Łowimy w rzece – przegląd niezbędnych produktów

Aby być dobrze przygotowanym, każdy wędkarz powinien przede wszystkim nauczyć się systematycznego „czytania” wody i poznawania zwyczajów zamieszkujących ją ryb. Równie ważny okazuje się jednak odpowiedni dobór sprzętu.

Paweł Karwowski Paweł Karwowski  / 28-07-2015

Feeder, czyli drgająca szczytówka

Łowienie z gruntu to najpopularniejsza metoda stosowana na rzece. Nie jest ona zbyt wymagająca, nie generuje dużych kosztów, a przy tym jest dość prosta. Opiera się ona na zastosowaniu specjalnego kija do metody feeder, wyposażonego w wymienne szczytówki o różnej czułości, które wskazują brania ryb poprzez ugięcie. Zestaw końcowy składa się z koszyka wypełnionego zanętą, zamontowanego na rurce antysplątaniowej, dodatkowo dociążonego ołowiem, którego wagę dobieramy względem siły uciągu wody. Jeśli jest to mała rzeczka, wystarczy obciążenie 15-20 gramów. W przypadku dużej rzeki jak Wisła czy Odra można pokusić się nawet o koszyk zanętowy z obciążeniem 100-gramowym i dodatkowymi kolcami utrzymującymi go w konkretnym miejscu na dnie. Tuż za koszykiem znajduje się krótki, kilku- lub kilkunastocentymetrowy przypon, montowany na krętliku, zakończony haczykiem. Wróćmy jednak do wyboru wędki i kołowrotka.

Odpowiednie dobranie sprzętu jest bardzo trudne, jeśli zamierzamy łowić zarówno w dużej, jak i małej rzece. Wtedy bowiem musimy zakupić wędkę, która pozwoli nam korzystać nie tylko z ciężkich, ale także z lekkich koszyków zanętowych. Nie jestem zwolennikiem szukania złotego środka. Sam posiadam tylko dwa feedery, choć łowię w kilku różnych, mniejszych i większych rzekach i kanałach. Są to wędziska z serii Tritium Feeder firmy Robinson. Ponieważ dość często bywam nad Odrą, korzystam z maksymalnego ciężaru wyrzutowego tych wędek – 60-180 gramów przy długości 3,9 metra. W każdym przypadku, wybierając wędkę typu feeder, powinniście wziąć pod uwagę to, na jak dużej rzece przyjdzie wam ewentualnie z jej pomocą łowić. Względem tego dobierzcie maksymalny ciężar wyrzutowy wędziska, dostosowując go do uciągu wody. Wracając do wędek z serii Tritium Feeder, są to świetne i relatywnie niedrogie kije, oferujące wiele długości i ciężarów wyrzutowych, więc z pewnością znajdziecie wśród nich również coś dla siebie.

Wybór kołowrotka jest o wiele łatwiejszy. Decydujemy się na mocny i solidnie wykonany młynek, który dodatkowo, jeśli chcemy, aby był bardziej wszechstronny, może być wyposażony w wolny bieg. Ciekawą propozycją jest według mnie Spro Cresta Match & Feeder. Nie jest to kołowrotek tani, ponieważ decydując się na jego zakup, musicie wyciągnąć z portfela około 200 zł. Miałem jednak okazję testować go przez dłuższy czas i powiem szczerze, że w tym przedziale nie znajdziecie lepszej propozycji. Jeśli jednak zależałoby wam na kołowrotku z wolnym biegiem, który mógłby przysłużyć się czasem również przy łowieniu szczupaków czy sandaczy z gruntu, rozważcie zakup młynka Robinson Free Runner – bardzo wytrzymałego kołowrotka, kosztującego poniżej 100 zł i oferującego, jak zawsze w przypadku tej firmy, 5 lat gwarancji.

Metoda bolońska

To zdecydowanie bardziej aktywna forma łowienia w rzece. W przeciwieństwie do feedera, metoda bolońska wymaga szukania ryb i ciągłego przemieszczania się. Co więcej – w tym przypadku naszym sygnalizatorem brań jest tradycyjny spławik dedykowany tej metodzie, wyposażony w stosunkowo krótką antenkę.

Zasady łowienia są dość proste. Schodzimy w dół rzeki (zawsze i bez wyjątków), wypuszczając nasz zestaw na kilkanaście metrów w taki sposób, aby przynęta swobodnie spływała z nurtem. W niektórych przypadkach, jeśli nie ma brań w toni, możemy spróbować przegruntowania zestawu, czyli położenia ciężarka i przynęty na dnie.

Metoda bolońska wymaga użycia specjalistycznego kija – tak zwanej bolonki. Jest to wędka teleskopowa, wyposażona w stosunkowo dużą przelotkę startową, oferująca często pełniejsze ugięcie i szczytową pracę. Jej długość wybieramy względem szerokości rzeki. Dla przykładu na dużej rzece jak Odra czy Wisła konieczne będzie zastosowanie możliwie długiej, nawet 8-metrowej wersji. Na małej rzeczce czy kanale wystarczy dla odmiany 4-metrowa wędka. Koszt zakupu bolonki to wydatek rzędu od 100 zł do nawet 700 zł. Rozbieżność ta spowodowana jest użytymi w produkcji materiałami, które przekładają się z kolei na wagę wędki. Z góry uprzedzam – jeśli chcecie łowić z przyjemnością i nie zrezygnować z bolonki po kilku wypadach na ryby, musicie zainwestować w wędkę dobrą, lekką i niestety – drogą. Najciekawszą propozycją, jaką dla was znalazłem, jest wędka Mistrall Aqua Bolognese, oferowana w długościach 5, 6 i 7 metrów. Najdłuższa waży zaledwie 366 gramów, więc nie ma mowy o tym, że w trakcie łowienia zmęczy nam się ręka. Cena niestety może zniechęcać – sięga blisko 500 zł.

Specjalistyczna wędka wymaga również użycia odpowiedniego kołowrotka. Najlepiej sprawdzi się młynek przeznaczony do metody odległościowej. Płytka szpula sprawi, że łatwiej będzie nam wypuszczać zestaw z nurtem. Marcel Van Den Eynde Proffi to rewelacyjny kołowrotek, wyposażony firmowo w dwie płytkie, aluminiowe szpule, pracujący na 6 łożyskach. Wykonany z grafitu korpus znacząco odciąża zestaw, a przyzwoite przełożenie 5,2:1 pozwoli szybko zwijać żyłkę. Poza tym jest to wyjątkowo ładna i nowoczesna maszynka, na którą otrzymujemy 5 lat gwarancji producenta.

Zaczynając przygodę z bolonką, musimy oczywiście wyposażyć się również w dobre haczyki oraz ołowiane łezki i śruciny. W kwestii żyłki – najlepsza okaże się specjalistyczna żyłka do metody odległościowej, jak chociażbyRobinson Pro Match. Instrukcję prawidłowego konstruowania zestawu znajdziecie na forach w internecie. Dzięki dogłębnej lekturze wpisów dobierzecie najodpowiedniejszy sposób montowania spławika oraz kolejność zakładania łezki i ołowianych śrucin

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro