Których płyt słuchać, by się wyciszyć po dniu pełnym wrażeń?

Wakacje i urlopy obfitują w czas pełen nowych, intensywnych doznań, widoków, zabaw i zajęć. Wieczorem wszystkie myśli i wspomnienia – tak urocze i miłe za dnia – przeobrażają się czasem w uporczywy mętlik, który nie pozwala wyciszyć się i zasnąć. Kojące dźwięki muzyki złagodzą stres, pomogą zapanować nad chaosem w głowie i staną się prawdziwym balsamem dla duszy i ciała.

Andrzej Grzechowiak Andrzej Grzechowiak / 28-06-2015

Upojenie zmysłów

Upojenie Anny Marii Jopek to płyta nietuzinkowa, której delikatne nuty i towarzyszący im subtelny głos wokalistki odsyłają w niebyt wszystkie dzienne sprawy. Muzyka wypełnia szczelnie umysł, duszę i zdaje się, że również ciało, które chłonie ją każdą najmniejszą komórką. Artystka ma dar kojenia – jej niedościgniona wrażliwość muzyczna, zwiewny wokal, intonacja i zachowanie pewnej ascezy przeobrażają rzędy nut w czarujące, uspokajające utwory. Zmysły wyciszają się także dzięki odwadze twórców płyty, która pozwoliła im ograniczyć się do korzystania z najprostszych środków. Anna Maria Jopek z wdziękiem posługuje się niewielką skalą i stosunkowo ujednoliconą barwą głosu. Właściwie brak tu tzw. muzycznych ozdobników – cała uroda płyty tkwi w jej prostocie. I ową prostotą wokalistka czaruje odbiorcę już od pierwszego dźwięku. Arkadyjski nastrój, niepozbawiony ładu i równowagi, wprowadza jej kolejna cecha rozpoznawcza – swoista „lekkość” wokalu w wyższych rejestrach i subtelne operowanie glissando.

Gdy wieczór zatrzymuje pęd dnia, warto wsłuchać się w Are You Going With Me?, Cichy zapada zmrok czy tytułowe Upojenie, które tutaj brzmi dużo ciekawiej niż poprzednie wykonanie w duecie z Michałem Żebrowskim. Wystarczy puścić płytę, przymknąć oczy i oddać się rozkoszy dźwięków płynących przez mrok.

Balsamiczny wokal Cohena

Początek płytyDear Heather Leonarda Cohenajest nieco żywszy i wydawać się może, że nadto energiczny jak na utwór, który ma relaksować odbiorcę. Ale po pierwszej, „przebojowej” piosence Go No More A-Rowing powraca Cohen dobrze znany – stary przyjaciel, którego głęboki głos nadaje ton sentymentalnym nutom i wprowadza nastrój łagodnej refleksji. Echa dawnego artysty pobrzmiewają w wielokrotnie powtarzanych motywach, które nagle urywają się i trwają tak chwilę, zawieszone w ciszy. Łagodny śpiew Anjani Thomas i Sharon Robinson dopełnia całości. Jest pięknie. Przychodzi czas na saksofon, który słychać gdzieś z oddali – jakby z głębi przepastnego pomieszczenia – może to sala balowa? Jeśli tak, to już nad ranem, gdy wszystko kończy się, goście rozchodzą, jednak pewien zapalony muzyk gra jeszcze – dla samej urody unoszących się w przestrzeni dźwięków.

To płyta, którą słucha się z przyjemnością wiele razy – zawsze niespiesznie. Tu każdy szczegół ma znaczenie i podlega indywidualnej interpretacji. Dlatego wieczór to pora wręcz wymarzona, by Cohenowskie melorecytacje, wsparte olśniewającymi, kobiecymi wokalami, wypełniły powietrze, w którym zapachy lata igrają z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Lekko smutne utwory utulą do snu, ale przedtem – zachwycą.

Muzyka relaksacyjna – cudowne zwieńczenie dnia

Na muzykę relaksacyjną składa się wiele nagrań, wśród których nie brak ptasich treli i innych dźwięków natury. Zwykle towarzyszą im spokojne i łagodne nuty sączące się z instrumentów. Dzięki nim wyobraźni łatwo przenieść się do miejsc i czasów, z którymi wiążą się miłe wspomnienia, które są duchową enklawą bezpieczeństwa i spokoju. Warto udać się w taką „podróż” tuż przed snem.

Muzyka relaksacyjna używana bywa również podczas medytacji, choć i bez niej poprawia samopoczucie i odpręża. Barwy specjalnie zestawionych dźwięków, które płyną z przyrody lub urządzeń elektronicznych, mają niezwykły dar uspokajania i kojenia zmysłu słuchu. Jeśli za nami naprawdę trudny, długi i nerwowy dzień – można puszczać ją w czasie kąpieli z dodatkiem olejków eterycznych, np. z melisy albo neroli.

Na każdej płycie tego rodzaju usłyszymy stały element – dźwięk gongu, dzwonów lub dzwoneczków. Dlaczego? Ponieważ przywodzą na myśl religijne, nieco senne ceremonie, a te kojarzą się z osiąganiem katharsis i spokoju ducha. Zwykle towarzyszy im muzyka fletu, który sprzyja kontemplacji, zadumie i obcowaniu z samym sobą – słuchaniu swego wnętrza.

Zdarza się, że zamykamy oczy i z rozkoszą wtulamy głowę w miękką poduszkę, a mimo to sen nie nadchodzi. Gdy wyobraźnia płata nam figla i „przypomina” obrazy wszystkich zdarzeń i przeżyć dnia – sięgnijmy na półkę z płytami. Delikatne dźwięki przyniosą ukojenie i przywrócą sercu upragniony spokój. Do szczęścia brak tylko migotliwego światła świec i lampki czerwonego wina, sączonej powoli, najlepiej w towarzystwie ukochanej osoby.

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro