„Po prostu Nigella. Smacznie, łatwo, przyjemnie” Nigella Lawson – recenzja

„Po prostu Nigella. Smacznie, łatwo, przyjemnie” Nigella Lawson – recenzja

autor: Jan Mądrzywołek , data publikacji: 16-03-2016

Często można usłyszeć, że kuchnia angielska jest do bani, że to, co serwują wyspiarze, jest mdłe, niesmaczne i bez polotu. Zaskakuje jednak to, że to spośród nich wywodzą się chyba najbardziej znani aktualnie kucharze świata. A nawet jeśli nie mówimy tu o kucharzach, to z całą pewnością możemy zaryzykować określenie gotujące osobowości.

Jamie Oliver, Gordon Ramsay, zaskakująco mało znany u nas, a świetny, Ainsley Harriott czy Nigella Lawson to tylko kilka przykładów tego fenomenu. Chyba nikt tak jak oni nie potrafi przyciągnąć przed telewizory miłośników pysznego jedzenia.

Nigella

Każde z tej czwórki jest nieco inne, każde ma swój styl, ale chyba najbardziej autorską można nazwać kuchnię Nigelli Lawson – kobiety, która bywa określana mianem kuchennej bogini. Choć dość często zdarza mi się oglądać programy kulinarne, to chyba u nikogo innego nie widziałem tak wielkiej frajdy z jedzenia, nawet nie tyle z gotowania, co właśnie z jedzenia. Kiedy Pani Lawson próbuje tego, co ugotowała, to człowiekowi aż ślinka cieknie.

Pora samemu coś upichcić

Bardzo często się zdarza, że ekranowi gotujący chcą rozszerzyć swoją działalność poza szklany ekran, nie inaczej jest z Nigellą. Na półkach znaleźć można już kilka jej książek z przepisami, ja sięgnąłem po ostatnią z wydanych w Polsce, czyli „Po prostu Nigella”, której podtytuł to „Smacznie, łatwo, przyjemnie”. Przyznać szczerze trzeba, że już przy oglądaniu publikacji zaczyna cieknąć ślinka, feeria kolorów, którą znajdziemy na prezentowanych zdjęciach, zmusza nasze ślinianki do natychmiastowej pracy, a im dalej, tym chęć, aby samemu coś ugotować, jest większa. I mnie się coś udało przygotować, nie żałowałem ani odrobinę poświęconego na to czasu, było pysznie.

Co w książce

Autorka podzieliła swoje najnowsze dzieło na części, każda z nich zaczyna się krótkim wstępem, w którym Nigella dzieli się z czytelnikami swoją filozofią związaną z rodzajem potraw prezentowanych w danym dziale. Zaczynamy od „Szybko i przyjemnie”, potem przechodzimy do „W misce” i kolejnych propozycji. Jedną rzeczą, która z pewnością łączy wszystkie przepisy Nigelli, jest pewna nieoczywistość. W pewnym momencie pisze ona o tym wprost, że nawet najbardziej klasyczne dania można spróbować zrobić po swojemu, że właśnie dlatego są one klasykami, bo inspirują możliwościami interpretacji. Autorka nie boi się pójść swoją drogą w kuchni, a wszystkie jej propozycje, których mogłem spróbować, okazały się jeśli nie wyśmienite, to przynajmniej interesujące.

Miłe zaskoczenie

Przywykliśmy do tego, że często tego typu propozycje kulinarnych celebrytów są mocno oderwane od rzeczywistości. Że proponują oni dania zupełnie nierealne do wykonania w zwykłej kuchni. U Nigelli nie dość, że sporo rzeczy nie sprawi problemów z ugotowaniem, to jeszcze prawie każdy przepis kończy się praktyczną informacją, co zrobić z niezjedzoną częścią, czy można ją zamrozić, przechować w lodówce, a także jakie elementy dania można zrobić wcześniej, tak aby potrawa mogła wylądować na stole możliwie szybko. Dla mnie to ogromny i sensowny bonus. Może tylko niektóre składniki będą trudno dostępne w Polsce, ale zawsze można spróbować je czymś zastąpić. Kiedy zaczniecie gotować z Nigellą, będzie z pewnością ciekawie, a różowa wstążeczka do zakładania, która znajdziemy w książce, jest doprawdy urocza. Gotuj z Nigellą!

Źródło okładki: www.filo.com.pl