„Piknik z niedźwiedziami” Bill Bryson – recenzja

„Piknik z niedźwiedziami” Bill Bryson – recenzja

Piesze wędrówki wyzwalają w pisarzach potrzebę wnikania we własne „ja”, dzielenia się z czytelnikiem głębokimi refleksjami o istocie życia i generalnie rozpamiętywania każdego wykonanego kroku w kategoriach abstrakcyjnych. Jeśli szukacie takiej literatury, nie sięgajcie po książkę Billa Brysona.

Paulina Surniak Paulina Surniak / 24-07-2015

Bryson – dowcipny pisarz o ciętym języku i sporej dawce autoironii – nie dzieli włosa na czworo. Wyruszając na pięciomiesięczną wędrówkę przez Appalachy, nie zastanawia się nad sensem życia, nie próbuje zapomnieć o nieudanym związku lub przełamać niemoc twórczą. Wyruszą w podróż, żeby schudnąć, bo męczy go to, że przypomina babeczkę. Wybiera Appalachy, bo przyroda tego łańcucha górskiego jest zagrożona, a Bryson chce przy okazji niejako zwrócić uwagę czytelników na potrzebę chronienia jej. I tyle – nie ma w „Pikniku z niedźwiedziami” żadnych egzystencjalnych niepokojów. Być może nieco przyziemne podejście i ironiczny styl Brysona mogą odstraszyć czytelników, którzy szukają drugiej „Dzikiej drogi”. Jestem jednak przekonana, że „Piknik z niedźwiedziami” spodoba się każdemu czytelnikowi – nawet temu, który najchętniej poczytałby o mistyce szlaku. Bryson jest bowiem tak zręcznym i radosnym pisarzem, że trudno nie ulec urokowi jego opowieści.

Pan z brzuszkiem na szlaku

Pomysł, żeby przemierzyć jeden z najdłuższych pieszych szlaków świata, może mieć związek z tym, że Bryson, amerykański pisarz, spędził dwadzieścia lat w Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy kochają piesze wędrówki i życie na łonie natury. Przeciętny Amerykanin podobno pokonuje pieszo równo 320 metrów dziennie. Oczywiście, szlak Appalachów przyciąga około 2000 osób rocznie, jednak zaledwie 200 z nich daje radę pokonać go w całości. Bryson nie wygląda jak ktoś, kto może znaleźć się wśród tych dwustu wybrańców. Również jego towarzysz, Stephen Katz – uzależniony od słodyczy i śmieciowego jedzenia niepijący alkoholik, nie jest typem wędrowca. Jednak wyruszają przed siebie, cudownie nieprzygotowani, zawsze w dobrym humorze, nawet wtedy, kiedy atmosfera robi się naprawdę napięta. Ich podróż pełna jest trudnych momentów. Bywają głodni, na stopach robią im się pęcherze i prześladuje ich strach przed dzikimi zwierzętami. Bryson potrafi jednak opowiedzieć o tym wszystkim z dystansem i poczuciem humoru, a „Piknik z niedźwiedziami” okazuje się cudowną, zabawną lekturą.

Krytyka amerykańskich leśników

Między opisami zabawnych perypetii ukrył Bryson całkiem poważną krytykę amerykańskiego systemu zarządzania lasami. Denerwuje go to, jak kiepsko utrzymany jest ten słynny przecież, ikoniczny wręcz szlak. Sam ogrom szlaku go zachwyca, jednak nie pozostawia suchej nitki na niedokładnych mapach, brudnych i pełnych myszy miejscach na nocleg i innych niedociągnięciach, które powodują, że i tak trudna wyprawa staje się jeszcze bardziej wymagająca. Bryson nie ogranicza swojej opowieści do relacji z drogi. Sporo miejsca poświęca historii amerykańskich szlaków pieszych i gospodarce leśnej. Niestety, te fragmenty są chyba najsmutniejszą częścią książki, dobitnie pokazują bowiem, jak bardzo człowiek szkodzi przyrodzie, często nawet nieświadomie. Dobrze jednak o tym czytać, choć nasze lasy wyglądają zupełnie inaczej. Warto się też dowiedzieć, na co zwracać szczególną uwagę, przygotowując się do tak długiej pieszej wyprawy, tym bardziej że Bryson podaje swoją wiedzę w sposób lekki i przyjemny.

Piknik z niedźwiedziami” to doskonała lektura na letni wieczór, zwłaszcza jeśli planujemy wycieczkę w góry, choćby kilkugodzinną. Z pewnością wytrwałość obu panów, którzy z determinacją i humorem pokonywali ogromne przestrzenie, doda nam energii, gdy zacznie nam jej brakować na szlaku.

Źródło okładki: www.zysk.com.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro