Przegląd banków energii ADATA – PV110, PV120 i PV150

Z oferty ADATA wybrałem do testu trzy najciekawsze powerbanki – PV150 (79 zł), PV120 (79 zł) i PV110 (99 zł). Jak są wykonane? Jak się sprawują? Czy można na nich polegać?

Maciej Sas Maciej Sas / 02-02-2016

Producenci smartfonów wciąż zwiększają wydajność układów i rozdzielczość wyświetlaczy, często odbywa się to kosztem czasu pracy na baterii. Może się zdarzyć, że w najmniej dogodnym momencie smartfonowi zabraknie energii, właśnie dlatego bank energii staje się niezwykle ważnym i przydatnym akcesorium. Trzy tytułowe urządzenia wyposażone zostały kolejno w ogniwa: 10400 mAh, 5100 mAh oraz 10000 mAh. Różnią się nie tylko pojemnością, lecz także funkcjonalnością i wykonaniem.

Wyposażenie

Wszystkie banki energii pakowane są w takim samym stylu. Umieszczono je w białych, bardzo estetycznych opakowaniach z kolorowymi oznaczeniami. Mają okienka, przez które można podejrzeć wygląd urządzenia.

Dla każdego modelu wyposażenie jest takie same. Składa się na nie instrukcja obsługi oraz krótki kabel USB zakończony wtykiem microUSB typu B. Kable w zależności od zestawu różnią się między sobą. Przewód PV110 wygląda najbardziej surowo, jest czarny i ma 22 cm długości. PV120 ma przewód biały, o ładniejszych wtykach i 20 cm długości, a kabel z zestawu PV150 jest czarny i cieńszy, o połyskujących wtykach, mierzy zaś prawie 30 cm.

ADATA PV110 (99 zł)

Numerek w oznaczeniu modelu nie przekłada się na jego cenę i wydajność. PV110 to najmocniejsze urządzenie w zestawieniu, jeśli chodzi o wydajność i wykonanie. Powerbank wyposażony został w ogniwo litowo-jonowe o pojemności 10400 mAH. Dostępny jest w kolorze tytanowym, niebieskim, złotym, a nawet różowym. Jego wymiary to 102 mm długości, 77 mm szerokości i 21,5 mm grubości.

fot_2.jpg

PV110to większy i cięższy bank energii, ale jego waga dalej pozostaje w normie dla produktów tego typu. Wynosi 260 g. Powerbank jest masywny i mocny, ma kształt spłaszczonej tabliczki z zaokrąglonymi bokami. Obudowa jest gruba, aluminiowa i dodatkowo szczotkowana. Została wykonana z jednego kawałka metalu. Przedni i tylny panel to połyskujący plastik w kolorze czarnym.

Z tyłu znajduje się tylko specyfikacja, a cały interfejs trafił na przedni panel. To płaski włącznik, obok którego jest gniazdo microUSB do ładowania urządzenia. Nad gniazdem znalazły się cztery niebieskie diody. Prawa strona to dwa pełne gniazda USB – jedno 1 A, drugie 2,1 A, służące do szybszego ładowania.

fot_3.jpg

Urządzenie włącza się przez krótkie przytrzymanie przycisku. Jego wciśnięcie sprawia, że podświetlają się diody. Ich podświetlenie jest czytelne i mocne. Jeśli nic nie zostanie do niego podłączone, to powerbank wyłączy się automatycznie po 10 sekundach. To samo stanie się, gdy ładowane urządzenie zostanie odłączone. Podczas ładowania diody są włączone, a ich ilość oznacza stan baterii. Każda z czterech kresek odpowiada 25% jej poziomu. Do pełnego naładowania PV110 potrzeba 7–9 godzin w zależności od ładowarki. PV110 może obsługiwać jednocześnie dwa urządzenia.

fot_4.jpg

PV110 to dobry powerbank na podróż. Ma duże ogniwo, jest cięższy i trochę większy. Może przeszkadzać w torebce albo ciążyć w kieszeni, ale w podróży lub na biwaku sprawdzi się idealnie. Bardzo dobre wrażenie robi jakość wykonania urządzenia. Wygląda elegancko i uniwersalnie, a do tego nie palcuje się. Spasowanie elementów jest wzorowe. Nie miałem żadnych problemów z PV110. Sprzęt spisał się świetnie, nie tracił energii i pozwolił naładować smartfon OnePlus Two (3300 mAh) aż trzy razy.

