„Miasteczko Darkmord” Shane Hegarty – recenzja

„Miasteczko Darkmord” Shane Hegarty – recenzja

autor: Kamil Świątkowski, data publikacji: 17-03-2017

To jest książka, która bardzo chce się wyróżniać, i muszę przyznać, że całkiem dobrze jej to wychodzi. Twarda okładka z błyszczącymi, czerwonymi ślepiami i zieloną, fluorescencyjną niemal, paszczą, w której mieści się kawałek ulicy wraz z pobliskimi kamienicami, jasno sugeruje, że wewnątrz znajdziemy opowieść zbliżoną raczej do dreszczowca niż sielanki. Ale przecież książki nie ocenia się po okładce.

Nie ulega jednak wątpliwości, że wydawca postarał się o to, by książka przykuwała uwagę. Poza wspomnianymi elementami tom „Miasteczko Darkmord” praktycznie w całości skrywa czerń wyprowadzona również na krawędzie stron, co daje naprawdę niesamowite wrażenie. A potem jest jeszcze ciekawiej.

Wyobraźcie sobie miasteczko, które jest tak dalece zapomniane, że nawet na mapach przeważnie umieszcza się je w niewłaściwych miejscach. Trafić do niego można więc tylko przez pomyłkę albo przypadek. Pierwsze wrażenie zaś jest takie, że zaraz po przybyciu do Darkmord chciałoby się z niego wyjechać.

Intryga

Powszechnie wiadomo, że takie małe miasteczka nie mogą być całkowicie zwyczajne. Coś musi się gdzieś kryć – albo tuż za rogiem, albo może w tym niewielkim, rozlatującym się domku na końcu ostatniej uliczki po lewej stronie. Tym razem nie jest inaczej, z tą drobną różnicą, że tutaj coś może się kryć za każdym rogiem i choć wszyscy o tym wiedzą, zaskoczenie wcale nie jest mniejsze.

Miasteczko Darkmord jest bowiem jednym z kilkunastu miejsc na Ziemi, w których pojawiają się Legendy, a razem z nimi chaos i niepokój. Na szczęście dla mieszkańców (jak sugeruje autor, w grę wchodzi nawet bezpieczeństwo globalne) wspomniane miejsca goszczą również Łowców Legend. Jest to zajęcie przekazywane z pokolenia na pokolenie i czytelnik ma właśnie okazję przyjrzeć się narodzinom kolejnego Łowcy. Problem polega na tym, że jest on nastolatkiem, który sam ma wiele na głowie i nie jest do końca przekonany, czy chce podążać ścieżką rodzinnej kariery. A nie mówimy tu o ukrytym w ciemnościach pogromcy wszelkiego zła. Miasteczko wie, kim jest Łowca, nawet jeśli nie wszyscy chcą wierzyć w Legendy. Prowadzi to do przynajmniej kilku groteskowych sytuacji, w których fantazja zderza się z biurokracją i szarą rzeczywistością.

Dodatkowo – główny bohater, Finn, nieszczególnie garnie się (ani też nie przejawia jakichkolwiek specjalnych predyspozycji) w tym kierunku. Bardziej zajmują go rozterki typowe dla nastolatków, które często uwzględniają płeć przeciwną. Chłopak odczuwa także potrzebę opuszczenia gniazda.

Książka jest przeznaczona ewidentnie dla młodszych czytelników, ale nie należy do niej podchodzić tylko i wyłącznie z takim nastawieniem. Również dorosły znajdzie tu wiele ciekawych drobiazgów, które mogą pobudzić jego wyobraźnię w sposób, którego się raczej nie spodziewa.

Książkę możecie dostać na Allegro już za ok. 25 złotych.

Źródło okładki: www.wydawnictwoznak.com.pl

  
podziel się

może Cię również zainteresować