„Martwe jezioro” Olga Rudnicka – recenzja

„Martwe jezioro” Olga Rudnicka – recenzja

Choć literatura kryminalna to podróż do świata zbrodni, najgorszych instynktów, mrocznych zakamarków ludzkich dusz, serc i umysłów, nie zawsze musi być przygnębiająca, brutalna i odbierająca ochotę na nocne spacery czy sen po takiej przechadzce. Joanna Chmielewska udowodniła, że kryminał może bawić. Olga Rudnicka to potwierdza, serwując czytelnikom kolejne porcje rozrywki zamknięte na kartach powieści kryminalnych.

Anna Rychlicka-Karbowska Anna Rychlicka-Karbowska / 22-09-2015

„Martwe jezioro” to debiut Olgi Rudnickiej. Debiut udany, bardzo zabawny, ale przy tym niegłupi. W sam raz na długie jesienne wieczory czy wylegiwanie w słońcu w środku lata. Dobra rozrywka sprawdza się przecież zawsze.

Ogień i woda

Beata Rostowska jest trzydziestoletnią, niezależną, pewną siebie singielką. Zatrudniona w branży finansowej, co rano zjawia się w biurze w eleganckim kostiumie. Mieszka z przyjaciółką. Obie panie są jak ogień i woda. Ułożona Beata i zwariowana, roztrzepana Ula to duet iście malowniczy, a przy tym mocno komediowy. Obraz życia Beaty przedstawia się nieźle, ale idealny nie jest. Brakuje jej wsparcia męskiego ramienia. Choć Ulka usilnie stara się wyswatać przyjaciółkę ze swym bratem, nie spotyka się z entuzjazmem Beaty, ale też nie jest jej największym problemem. Nagle okazuje się, że chłód, z jakim rodzice Rostowskiej traktowali ją przez całe życie, może mieć swoje uzasadnienie. Prawdopodobnie Beata nie jest ich biologiczną córką. Kim więc są jej rodzice? Jak trafiła pod skrzydła Rostowskich?

Zaskakujące zaproszenie

Bohaterka wynajmuje detektywa, który ma zbadać rodzinne tajemnice, a tymczasem do listy pytań dochodzi jeszcze jedno. Jak to się stało, że Beata dostała zaproszenie na ślub siostry, z którą od lat nie utrzymuje kontaktu? Anka uwiodła jej chłopaka, rozstały się więc w gniewie. Zaproszenie na ślub na kilka dni przed ceremonią wydaje się więc co najmniej dziwne. Coś tu jest nie tak. Tylko co?Wbrew rozsądkowi Beata jedzie na ślub z bratem Ulki jako wsparciem. Jak się okaże, jego obecność będzie źródłem nie tylko zabawnych scen i dialogów, ale także ogromną pomocą.

I śmieszno, i smutno

Oldze Rudnickiej udała się niełatwa sztuka. Tak naprawdę„Martwe jezioro” kryje w sobie bardzo smutną historię, a autorce udało się ją podać w sposób, który nie powoduje tygodniowej depresji. Jest lekko i zabawnie, nie brak humorystycznych konwersacji, zwariowanych postaci, scen wywołujących uśmiech. Dużo humoru wnosi postać Ulki, a także Kingi – biurowej stażystki, która na kartach powieści bawi, choć dla każdego pracodawcy byłaby raczej horrorem, o którym chce się zapomnieć jak najszybciej. Tak czy inaczej – dobór postaci jest świetny (choć są one jednoznacznie dobre lub złe), a relacje między nimi wywołują wiele emocji. Część romansowa jest może zbyt przewidywalna, za to część kryminalna zaskakująca. Całość ma charakter humorystycznej powieści obyczajowej.„Martwe jezioro” miało być opowiadaniem. Na szczęście dla czytelników rozrosło się do powieści i zapoczątkowało kryminalną karierę Olgi Rudnickiej. Autorka z humorem podała niełatwą historię, jakby chcąc pokazać, że nawet gdy jest źle, mrocznie, paskudnie, a ludzie zawodzą, można znaleźć powód do uśmiechu. Warto o tym pamiętać.

E-book i kontynuacja

Posiadaczy czytników ucieszy na pewno wiadomość, że „Martwe jezioro” dostępne jest w wersji elektronicznej (EPUB i MOBI) w cenie ok. 15 zł, a wszystkich czytelników fakt, że książka ta ma swoją kontynuację pt. „Czy ten rudy kot to pies?”.

Źródło okładki: www.proszynski.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro