Płyn do spryskiwaczy na baaardzo ostrą zimę

Płyn do spryskiwaczy na baaardzo ostrą zimę

autor: Konrad Bagiński , data: 28-12-2016

Co prawda, zima w obecnych czasach to nie to samo, co kiedyś, ale i tak może mocno zaskoczyć drogowców. Jeszcze bardziej kierowców, którzy mają na przykład za słaby płyn w zbiorniczku do spryskiwaczy.

Myślicie, że to niemożliwe? Że przecież płyn zimowy to płyn zimowyi nic mu się nie może stać? A właśnie że może – płyn płynowi nierówny. Obecnie uznajemy, że na zwykłą zimę wystarczy taki, który nie zamarza do temperatury -20˚C. Pamiętajmy jednak, że jest to oznaczenie nieco na wyrost. Płyn zacznie tracić swoje właściwości wcześniej, szczególnie dotyczy to produktów słabszej jakości. Pamiętajmy też, że są w Polsce czy za bliskimi granicami miejsca, gdzie zimą temperatura spadnie poniżej granicznych -20˚C. Jak więc kupić dobry płyn?

Po pierwsze – zaufajmy marce

Tu naprawdę nie ma wielkiej filozofii. Co prawda, sam nie jestem fanem kupowania płynów na stacjach benzynowych, gdzie ich cena bywa nieprzyzwoicie wywindowana, ale nie oszukujmy się, że produkt za 5 zł będzie tak samo dobry, jak ten za 15 czy 20 zł. Markowy płyn jest produkowany z większą starannością i po prostu przewidywalny. Nie niszczy wycieraczek, nie brudzi samochodu, nie zamarznie i będzie dobrze czyścił. A nawet ładnie pachniał. Owszem – są niedrogie płyny bardzo dobrej jakości, ale ufajmy tylko rekomendacjom osób, które sami dobrze znamy. Zwłaszcza że jeśli płyn kupujemy z odpowiednim wyprzedzeniem (a nie na stacji, akurat gdy się skończy), to różnice w cenach nie są dramatyczne.

Płyny takich marek jak Sonax, Motulczy bardziej „budżetowe” Autolandczy K2nie powinny sprawiać przykrych niespodzianek.

Ostra zima?

Jeśli spodziewamy się naprawdę niskich temperatur – niższych niż minus kilkanaście stopni – sięgnijmy po płyn do -60˚C. Ale nie ma potrzeby ich stosowania w normalnych warunkach.

Warto za to zawsze sprawdzać skład płynu, który kupujemy. Przede wszystkim unikajmy tych z wysoką zawartością metanolu. To alkohol, ale trujący. Podczas spryskiwania szyby zawsze jakaś ilość płynu dostaje się do wnętrza pojazdu. Wdychamy te opary – lepiej zadbać, żeby nie były toksyczne. Oczywiście nie zatrujemy się poważnie, ale po dłuższej jeździe i częstym spryskiwaniu możemy odczuwać na przykład bóle głowy. Alkohole (etanol, metanol i izopropanol)w płynie zimowym powinny stanowić 30–35% składu całej mieszanki. Im mniej metanolu, tym lepiej. Pamiętajmy też, że alkohol etylowy również przenika do wnętrza pojazdu. Jeśli więc zostaniemy zatrzymani przez drogówkę i poproszeni o dmuchnięcie w alkomat, najlepiej wysiądźmy z auta (jeśli policjant pozwoli) i weźmy wcześniej kilka głębokich oddechów. Zresztą dobry policjant sam to zaproponuje. Inaczej alkomat może pokazać, że mamy całkiem sporą zawartość alkoholu w oddechu. To oczywiście zafałszowany obraz sytuacji, bo urządzenie zbiera powietrze z wnętrza samochodu.

Płyny zawierają całkiem sporo różnych substancji. Należą do nich glikole lub gliceryna, które dają poślizg i konserwują pióra wycieraczek. Ważna jest woda zdemineralizowana. Nie wytrąca się z niej kamień, więc dobrze wpływa na drożność układu spryskiwania. Są również tajemnicze związki powierzchniowo czynne – a więc po prostu preparaty czyszczące. Ważny jest też środek wyrównujący pH całej tej mieszaniny – dzięki temu unikamy korozji lakieru i metalowych elementów auta.

Sprawdźmy, czy płyn ma odpowiednie certyfikaty. Idealnie, jeśli został zaakceptowany przez PZH oraz ITS (znak bezpieczeństwa B). Zwróćmy też uwagę na inne oznaczenia – czy nie jest łatwopalny i czy nie działa drażniąco na skórę – oraz zachowajmy odpowiednie do tego środki ostrożności.


podziel się