ADATA PV120 (79 zł)

„Stodwudziestka” ma ponad połowę mniejsze ogniwo o pojemności 5100 mAh (litowo-polimerowe). Urządzenie waży tylko 120 g i mierzy 106 mm długości na 70 mm szerokości, a jego grubość wynosi 14,5 mm. Obudowa wykonana została z tworzyw sztucznych. Szczyt imituje skórę i szew nitki, boki są metaliczne, a spód gładki. To bardziej kieszonkowo-torebkowa propozycja. Wizualnie może przypaść do gustu kobietom, ale nie tylko. PV120można mieć w kolorze czarnym, turkusowym lub białym (barwy czarna i biała są więc uniwersalne).

fot_5.jpg

Na przedniej krawędzi znalazły się porty: dwa gniazda USB (1 A oraz 2,1 A), pomiędzy którymi jest gniazdo microUSB do ładowania PV120. Gniazda podpisane są na spodzie, a cztery niebieskie diody tym razem znalazły się na pokrywie. Ich zasada działania jest trochę inna niż w przypadku PV110. Komunikaty są tu mniej precyzyjne, gdyż każda dioda odpowiada za zakres kolejno 20–40%, 40–60% itd. Włącznik znalazł się na lewej krawędzi, tuż przy przednim panelu.

fot_6.jpg

PV120 nie jest tak szybki w obsłudze, trzeba zajrzeć na spód urządzenia, by odróżnić gniazda. Włącznik znalazł się na innej krawędzi niż u poprzednika. Jednak na pochwałę zasługują diody na pokrywie, ich widoczność jest dużo lepsza niż w droższym PV110. Pokrywa również się nie palcuje, a metaliczne krawędzie wyglądają estetycznie. Trzeba jednak uważać na biały przewód USB, gdyż łatwo się brudzi i odbarwia.

fot_7.jpg

W przypadku OnePlus Two energii nie starczyło na dwa pełne ładowania, więc PV120 będzie dobrym wyborem dla smartfonów o akumulatorach 2000–2500 mAh. Samo urządzenie ładuje się około 4–5 godzin z ładowarki 2 A. Może być jednocześnie ładowane i zasilać smartfona lub tablet, co przyda się w przypadku ograniczonej ilości gniazdek lub portów USB.

ADATA PV150 (79 zł)

Mimo podobnej ceny „stopięćdziesiątka” to prawie dwukrotnie większe ogniwo niż PV120. Jest tym razem litowo-jonowe. Gabarytowo bliżej PV150 do PV110. Urządzenie waży 235 g, ma 99 mm długości, 84 mm szerokości i 24 mm grubości. Można je mieć w takich samych wersjach kolorystycznych jak PV120 (biel, czerń, turkus).

fot_8.jpg

PV150wykonany został z tworzyw sztucznych, które imitują skórę. Urządzenie wygląda, jakby było częściowo włożone w etui. Matową pokrywę zdobi logo producenta. Na połyskującym froncie znalazł się interfejs. Górna pokrywa zawiera cztery diody (25% mocy na jedną). Na panelu znajduje się także lekko odstający włącznik, gniazdo do ładowania microUSB oraz pojedyncze gniazdo USB typu A (2,1 A). Różnicą względem PV120 jest brak jednego portu USB, ale w zamian zyskujemy drugie tyle pojemności ogniwa.

fot_9.jpg

Obsługa jest taka sama jak w przypadku PV120, a urządzenie również może być jednocześnie ładowane i zasilać smartfona lub tablet. Diody nie są tak dobrze widoczne, gdyż znajdują się przy krawędzi imitującej skórę, co sprawia, że w niektórych pozycjach ich nie widać, ale jest i tak lepiej niż w PV110. PV150 jest wyraźnie lżejszy i bardziej poręczny, sprawdzi się jako gadżet do plecaka lub w trakcie podróży. Jego ładowanie trwa 6–7 godzin, a pozwoli zasilić przeciętnego smartfona 4–5 razy. W przypadku OnePlus Two udało się na styk trzy razy.

fot_10.jpg

Podsumowanie

Jak widać oznaczenie modelu może być mylące. Powerbankimają różne wymiary, możliwości, a tym samym różne przeznaczenie. PV110 to mocarz, najlepszy w podróż i do trudniejszych warunków. PV120 to bardziej torebkowa opcja, zmieści się nawet w kieszeni. Oferuje dwa porty USB, ale to ogniwo do mniejszych smartfonów. Natomiast PV150 to bank energii, który warto mieć pod ręką, sprawdzi się także jako urządzenie magazynujące energię podczas dłuższej podróży, a to wszystko kosztem tylko jednego portu USB.

Zarówno PV110, PV120, jak i PV150 są sensownie wycenione, pracują stabilnie, ładują szybko, nie grzeją się i nie tracą energii, gdy są dłużej nieużywane. Wszystkie wyposażone zostały w zaawansowane zabezpieczenia oraz niepalne obudowy. Moim faworytem jest PV110. Uważam, że warto dopłacić około 20 zł do tak dobrego wykonania.

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro