„Ścieżki północy” Richard Flanagan

„Ścieżki północy” Richard Flanagan

Czasem, niezbyt często, trafia się książka, która porusza duszę czytelnika. Może jest w tym stwierdzeniu pewna egzaltacja, ale mimo to pasuje ono doskonale do powieści, którą pewien Tasmańczyk pisał przez dwanaście lat.

Paulina Surniak Paulina Surniak / 04-12-2015

Richard Flanagan, autor jedenastu książek, zaczynał pisać „Ścieżki północy” sześć razy, jako że pięć pierwszych wersji go nie zadowoliło. W jednym z wywiadów powiedział zresztą, że nigdy nie chciał tej książki napisać, ale nie mógł tego uniknąć. Jako czytelnicy nie powinniśmy uniknąć lektury.

Ojciec i syn

Flanagan opowiada bowiem o czymś, co zdarzyło się naprawdę. Właściwie zdarzyło się to w wielu miejscach świata, także w Polsce – wszędzie tam, gdzie jeden człowiek czuł się lepszy od drugiego, i zaczynał mu przez to robić straszne rzeczy. Na przykład zmuszając go do pracy ponad siły, mordując i torturując. Literatura obozowa kojarzy nam się z II wojną światową, z Oświęcimiem, z sowieckimi łagrami. Jednak w innych częściach świata ludzie też gotowali sobie piekło. Ojciec Flanagana przetrwał takie właśnie piekło – był jednym z nielicznych więźniów wojennych, którzy przeżyli pobyt w obozie pracy w Azji Południowo-Wschodniej, na pograniczu Birmy i Tajlandii. W miejscu tym nadzorowani przez Japończyków jeńcy, w tym wielu Australijczyków, pracowali i umierali przy budowie linii kolejowej, którą nazwano Koleją Śmierci.Flanagan napisał książkę, która utrwala wspomnienia jego ojca. Sam mówi o sobie, że jest dzieckiem Kolei Śmierci, i że trauma potrafi przejść na kolejne pokolenia. Pisząc „Ścieżki północy”, szukał swego rodzaju katharsis, a także pragnął oddać swego rodzaju hołd ojcu, któremu książka ta jest zadedykowana. Przewrotny los sprawił, iż ten zmarł dokładnie w tym dniu, w którym jego syn skończył pisać.

Miłość i śmierć

Ważnym wątkiem jest jednak coś, czego nie spodziewamy się po książce opowiadającej o wojennym koszmarze. Opowieść o miłości przeplata się ze scenami obozowymi, tak jak zresztą przeplatają się też plany czasowe. Miłosne perypetie głównego bohatera są równie intensywne i równie mroczne jak cała reszta historii, całość zaś jest zbudowana niezwykle misternie. Taką książkę warto przeczytać więcej niż raz, bo jest mało prawdopodobne, żeby tak przemyślana konstrukcja odkryła wszystkie swoje tajemnice przy pierwszym czytaniu. Flanagan nie opowiada tylko o jednym bohaterze i o jednym, strasznym miejscu. Trudno nie myśleć o innych projektach, które pochłonęły życie tysięcy istot ludzkich – o budowie innych linii kolejowych, a także bezsensownych przedsięwzięciach, których celem było jedynie zadanie bólu i poniżenie innego człowieka. Kolej budowana przez jeńców w Birmie została po wojnie porzucona. Pochłonęła ją dżungla, została tylko pustka i poczucie bezsensu.

Ścieżki północy” to nie jest książka, której można oddać sprawiedliwość w kilku akapitach. To książką, którą przeczytać należy – jest przejmująca, piękna i cudownie napisana. I przypomina o sprawach, o których nie wolno nam zapomnieć.

Źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro