„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” Tom Wolfe – recenzja

„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” Tom Wolfe – recenzja

Wznowienie jednej z najlepszych książek reporterskich, jakie napisano, to wspaniały prezent dla czytelników. Soczysta i niekonwencjonalna opowieść o pierwszych amerykańskich kosmonautach to nie tylko dawka wiedzy, ale przede wszystkim porcja pierwszorzędnej rozrywki.

udostępnij

Paulina SurniakPaulina Surniak / 26-03-2019

Zaczyna się od sielskiej chatki nad brzegiem morza na Florydzie. Pozory jednak mylą. „Najlepsi” nie są podnoszącą na duchu opowiastką o wspaniałej Ameryce. To krwista historia, pełna śmierci, ryzyka, brawury i przekleństw. Tom Wolfe uważany jest za jednego z prekursorów tak zwanego Nowego Dziennikarstwa – rewolucyjnego nurtu, zgodnie z którym nudne opisy zostają zastąpione przez dialogi, zamiast rysu historycznego otrzymujemy szereg scen z życia wziętych, a wszystko okraszone jest fascynującymi szczegółami.

Siódemka wybrańców

Książka opowiada o tym, jak NASA werbowała i wybierała siedmiu przyszłych astronautów, którzy mieli zostać uczestnikami pierwszego programu lotów załogowych w kosmos. Program nosił nazwę Merkury i powstał w wyniku rywalizacji ze Związkiem Radzieckim. Oba kraje chciały jako pierwsze wysłać swoich ludzi w kosmos, a ich wyścigowi towarzyszyła atmosfera niepokoju i ekscytacji. Pierwszych astronautów nie było trudno znaleźć. NASA zaproponowała udział w programie najlepszym pilotom wojskowym, tzw. oblatywaczom, którzy między innymi testowali nowe maszyny. Zgodzili się prawie wszyscy, pozostała więc tylko kwestia wyselekcjonowania wybrańców.

Opowieść o tym, jak piloci stają się astronautami, jest okraszona wieloma pikantnymi szczegółami, chociażby bardzo obrazowymi opowieściami o licznych lewatywach, jakie musieli na sobie wykonywać. Byli to twardzi mężczyźni, których nic nie mogło zniechęcić. Choć młodzi, bywali na pogrzebach częściej niż ich rówieśnicy na imprezach, nie dopuszczali jednak do siebie myśli o śmierci. Mieli w sobie dawkę ryzykanctwa, a nawet brawury, nie da się też zaprzeczyć, że towarzyszyło im sporo szczęścia. Tom Wolfe doskonale odtwarza atmosferę, w jakiej przygotowywali się do pierwszej misji, i to, co działo się w ich głowach. Pisze tak lekko i soczyście, że miejscami zapomina się o tym, że to reportaż – szacowny gatunek należący do literatury faktu.

Żony astronautów

„Najlepsi” to jednak nie tylko historia śmiałków – kowbojów, jak ich nazywa autor. To także opowieść o ludziach, którzy ich do lotów przygotowywali, a przede wszystkim o żonach, które mogły tylko czekać i mieć nadzieję. W otwierającej książkę scenie dwadzieścia żon pilotów wojskowych dzwoni do siebie, bo z nieoficjalnych pogłosek wiedzą, że miał miejsce jakiś wypadek, ale nie wiedzą, którego z ich mężów dotyczył. Wolfe doskonale oddaje atmosferę strachu, który potrafił je całkowicie paraliżować albo przyprawiać o halucynacje. Autor przeprowadził wiele wywiadów ze swoimi bohaterkami i widać, że potrafi wczuć się w ich skórę.

Jego książka jest jednak na wskroś męska, także dlatego, że po jej lekturze ma się wrażenie, że z całego świata tylko tacy mężczyźni jak siedmiu bohaterów „Najlepszych” żyją pełnią życia. To opowieść o seksie, alkoholu, adrenalinie, o „chlaniu i rajdowaniu”, którą czyta się z zafascynowaniem, a nawet lekkim żalem, że takie życie toczy się gdzieś daleko od nas. Co ważne, soczysty styl autora został doskonale przełożony na polski przez Jana Kraśko. Dzięki temu „Najlepsi” brzmią naprawdę wyjątkowo. To reportaż, którego nie da się zapomnieć.

Źródło okładki: wydawnictwoagora.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro