża Janis Heaphy Durham zauważyła w swojej łazience coś dziwnego. Na lustrze widoczny był odcisk męskiej dłoni. Pomyślała, że może być to odcisk ręki jej nastoletniego syna, ten jednak zaprzeczył, co więcej, kiedy przyłożył dłoń do śladu, okazało się, że zdecydowanie nie pasuje. Janis nie była kimś, kto natychmiast pomyślałby o duchu, jednak data pozostawienia śladu wydała jej się znacząca.

Sceptyczka i duch

Durham nie jest osobą, która chadza na seanse spirytystyczne. Nie wierzyła w duchy, a czytając jej książkę, łatwo się o tym przekonać. W pewnym momencie swojej drogi odkrywa z wielkim zdziwieniem, że są na świecie ludzie, którym również przytrafiały się podobne, trudne do wyjaśnienia rzeczy.Na śladzie ręki na lustrze historia się bowiem nie kończy. Podobny znak Durham znalazła w łazience w kolejną rocznicę śmierci męża, a rok później znowu. W domu przesuwały się dywaniki, a światło migotało. Widziała wiszące w powietrzu złote włókna, które po chwili znikały. Nikogo nie było przed drzwiami, choć chwilę wcześniej dało się słyszeć pukanie.Brzmi dziwnie? Być może, ale Janis Heaphy Durham też tak uważała. Jako córka prezbiteriańskiego pastora wierzyła w życie pozagrobowe, ale nie w istnienie duchów. Pracowała jako wydawca dużej gazety i przyzwyczajona była do racjonalnego tłumaczenia sobie wszelkich zdarzeń.

Przedziwna podróż

Durham postanowiła, że podejdzie racjonalnie także do tego, co się zaczęło dziać po śmierci jej męża. Jak na osobę pracującą w mediach przystało, zaczęła szukać odpowiednich ludzi i prowadzić z nimi wywiady. Zaczyna od rozmowy z fizykiem, potem przepytuje ekspertów od snów, spirytystów i specjalistów od parapsychologii. Docieka, dziwi się, ale wszystko przyjmuje.Jej relacja nie brzmi sensacyjnie. Owszem, przerywana jest opowieściami o kolejnych dziwnych wydarzeniach, które miały miejsce w jej domu, jest jednak zadziwiająco spokojna i wyważona. Być może emocji byłoby więcej, gdyby Durham była w swoich doświadczeniach i studiach osamotniona, jednak wspierają ją zarówno syn, jak i drugi mąż. Książce ta pozorna oschłość wychodzi na dobre. Czytelnik raczej nie odniesie wrażenia, że autorka goni za sensacją. Przypomina pilnego ucznia, który starannie odrabia zadane lekcje i nie podważa tego, co mówią nauczyciele.Spokój bije z każdej strony tej książki, dzięki czemu jej lektura jest przyjemnym doświadczeniem nawet dla kogoś, kto nie do końca ufa obrazowi odciśniętej na lustrze dłoni.

„Ślad na lustrze” nie jest może lekturą odkrywczą, na pewno jednak skłania do zastanowienia – nie tylko nad sprawami nadnaturalnymi, ale także nad tym, jak silne bywają więzi między ludźmi i jak długo może przetrwać uczucie, a przynajmniej jego ślad.

Źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro