„Lucynka, Macoszka i ja” Martin Reiner – recenzja

„Lucynka, Macoszka i ja” Martin Reiner – recenzja

autor: Aleksandra Urbańczyk, data publikacji: 14-08-2015

„Lucynka, Macoszka i ja” to oparta na prawdziwych wydarzeniach, niezwykle kameralna, wręcz intymna opowieść, która ukazuje wpływ literackich poszukiwań na rozwój duchowy człowieka.

Martin Reiner to jeden z czołowych współczesnych pisarzy czeskich. Jest poetą, tłumaczem i wydawcą, a także badaczem i znawcą Ivana Blatný’ego (1919-1990). W roku 2015 został uhonorowany najwyższą czeską nagrodą literacką Magnesia Litera za książkę, której poświęcił 30 lat swojego życia. „Poeta. Powieść o Ivanie Blatným” nie jest jeszcze u nas dostępna. Polski czytelnik ma natomiast okazję poznać wcześniejszą książkę, która również zainspirowana jest tym legendarnym poetą.

Podróż w przeszłość

Chcąc poznać początki tej historii, musimy cofnąć się do roku 1989. Zatrzymujemy się w przededniu wydarzeń (w tym aksamitnej rewolucji), które już wkrótce doprowadzą do upadku komunizmu. Właśnie wtedy w życiu głównego bohatera rozpoczyna się rewolucja zupełnie innego rodzaju, która wpłynie na jego wybory i wyznaczy życiową drogę.

Odkrycie literackie

Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Tomasz Mróz, skromny listonosz. Niech nikogo nie zmyli jego profesja. Młodzieniec kroczy ścieżką, którą świadomie wybrał. Jest samotnikiem, który bezpiecznie czuje się wśród książek. Pasje literackie przyciągnęły go na tajne wykłady, na których poznawał twórczość literatów odrzuconych przez władzę.

Wtedy po raz pierwszy usłyszał o Jerzym Macoszce – legendarnym brneńskim poecie, który przed laty zniknął z życia kulturalnego kraju, wyjechał za granicę i przepadł bez śladu. Plotki o pojawieniu się nowej publikacji świadczą, że Macoszka żyje i nie zaniechał twórczości… Zaintrygowany Tomasz postanawia podjąć poszukiwania, a wkrótce jego fascynacja przekształci się w życiową misję. Zdobywa zezwolenie na kilkudniowy wyjazd do Anglii, gdzie chce udać się tropem poety. Podróż do kraju spoza żelaznej kurtyny staje się dla niego symbolicznym pierwszym krokiem w procesie przekraczania własnych granic.

Rodzicielstwo zastępcze

Właśnie teraz, gdy Tomasz odnalazł cel w życiu, w który chce się zaangażować bez reszty, los płata mu figla. Pod jego opiekę trafia pięcioletnia dziewczynka. Mężczyzna, dla którego kontakty z ludźmi stanowią dość poważny problem, musi nie tylko nauczyć się ponosić odpowiedzialność za drugiego człowieka, ale także pogodzić nowe obowiązki z mozolną pracą badacza. Czy sobie poradzi? Czy Lucynce uda się zburzyć mur, którym się otoczył? Czy świat dorósł do poznania sekretu, który rozwikłał Tomasz, i czy on sam jest gotowy, by udźwignąć prawdę o sobie?

„Lucynka, Macoszka i ja” to powieść, w której akcent nie jest położony na wartką akcję, duch książki tkwi w jej intymnej atmosferze. To, co najważniejsze, dzieje się we wnętrzu bohatera. Narracja jest wyciszona i refleksyjna, wyczuwa się w niej muśnięcie poezji. Pełen liryzmu język współgra z przekazem, z klimatem poufnej rozmowy, z naturą zwierzeń.

Książka jest kameralna, a jednocześnie uniwersalna. Pozwala wniknąć w świat uczuć bohatera, a wyboista droga, którą pokonuje, jest symbolem znanego wszystkim poszukiwania swego miejsca w świecie. Ukazuje wpływ literatury na rozwój duchowy człowieka i odwrotnie – wpływ człowieka na kształtowanie literatury. Zmusi do zastanowienia, czego w niej szukamy: taniej sensacji czy czegoś głębszego. Podkreśla rolę doświadczeń życiowych, które (zbierane i dopasowywane jak puzzle) pozwalają człowiekowi lepiej poznać siebie, a przede wszystkim dorosnąć do podejmowania bolesnych, ale właściwych decyzji…

Źródło okładki: www.stara-szkola.com