„Reporterzy bez fikcji” Agnieszka Wójcińska – recenzja

„Reporterzy bez fikcji” Agnieszka Wójcińska – recenzja

Polska literatura non-fiction od kilkunastu lat przeżywa prawdziwy złoty okres. Kolejne książki reporterskie biją rekordy popularności – możemy właściwie mówić o pewnej czytelniczej modzie na reportaż w naszym kraju. „Reporterzy bez fikcji” Agnieszki Wójcińskiej to próba przybliżenia wielbicielom tego gatunku sylwetek znanych i cenionych polskich reportażystów.

Katarzyna Lipska Katarzyna Lipska / 04-12-2015

Panteon „polskiej szkoły reportażu”

W tworzeniu zarysu portretów autorów polskiej literatury niefikcjonalnej Wójcińska posługuje się metodą, którą oni sami wykorzystują w swojej pracy chyba najczęściej. Zadaje pytania, rozmawia z nimi i docieka. Kompozycja „Reporterów bez fikcji”wydaje się zresztą bardzo ciekawa i przemyślana. Na książkę składa się 17 wywiadów z prawdziwymi gwiazdami współczesnej literatury non-fiction – od Małgorzaty Szejnert, będącej dla swoich następców autorytetem, niemal pisarską wyrocznią, po reprezentującego już kolejne pokolenie „polskiej szkoły reportażu” Witolda Szabłowskiego.

Każda z rozmów poprzedzona została intrygującą, czarno-białą fotografią reportera (autorem zdjęć jest Jan Brykczyński), jego krótkim biogramem oraz – co wydaje się strzałem w dziesiątkę – pewnym charakterystycznym i starannie dobranym fragmentem jednego z jego reportaży. Całość okazuje się bardzo spójna, ponieważ autorka umiejętnie prowadzi rozmowy ze swoimi bohaterami w taki sposób, by nawiązać do wcześniej cytowanego wyimka z jego twórczości.

Głębokie rozmowy o istocie rzeczy

Czego możemy się dowiedzieć podczas lektury „Reporterów bez fikcji”? Agnieszkę Wójcińskąnade wszystko interesują – jak się zdaje – kulisy powstawania konkretnych tekstów. Na przykład wspomnianą już wcześniej Małgorzatę Szejnert pyta między innymi o wydaną w 2009 r. książkę „Wyspa klucz”, opowiadającą o problemach imigrantów przybywających do Stanów Zjednoczonych. Najciekawsza wydaje jej się geneza tekstu, okoliczności zrodzenia się pomysłu na to dzieło. Co ciekawe i niezwykle cenne, autorka potrafi jednak tak stawiać konkretne pytania, by uzyskać odpowiedzi o znacznie większym stopniu ogólności. Odpowiedzi bardzo szerokie i będące pewną ogólną prawdą dotyczącą nawet nie tyle pracy reportażysty, co spotkania z innym, obcowania z drugim człowiekiem, ubogacającej różnorodności świata, który nas otacza.

Lektura nie tylko dla czytelnika reportażu

Wszystko to, o czym była mowa do tej pory, sprawia, że „Reporterzy bez fikcji” mogą się okazać ciekawą i pożyteczną lekturą dla bardzo różnych typów odbiorców. Po pierwsze – adepci trudnej sztuki dziennikarstwa z pewnością wyniosą z tej książki całe mnóstwo praktycznych uwag na temat swojego, przyszłego zawodu, a także będą mieli okazję zapoznać się bliżej zarówno z jego pięknymi, jak i nierzadko trudnymi aspektami. Sprzyjają temu liczne anegdoty i wspomnienia, które są bardzo typowe w przypadku wywiadu. Te wszystkie smaczki okażą się jednak nie lada gratką przede wszystkim dla oddanych fanów i wielbicieli polskiego reportażu, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej nie tylko o kulisach powstawania najważniejszych dzieł gatunku wydanych w ciągu ostatnich kilkunastu lat, ale też o samych ich autorach. Kim są, jak pracują, skąd czerpią inspiracje? Co uważają za najważniejsze w swojej pracy? Co to znaczy być reporterem i jaki jest przepis na dobry tekst? Uważny czytelnik znajdzie na kartach tej książki odpowiedź na te i mnóstwo innych pytań.

Świetnie poukładane rozmowy z praktykami reportażu mogą być też doskonałym wprowadzeniem w świat literatury niefikcjonalnej dla tych, którzy do tej pory nie mieli z nią styczności. Pełne pasji i momentami bardzo emocjonalne czy wręcz intymne wypowiedzi reporterów na temat swojej pracy mogą sprawić, że reporterski laik zechce sięgnąć po książkę Wojciecha Tochmana, Pawła Smoleńskiego czy Katarzyny Surmiak-Domańskiej choćby po to, by przekonać się, czy to, co powiedzieli Agnieszce Wójcińskiej, znajduje jakieś odbicie w ich dziełach.

Kto wie, czy to nie ten cel przede wszystkim przyświecał autorce, kiedy pracowała nad „Reporterami bez fikcji” – zaszczepić zainteresowanie reportażem w jeszcze szerszych kręgach czytelniczych... Można w każdym razie z pełną odpowiedzialnością za słowa powiedzieć, że publikacja ta ma duży potencjał popularyzatorski.

Źródło okładki: www.czarne.com.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro