Plants vs Zombies: Garden Warfare 2 – recenzja

Czy humorystycznie podchodząca do klimatu tower defense gra, której bohaterami są przydomowe roślinki, a przeciwnikami groteskowe zombie, jest w stanie spełnić oczekiwania fanów shooterów? A dlaczego nie?

Andrzej Mazuruk Andrzej Mazuruk / 10-05-2016

Nie jestem zapalonym ogrodnikiem, ale chyba już nie spojrzę tak samo na stojące w mojej kuchni doniczki z ziołami. Dobra, przesadzam. Nie przewiduję w najbliższym czasie zielono-zdechłych wojen w swojej okolicy. Jednak coś w Garden Warfare 2 sprawiło, że trochę inaczej patrzę na strzelaniny.

Chociaż uwielbiam wszelkiej maści indyki, które obecnie najczęściej bawią się różnymi koncepcjami, moje przeświadczenia dotyczące shooterów były raczej jednolite: musi być krwawo, poważnie, dynamicznie. A jednak przy Garden Warfare 2 bawiłem się genialnie, chociaż nie było ani krwawo, ani poważnie – za to bardzo dynamicznie i… humorystycznie.

001.jpg

Zabij go żartem

Tak, może być suchar. Nawet lepiej, bo większa szansa, że lekko ograniczony zombie wpadnie w taką konsternację, że wyłączysz go przynajmniej na parę sekund – idealna okazja, by zdzielić łajzę przez łeb. Najnowsza gra studia PopCap Games stawia właśnie na niezbyt poważną otoczkę swojej zgrabnej strzelaniny. Już sam tytuł bezczelnie nawiązuje do kilku odsłon serii Call of Duty. A takie gry słowne to wyłącznie wstęp do świata przesyconego groteską, ironicznym poczuciem humoru i przerysowanymi wizerunkami postaci czy scen z kultowych filmów, gier i książek.

003.jpg

To właśnie klimat jest tym, co zachęciło mnie do tej produkcji w pierwszej kolejności. Genialne wstawki i nawiązania do popkultury to coś, co zawsze doceniam (o ile stworzone ze smakiem i nie do końca oczywiste). W Garden Warfare 2 spotkać można roślinobota, który wybitnie zarzeka się, że NIE przybył z przyszłości i wcale NIE po to, żeby uratować świat. Do tego ma oczywiście w połowie metalową twarz upstrzoną różnymi mechanizmami. Petuniator? Termizantema? Dunno, bro!

004.jpg

Już nawet sama idea jest interesująca, choć, jak tytuł wskazuje, to nie pierwsza gra, w której z zombie wcale nie walczą ludzie, ale rośliny. Również koncept tower defense jest nieco inny, ponieważ core tych gier to raczej zarządzanie przestrzenią i środkami – dopiero w ostatnich latach wzrosła liczba gier, które bawią się koncepcją (jak choćby Anomaly polskiego 11 bit Studios, gdzie gracz atakuje, a nie broni się). Jednak bardzo odpowiada mi nowość w postaci połączenia shootera z widokiem zza pleców bohatera razem z (pewnymi) elementami typowego TD, czyli choćby stawiania wieżyczek/doniczek obronnych.

005.jpg

Ale tu ładnie…

O tak, Garden Warfare 2 jest niezwykle charakterystyczne, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną. Muzyka, która nie dość, że jest fajna sama w sobie, to jeszcze świetnie potęguje wrażenia i podkręca „lolowaty” klimat, bardzo dobrze łączy się z ogólnym zamysłem, czyli produkcji o dużej dynamice, ale niezbyt poważnym podejściu.

Natomiast graficznie, choć z tłumu wyróżnia się zdecydowanie, nie jest unikalna. Wcale nie znaczy to jednak „przeciętna”! Wbrew pozorom, dobranie odpowiedniej otoczki wizualnej do tak charakterystycznej, tak wyrazistej gry jest niezwykle trudne. Twórcy ponownie postawili na groteskę, dlatego wszelkie modele są mocno przerysowane, o lekko „bajkowych” rysach. Innymi słowy, na pierwszy rzut oka widać, że nie będzie to produkcja poruszająca ciężkie, egzystencjonalne tematy.

006.jpg

Wojna totalna

Pora jednak na parę uwag. Już od początku miałem nieco utrudnione zadanie – próg wejścia jest w Garden Warfare 2 dość wysoki. Chociaż angielskim posługuję się praktycznie na co dzień, brak polskiego tłumaczenia przytłacza – ilość tekstu, opisów i wszelkich specyficznych określeń jest tak wielka, że ktoś, kto języka nie zna dobrze lub wcale, będzie mocno zdezorientowany. Chociaż rzeczywiście kolorowe, pulsujące na ekranie, niemalże krzyczące na mnie napisy bardzo pasują do ogólnego klimatu gry, z pewnością nie jest to coś, co chciałby zobaczyć odbiorca nieprzyzwyczajony do tego typu produkcji.

007.jpg

Podobnie ma się sprawa z samą postacią. Chociaż można ją w późniejszym czasie zmieniać, początkowo wydała mi się bardzo słaba – co chwilę ginąłem. Być może jest to trochę wina pada, którego raczej nie używam podczas grania w strzelaniny, ale jednak widać było różnicę między GW2 a podobnymi produkcjami: pierwsi przeciwnicy musieli zaliczyć kilka-kilkanaście headshotów, by zginąć. To zdecydowanie za dużo jak na dosłownie pierwsze minuty w grze. Taki zabieg niestety nie zachęca, choć warto przemęczyć się przez wstęp, by dotrzeć do dalszych, lepszych sekcji gry.

008.jpg

Wspomniany natłok informacji nie niknie jednak wraz z upływem czasu, co mocno mnie smuci. Chociaż awansowałem, co było podkreślone w jednym z kolejnych wielkich napisów na ekranie telewizora, to nie za bardzo wiedziałem co mi to daje i po co mi to tak właściwie. Owszem, zwróciłem uwagę na odnowienie paska życia, naładowanie umiejętności, jakie każda sterowalna postać posiada – ale niewiele poza tym. Lubię wiedzieć dlaczego mam awansować, jakie korzyści z tego będę miał, jakie umiejętności odblokuję za X poziomów. Tutaj twórcy niestety się nie popisali.

Doniczki razem!

Ogromną zaletą jest gra multiplayerowa – oczywiście można grać w pojedynkę, jednak na jednym telewizorze może urzędować i dwóch graczy dzięki zastosowaniu split-screena, czyli dosłownie podzieleniu ekranu na dwie połowy. Granie wspólnie z drugą osobą, znajdującą się w tym samym pomieszczeniu, jest bardzo fajnym przeżyciem, tym bardziej, że Garden Warfare 2 nadaje się do tego wyśmienicie. A jeżeli ktoś nie jest fanem wspólnej gry lub nie ma z kim akurat usiąść przed konsolą, pozostaje także opcja multi przez internet.

010.jpg

Poza wspomnianymi kilkoma wadami, Garden Warfare 2 jest świetną produkcją, która zajmie każdemu graczowi długie godziny. Sam gram w nią do tej pory, kiedy mam okazję i chęć na chwilę relaksującej rozwałki. Charakterystyczny, groteskowy klimat wybitnie do mnie przemawia, a brak krwi i dość sympatyczne animacje sprawiają, że grę można pokazać również i nieco młodszym domownikom.

Polecam tę grę każdemu, kto szuka dobrej opcji na wspólne wieczory przed telewizorem – bo można i się pośmiać, i rozładować nieco napięcia, naparzając do gromady wrednych zombie!

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro