„Ocalisz życie, może swoje własne” Flannery O’Connor – recenzja

„Ocalisz życie, może swoje własne” Flannery O’Connor – recenzja

Zbiór opowiadań mało znanej w Polsce Amerykanki, uznawanej za jedną z najwybitniejszych pisarek XX wieku. Niesamowita, symboliczna proza, która nikogo nie pozostawi obojętnym.

udostępnij

Igor NowińskiIgor Nowiński / 15-06-2019

Flannery O’Connor to pisarka, którą wielu krytyków uznaje za najwybitniejszą amerykańską twórczynię prozy XX wieku. Stawiana jest obok takich tuzów tamtejszej literatury jak Truman Capote czy William Faulkner. Tymczasem twórczość, jak i sama postać O’Connor, są dzisiaj raczej zapomniane, a na pewno nie cieszą się aż taką popularnością, jak jej kolegów.

Przyczyn na taki smutny stan rzeczy jest kilka. Przede wszystkim stosunkowo niewielki dorobek artystyczny pisarki, na który składają się dwie powieści, kilkadziesiąt opowiadań i niewiele innych tekstów. W rozprzestrzenieniu popularności Amerykanki z pewnością nie pomogło jej krótkie życie, przerwane w wieku zaledwie 39 lat przez chorobę, z którą zmagała się od dzieciństwa.

Na szczęście właśnie doczekaliśmy się – po 60 latach – polskiego przekładu zbioru „Ocalisz życie, może swoje własne”, na który składają się niemal wszystkie opowiadania, jakie napisała w czasie swojej literackiej aktywności Flannery O’Connor.

Flannery O’Connor i kroniki z życia amerykańskiej prowincji

„Ocalisz swoje życie” to zbiór 31 ułożonych chronologicznie opowiadań. Choć każde z nich stanowi osobną, zamkniętą całość, to łączy je kilka wspólnych motywów. Przede wszystkim umiejscowienie akcji na głębokiej prowincji południowych Stanów Zjednoczonych. Ta przestrzeń zajmuje w prozie Flannery miejsce szczególne, stanowi niekończące się źródło inspiracji. Choć pisarka z maestrią odmalowuje słowami opisy przyrody, to jednocześnie obnaża brutalną prawdę o „amerykańskim śnie”. Na prowincji nikt nie ma na niego szans.

Pełno tu złamanych charakterów, osób parających się prostymi zawodami, gotowych na wiele, by tylko zarobić parę groszy. Każdy ma w sobie jakąś skazę, ukrywa jakąś wadę albo cechę, która czyni go aroganckim lub złym. Niektórzy są złodziejaszkami, inni – rasistami. Bogatsi snobują się wykształceniem i pieniędzmi, myśląc, że to czyni z nich lepszych. Zaś miastowi, którzy przyjeżdżają na wieś w poszukiwaniu idyllicznych obrazków, szybko odkrywają, że trafili w sam środek piekła.

O’Connor, czyli mistrzyni suspensu

Opowiadania Amerykanki pisane są w specyficzny, niespieszny sposób. Akcja toczy się powoli i z pozoru niewiele się dzieje. Jednocześnie jednak pisarka precyzyjnie dozuje słowa, budując narrację bez przypadkowych i niepotrzebnych wtrąceń. Duszna, ciasna atmosfera amerykańskiej prowincji jest pełna symboli, dotyczących zarówno nastrojów społecznych w tamtym okresie, jak i rzeczy związanych z głęboką wiarą (sama Flannery O’Connor była żarliwą katoliczką, która swoją twórczość wykorzystywała w sprytny sposób do szerzenia wiary).

Podczas lektury pod skórą czujemy napięcie i rzeczywiście okazuje się, że pisarka szykuje dla nas mocne uderzenie. Dużo tu zbrodni, krwi i szokujących odruchów, do których skłonni są ludzie postawieni pod ścianą – dlatego zresztą teksty Flannery określano za jej życia mianem „horrorów”.

Nie wszystkie opowiadania w „Ocalisz życie, może swoje własne” są na równym poziomie. Wybijają się przede wszystkim wybitne „Trudno o dobrego człowieka” czy „Greenleaf” (jedno z najsłynniejszych opowiadań O’Connor). Pozostałe teksty też czyta się jednak bardzo dobrze, a budowane przez pisarkę napięcie i nieoczekiwane zakończenia zaskakują i zmuszają do refleksji.

Źródło okładki: gwfoksal.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro