Licznik rowerowy czy aplikacja?
Zdaniem eksperta

Licznik rowerowy czy aplikacja?

Technologia idzie do przodu i odczuwamy to nawet w przypadku naszych wycieczek rowerowych. Coraz więcej rowerzystów rezygnuje z klasycznych liczników i wybiera się na wyprawy tylko z telefonem. To rozwiązanie ma oczywiście zarówno swoje zalety, jak i wady. Każdy więc powinien się zastanowić przed wybraniem opcji, która będzie dla niego najlepsza.

udostępnij

Gabriela GolińskaGabriela Golińska / 09-08-2017 / aktualizacja: 22-07-2018

Wybierając się zarówno na małe, jak i na duże wyprawy rowerowe, często potrzebujemy sprzętu, który precyzyjnie zmierzy każdy przejechany przez nas kilometr. Aktualnie do wyboru mamy przynajmniej dwie dobre i warte rozważenia opcje. Możemy albo zainwestować w licznik rowerowy, albo wybrać się w trasę jedynie z naszym smartfonem. Dużą zaletą drugiego rozwiązania jest brak kosztów przy zakupie dodatkowego sprzętu, ale znajdziemy też tu i kilka wad.

Aplikacja lepsza od licznika?

Przyjrzyjmy się więc funkcjonalnościom aplikacji, których liczba z miesiąca na miesiąc rośnie. Zdecydowanie największą zaletą jest to, że w większości przypadków zainstalujemy je na każdym smartfonie, który posiada GPS (co w aktualnych modelach jest już absolutnym standardem). Odpadają nam więc dodatkowe koszty, które podczas kompletowania wyprawki na wyjazdy rowerowe są zwykle niemałe. Dużą zaletą jest też to, że aplikacje oprócz przejechanych kilometrów często wyświetlają również dodatkowe informacje. Możemy dzięki nim dowiedzieć się np. jaką osiągamy prędkość (aktualną, maksymalną, średnią), jaki jest czas, w jakim pokonujemy dany odcinek, określają też wysokości wzniesienia na drodze, spadki, spalone kalorie i wiele więcej. Standardem w większości aplikacji jest także rejestrowanie naszej trasy, którą później możemy obejrzeć na mapie. Część z nich działa i w drugą stronę – możemy w domu zaplanować dokładnie nasz przejazd, a później używać jej jako nawigacji.

Dla kolarzy, którzy bardzo cenią sobie rywalizację, nie lada gratką okaże się możliwość dodania swoich znajomych i porównywanie z nimi swoich wyników. Ma to zdecydowanie właściwości motywujące, co niejednokrotnie może sprawić, że poprawimy swoje rekordy. Fani mediów społecznościowych będą mogli też się podzielić swoimi osiągnięciami z innymi np. na Facebooku.

Możliwości mamy więc mnóstwo, pozostaje jednak pytanie – czy wszystko to jest nam potrzebne i czy nie możemy się bez tego obejść?

W obronie standardowych liczników

Dla fanów papierowej mapy i tradycyjnego licznika znajdzie się też dużo pozytywów. Po pierwsze, bateria w telefonie. Często na wyprawie rowerowej, kiedy pedałujemy po mniej uczęszczanych trasach, przez kilka dni jesteśmy skazani na brak prądu, a co za tym idzie, mamy też ograniczone możliwości ładowania naszego smartfona. Aplikacje wymagające włączenia GPS z ogromną prędkością pożerają naszą baterię, więc niestety musimy uzbroić się w dodatkowe powerbanki. Co więcej, znaczna część programów i funkcji wymaga od nas stałego połączenia z internetem. Oczywiście istnieją i takie, w których możemy zapisać nasze trasy wcześniej, ale musimy to sprawdzić jeszcze przed wyjazdem.

Innym argumentem przemawiającym za licznikami jest fakt, że sygnał GPS może nie być tak dokładny jak standardowe mierzenie za pomocą czujnika zamontowanego na naszym kole. W rzeczywistości nie musimy aż tak się tym martwić, bo z roku na rok technologia pozwala na coraz dokładniejsze śledzenie naszych ruchów z telefonem.

Kłopotliwe może też się okazać umieszczenie naszego telefonu na kierownicy. Do komfortowej jazdy i śledzenia naszej prędkości może przydać się specjalny uchwyt do smartfona. Żeby jednak nie narazić się na dodatkowe koszty w przypadku zamoczenia telefonu niespodziewanym deszczem, warto wybrać wodoodporne modele.

Współczesne liczniki często oferują nam naprawdę dużo możliwości. Już za kilkadziesiąt złotych możemy kupić taki, który w zupełności wystarczy nam do standardowej, codziennej jazdy – np. ATECH MB-16 czy Kross KRC 307. Za nieco ponad 100 zł możemy cieszyć się już naprawdę zaawansowanym sprzętem. W przypadku modelu SIGMA Base BC 1200 (uaktualniony model może kosztować nawet około 300 zł) dostajemy aż 12 funkcji, w tym oprócz klasycznego pomiaru szybkości mamy też termometr, uśrednioną prędkość, dystans dzienny, czas przejazdów i automatyczny start oraz stop. Rozwiąże się także nasz problem z niespodziewanym deszczem, bo licznik ten jest w całości wodoodporny.

Dokładając trochę do naszego budżetu, możemy pozwolić sobie na zakup licznika SIGMA Pure GPS (około 250 zł), który oferuje nam podświetlany wyświetlacz, a także możliwość pomiaru wzniesień i spadków na trasie. Po powrocie z przejazdu możemy też łatwo podłączyć go do naszego komputera w celu dokładnego prześledzenia naszych osiągnięć. Model ten może być ciekawym rozwiązaniem dla niezdecydowanych w tym temacie. Dzięki funkcji NFC szybko połączymy licznik z naszym telefonem i zapiszemy na nim nasze wyniki. Jak widać, jedno nie wyklucza drugiego – możemy mieć i licznik, i zbierać dane na naszym telefonie.

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro