Layers of Fear – recenzja

Dystopiczne światy, bezlitosne dla ludzi science-fiction, postapokaliptyczne wizje z wirusami zombie. Brzmi strasznie? Jeżeli Twoja odpowiedź to „tak”, nawet nie podchodź do Layers of Fear.

Paweł Olszewski Paweł Olszewski / 07-03-2016

Layers of Fear jest przerażające, i to na kilku... warstwach. Na najbardziej podstawowej, straszy ponurą atmosferą. Trochę głębiej – niepokojącymi fragmentami listów i artykułów. Jeszcze dalej są przedziwne retusze klasycznych obrazów. A potem okazuje się, że to wszystko to tylko niewinne preludium przed daniem głównym – zaginającą się czasoprzestrzenią i popadającym coraz bardziej w szaleństwo głównym bohaterem. To, co dzieje się w głowie dotkniętego przez życie artysty jest naprawdę straszne, a nie jakieś tam historyjki o żywych trupach czy buncie maszyn.

layers-of-fear-1.jpg

Straszyć trzeba umieć

Layers of Fearw niezwykle wiarygodny sposób oddaje poczucie szaleństwa. Stan, w którym pozornie wszystko jest w porządku, a otoczenie wygląda normalnie. Po otwarciu drzwi natykamy się jednak na ceglaną ścianę. A odwrotu nie ma, bo inne drzwi, którymi weszliśmy do pomieszczenia, zniknęły. Layers of Fear straszy więc w ten najbardziej wyrafinowany sposób – atmosferą zaszczucia i coraz większego obłędu, a nie wyskakującymi z szafy truposzami i innymi tanimi straszakami. W Layers of Fear nie dostaniemy zawału po jakiejś jednej konkretnej scenie, ale po kilkudziesięciometrowej sesji możemy mieć o wiele za wysokie ciśnienie i problemy z zaśnięciem. Niewielu grom udała się taka sztuka, a najbardziej obiecujące z tego typu produkcji, P.T., którym Layersy się zresztą inspirują, zostały skasowane jeszcze przed premierą. Opisywana gra ma więc póki co niewielką konkurencję, stając się punktem odniesienia dla kolejnych już powstających horrorów.

  1. layers-of-fear-10.jpg
  2. layers-of-fear-9.jpg
  1. layers-of-fear-10.jpg
  2. layers-of-fear-9.jpg

Drugą wspólną cechą tego typu produkcji jest fotorealistyczna grafika. Klaustrofobiczne przestrzenie, brak szerokich planów czy skomplikowanej mechaniki pozwalają nawet małej firmie osiągnąć świetną oprawę. Krakowski Bloober Team, twórcy Layers of Fear, są tego najlepszym przykładem. Jakość warstwy wideo cieszy oko, jeszcze lepiej wypadają jednak projekty otoczenia. Dom malarza, w którym toczy się akcja, ulega bowiem coraz większej degradacji. Wiąże się to ze stanem głównego bohatera – w im głębszą wpada paranoję, tym bardziej zdemolowane jest otoczenie. Pomieszczenie, które na początku gry jest schludną pracownią malarską, pod koniec wygląda jak po eksplozji granatu. Powyrywany parkiet, porozlewane farby i rozpuszczalniki. Ubrudzone jaskrawymi kolorami pędzle świetnie kontrastują natomiast ze stonowaną kolorystyką klasycznej willi z przełomu wieków.

layers-of-fear-3.jpg

Dobre aż strach

Layers of Fear to gra, którą można zaklasyfikować do „symulatorów chodzenia”. Pierwszoosobowa perspektywa pozwala wczuć się w bohatera (choć brak animacji rąk przy podstawowych czynnościach wybija z rytmu), a także z bliska przyglądać się otoczeniu. W grze nie ma walki ani typowych dla gier przeciwników. Jeżeli chodzi natomiast o charakterystyczne dla przygodówek zagadki, to jest ich dosłownie kilka na krzyż i żadna nie sprawi raczej nikomu większych problemów. Aż chciałoby się więcej tego typu elementów uatrakcyjniających przemierzanie tajemniczego domostwa. To samo można powiedzieć o czasie gry – 3-4 godziny zabawy nie są wynikiem, za który każdy zechce zapłacić kilkadziesiąt złotych. Z drugiej strony, fabuła gry posiada kilka rozwidleń, warto więc podejść do niej więcej niż raz, wykazując się trochę innym zachowaniem w kluczowych momentach.

  1. layers-of-fear-4.jpg
  2. layers-of-fear-8.jpg
  1. layers-of-fear-4.jpg
  2. layers-of-fear-8.jpg

Nawet jednokrotne przejście daje jednak do myślenia. Artysta, o którym już wspominałem, znalazł dosyć... osobliwą technikę malarską. Fakt ten, połączony ze znajdowanymi w domostwie informacjami, nie pozostawia wątpliwości, że sterujemy osuwającym się w szaleństwo człowiekiem. W wielu grach mieliśmy do czynienia z szaleńcami, żadna tak obrazowo nie pokazywała nam jednak procesu odchodzenia od zmysłów. Omamy wzrokowe i słuchowe, poważne halucynacje, zaburzenia poczucia przestrzeni. Rozgrywka Layers of Fear jest doprawdy niepokojąca, a gdy już się do niej przyzwyczaimy, a coraz większe odstępstwa od normalności coraz mniej nas obchodzą, wracamy do tej normalności, zdając sobie sprawę, jak to wszystko wygląda z zewnątrz. Daje do myślenia.

layers-of-fear-5.jpg

Ze strachem jej do twarzy

Layers of Fear zagwarantuje wieczór pełny grozy. Krótki, ale emocjonujący. O wiele intensywniejszy od Somy, o Alien: Izolacji już nie wspominając. Gry te są świetne, ale wymagają kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu godzin. Layers of Fear zdecydowanie bardziej szanuje nasz czas, oferując o wiele bardziej unikalną historię.

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro