„Pięć razy o przekładzie” Małgorzata Łukasiewicz – recenzja

„Pięć razy o przekładzie” Małgorzata Łukasiewicz – recenzja

Wybitna tłumaczka literatury niemieckiej napisała książkę, która zainteresuje nie tylko przekładoznawców. Jej odbiorcą jest każdy, kto interesuje się literaturą, chce czytać świadomie i chętnie uczestniczy w inteligentnych rozmowach na okołoksiążkowe tematy.

udostępnij

Paulina SurniakPaulina Surniak / 06-07-2017

Słowem, „Pięć razy o przekładzie” to książka dla każdego miłośnika czytania. Eseje Łukasiewicz to mądre, świetnie napisane teksty, których lektura stanowi prawdziwą ucztę.

Przekład odmitologizowany

W Polsce mamy to szczęście, że tłumaczonej literatury pojawia się u nas sporo, a mimo dominacji książek z anglojęzycznego kręgu kulturowego nie ma problemu z dostępem do literatury pisanej w mniej popularnych językach. O roli tłumacza czasem się mówi, wydawane są książki poświęcone tłumaczom i ich pracy (choćby świetny zbiór rozmów z tłumaczami: „Przejęzyczenie”). Wciąż jednak za mało wiemy o tym, jakie znaczenie ma przekład, wciąż nie umiemy o przekładach rozmawiać.

Małgorzata Łukasiewicz zwięźle i celnie podsumowuje znaczenie pracy tłumacza i obala niektóre związane z nią mity. Wyjaśnia, dlaczego warto tłumaczyć „Harry’ego Pottera” na łacinę, a Ajschylosa na język śląski. Ukazuje, jaki wpływ na rodzimą literaturę mają przekłady, przytaczając przy tym doskonałe anegdoty.

Czytanie o czytaniu

„Pięć razy o przekładzie”, choć liczy sobie zaledwie 150 stron, nie jest tylko książką o tłumaczeniach literackich. Tłumacze są przecież najbardziej wnikliwymi czytelnikami, dlatego eseje Łukasiewicz są także, a może przede wszystkim, tekstami o tym, jak czytać. Czytanie, według autorki, jest samo w sobie rodzajem przekładu. Tłumacz, który pracuje z tekstem, tak naprawdę nie przekłada go na nowy język, raczej pisze na nowo. Rzeźbi, ugniata, jak pisze autorka, przyjmując przy tym na siebie wielką odpowiedzialność.

Nowe czy stare

Łukasiewicz zastanawia się też, czy warto tłumaczyć wielkie dzieła wciąż na nowo. Dlaczego potrzebujemy kolejnych przekładów „Mistrza i Małgorzaty”? Czy nowe są każdorazowo lepsze? Może świeżość i współczesność nie zawsze stanowią dobre kryteria oceny? Łukasiewicz staje w obronie języka starszego. Nie uważa, że sam fakt, iż jakieś zwroty czy formy się zestarzały, oznacza, że nie powinniśmy ich już widywać w tekstach. Ciągłe uwspółcześnianie może być jednocześnie spłaszczaniem, choć nowy przekład bywa także wartościowym dialogiem z poprzednim.

Nazwisko Małgorzaty Łukasiewicz może nie mówić wiele niektórym czytelnikom, pora jednak, żeby to się zmieniło. To mądra i doskonale pisząca autorka, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością. Obcowanie z jej tekstami jest niczym prowadzenie rozmowy na poziomie, w dodatku takiej, która ani na chwilę nie nuży. „Pięć razy o przekładzie” powinno znaleźć się w biblioteczce każdego świadomego czytelnika.

Książka dostępna jest na Allegro również w wersji elektronicznej już za około 25 złotych.

Źródło okładki: karakter.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro