Powieści o humorystycznym zabarwieniu, które mają drugie dno

Należę do osób, które w książkach szukają przede wszystkim rozrywki. Nie oznacza to, że czytam tylko i wyłącznie komedie, satyry i książki humorystyczne. Jeśli autor sprawnie posługuje się absurdem i ironią, nawet najpoważniejszy temat staje się dużo bardziej przyjazny. I to właśnie po takie książki na mojej półce sięgam najczęściej.

Kamil Świątkowski Kamil Świątkowski  / 12-08-2015

Terry Pratchett

Na pierwszym miejscu wśród moich ulubionych autorów zasiada Terry Pratchett. Autor znany jest przede wszystkim z cyklu „Świat Dysku”. Specyfika tej serii może spowodować, że już na samym początku zniechęci do siebie niektórych czytelników. Mamy tu do czynienia ze światem osadzonym w bliżej nieokreślonych czasach średniowiecznych (choć szczerze mówiąc, epoki przemijają tam błyskawicznie). Jeśli jednak uda się wam przebrnąć przez tę otoczkę, to zauważycie zupełnie współczesne problemy i zagadnienia społeczne. Pratchett doskonale przerysowuje i wyolbrzymia te ludzkie cechy, które sprawiają najwięcej nieporozumień i problemów. Może się wydawać, że czytamy zabawną i niezbyt poważną historyjkę, gdy nagle znajdujemy się w samym środku wojny na tle gatunkowym – czyli w przełożeniu na nasz język – rasowym, której początków i przyczyn nikt tak naprawdę nie pamięta.Autor oddaje bezsens pewnych zachowań, a używa przy tym języka, który sprawia, że czytelnik chichocze na głos – nawet podczas lektury w środkach komunikacji miejskiej. O owczym pędzie i szale bojowym możecie poczytać między innymi w „Ruchomych obrazkach”, „Muzyce Duszy” i „Ciekawych czasach”.

Zobacz także inne książki Terry'ego Pratchetta.

Douglas Adams

Douglas Adams podniósł absurd do kosmicznych rozmiarów. A zaczyna się wszystko od złośliwej usterki biurokratycznej. No bo jak inaczej nazwać fakt, że Zarząd Budowy Autostrad nie poinformował nas o tym, że nasz dom musi zostać rozebrany, ponieważ stoi na trasie przyszłej drogi szybkiego ruchu, a czas na złożenie odwołania minął wczoraj. Niedorzeczne, prawda?Więc… Następną wiadomością jest ta, że przez naszą galaktykę przebiegać będzie droga szybkiego ruchu, a Ziemia jest akurat na przeszkodzie... A to dopiero początek całej historii. Również tutaj spotykamy się z najróżniejszymi przywarami ludzkimi – może tym razem bardziej urzędowymi. Arthur Dent – główna postać trylogii (w pięciu tomach) Adamsa – co i rusz napotyka kolejne schody na drodze do wyjaśnienia, dlaczego się znalazł w takiej właśnie sytuacji. Czasem mam wrażenie, że główny żart w tej serii polega na tym, że w pewnym momencie orientujemy się, że wszyscy kiedyś spotkaliśmy się z podobnymi sytuacjami. A ponieważ nic nie pociesza bardziej, niż kiedy bliźniemu dzieje się gorzej, to uśmiech na twarzy czytelnika gości bardzo często. Tarapaty Arthura Denta zaczęły się w „Autostopem przez Galaktykę”, a zakończyły w tomie zatytułowanym „W zasadzie niegroźna”.

Zobacz także inne książki Douglasa Adamsa.

Christopher Moore

Christopher Moore to już zupełnie inny poziom humoru. Mamy tu nieprzyzwoitą czerń i dość mroczny róż, a od czasu do czasu również odrobinę czerwieni (maksymalnie kilka fal na rozdział). I od razu trzeba też zaznaczyć, że jest to humor bardzo... bardzo... – z braku lepszego słowa – specyficzny i trzeba się do niego przez chwilę przyzwyczaić. Autor rozprawia się z elementami naszej kultury. Czasem są to święta („Najgłupszy Anioł”), podczas których nie do końca przemyślane życzenie sprowadza plagę zombie na małe miasteczko w USA. Czasem jest to klasyka literatury. W „Błaźnie” nie można się wręcz opędzić od ducha Szekspira, choć same postaci są – delikatnie mówiąc – odrobinę rubaszne. Wreszcie możemy się szczerze naśmiewać z rosnącej popularności wszelkiego rodzaju strzyg i wampirów. Autor rozprawia się z mitami – zwłaszcza tymi najnowszymi – jakoby bycie krwiopijcą było przyjemne i śmiertelnie zabawne. W przeważającej części przypadków okazuje się, że przeważnie zgadza się tylko ta część związana ze śmiercią – „Gryź, mała, gryź”.Osobiście jednak najbardziej sobie cenię właśnie „Błazna” za zerwanie z idealizowaniem szekspirowskich realiów.

Tom Holt

Wydaje się, że w świecie pisarskim słowo „trylogia” ma szczególne znaczenie. Co więcej, nic a nic nie traci ono na swojej szczególności mimo swojego powszechnego występowania. Tak jest na przykład z cyklem przygód Paula Carpentera, których autorem jest Tom Holt.Pierwsze wrażenie, jakie można odnieść po zerknięciu na okładkę – choćby „Przenośnych drzwi” – bezpardonowo przywołuje na myśl pratchettowski cykl „Świat Dysku”. Jest to jednak bardzo złudne wrażenie. Jednocześnie jest to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności, bo po książkę naprawdę warto sięgnąć, a już po pierwszych kilku stronach to wrażenie zmieni się w podobieństwo do filmów Woody’ego Allena. I zostanie ono na ciut dłużej. Głównym bohaterem jest młody ciałem (niekoniecznie duchem) człowiek, który – po wielu niepowodzeniach – dostaje pracę w dużej firmie. Jeśli kiedykolwiek mieliście okazję wyobrazić sobie okropieństwa i absurdy pracy w korporacji, to tu znajdziecie je doskonale przerysowane. Problem w tym, że u Holta określenie „mój szef jest potworem” niekoniecznie musi być metaforą. Kiedy już się z tym oswoimy, reszta pójdzie gładko i chyba nic nas już nie zaskoczy. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku poprzednich autorów, znajdziemy tu mnóstwo mądrości pomiędzy wierszami. Tym razem będą one dotyczyły – między innymi – bezsensu pośpiechu w naszych codziennych działaniach i nadawania priorytetów rzeczom i działaniom, które nie zawsze na to zasługują. Czy to prawda o korporacjach? Czy może to tylko ci się przyśniło? („Śniło ci się”)

Jim C. Hines

Ostatnia w tym zestawieniu trylogia dotyczy przygód goblina Jiga, który został bohaterem, choć bardzo, ale to bardzo nie chciał nim zostać. I to właściwie mogłoby już podsumować całą opowieść. Ale to nigdy nie jest takie proste, prawda? Bo kiedy otrzymasz bardzo ważne „Zadanie Goblina” i już w pierwszym tomie zostaniesz bohaterem, to w drugim zawsze znajdzie się ktoś, kto spróbuje sprawdzić twoje umiejętności (i szczęście), a w trzecim... W trzecim to już wszyscy będą oczekiwać, że dokonasz bohaterskich czynów, nawet jeśli my będziemy chcieli tylko wrócić do domu i zasnąć na zimę. Zamiast tego czeka cię „Wojna Goblina”. U Hinesa wrażenie podobieństwa do Allena jest jeszcze silniejsze – przede wszystkim za sprawą głównego bohatera, który jest dość neurotyczny i na tyle inteligentny, by nie wierzyć w sens siłowych rozwiązań. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich tych książek będzie umiejętność czytania między wierszami. To, co może się wydawać płytką komedyjką, często jest tylko przykrywką dla znacznie ciekawszych i poważniejszych obserwacji. A że czasem parskniecie śmiechem w komunikacji miejskiej... Cóż.

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro