„Księga ryb Williama Goulda” Richard Flanagan – recenzja

„Księga ryb Williama Goulda” Richard Flanagan – recenzja

autor: Aleksandra Urbańczyk, data publikacji: 21-11-2016

Czytelnicy, którzy zachwycili się książkami Flanagana dotychczas opublikowanymi w Polsce („Klaśnięcie jednej dłoni” oraz uhonorowane w 2015 roku Nagrodą Bookera „Ścieżki Północy”) mają właśnie okazję poznać pozycję, która uchodzi za najważniejsze osiągnięcie pisarza.

„Księga ryb Williama Goulda” – to dziennik zesłańca i kronika utopijnego państwa budowanego przez człowieka uwięzionego w swoim szaleństwie. Powieść utkana jest z aluzji do dzieł literackich i Biblii. Utrzymana w duchu surrealizmu, czasem zaskakuje kpiarskim tonem, a niekiedy brutalnym realizmem. Szkatułkowa fabuła, którą precyzyjniej, chociaż niefachowo, określiłabym fabułą cykliczną – wzorowana jest na życiu ludzkim i biegu historii, które (według autora) nie przebiegają liniowo, a raczej odradzają w powtarzających się cyklach, zataczają kręgi, transformują się z jednego w drugie…

Konstrukcja książki

Narratorem opowieści jest Sid Hammet – fałszerz antyków, który przypadkowo natknął się na osobliwy rękopis sporządzony przez byłego więźnia skazanego na dożywocie w kolonii karnej na jednej z tasmańskich wysp. Dzieło pochodzące z początku XIX wieku okazało się na tyle fascynujące, że znalazca nie mógł pogodzić się z jego stratą (rękopis ginie w tajemniczych okolicznościach), więc postanowił odtworzyć wszystko z pamięci. W ten sposób poznajemy historię znalezienia manuskryptu, a później pogrążamy się we wspomnieniach więźnia. Czasem tylko trudno zdecydować, kto jest narratorem – William Gould czy Sid Hammet, który się czasem pod niego podszywa, a niekiedy przemawia głosem komentatora. Czy jednak jest to ważne? Przyjdzie nam przecież jeszcze nie raz zrewidować swoje poglądy, zwłaszcza, gdy przeczytamy króciutkie posłowie…

Kim jest domniemany autor dziennika?

William Buelow Gould jest złodziejaszkiem, który ma talent do popadania w tarapaty i w końcu przybywa na Sarah Island, na której ma odbyć swój absurdalnie wysoki wyrok. Skazaniec posiada plastyczne umiejętności, które zostają zauważone przez przełożonych, dzięki czemu przez lata udaje mu się unikać najcięższych robót. Gould jest zręcznym fałszerzem obrazów (i nie tylko), który nie czuje wyrzutów sumienia. Potrafi dostosować się do każdych warunków, a nawet korzysta z pewnych przywilejów. Wszystko jednak się zmieni, gdy otrzyma zlecenie sporządzenia serii naukowych rysunków przedstawiających lokalne okazy morskich stworzeń i ryb. To wydarzenie odmieni jego życie, stosunek do własnych umiejętności, sztuki i prawdy w niej zawartej, przeobrazi także jego sposób patrzenia na świat. Kto wie? Może także przekształci losy świata, który przecież dla naszego skazańca skurczył się do rozmiarów małej wyspy…

Szyfr ukryty w „Księdze ryb”

Książka Flanagana otwiera szerokie pole do różnorakich interpretacji. To nie tylko biografia i przejmujące wyznanie skazańca, traktat artystyczny, kronika stworzenia utopijnego państwa, historia tyrana, okrutna baśń o kolonizacji Tasmanii i dyskurs dotyczący „świętości” świętych ksiąg… To także pieśń o naturze ludzkiej (ukazująca rolę mitu i siłę wiary), ale również rozważania o naturze przeciwieństw. Autor zwraca uwagę, jak płynną granicą oddzielone są od siebie: życie i śmierć, piękno i brzydota, sztuka i kicz, ideały i szaleństwo, mądrość i fanatyzm, miłość i żądza władzy – i jak łatwo jest je ze sobą pomylić. Flanagan wielokrotnie zmusza do zastanowienia się: kim jest artysta i jaka jest rola pisarza? Przede wszystkim jednak książka ukazuje (a może lepiej powiedzieć: demaskuje) wpływ literatury na historię i światopogląd ludzi.

„Księga ryb Williama Goulda” (w największym uproszczeniu) stanowi wielopiętrową historię kolejnych oszustw, więc nieco niepokojącego wymiaru nabierają liczne aluzje do Biblii. Czy Flanagan jest obrazoburcą? Nie sądzę. Za to z pewnością zmusza do zastanowienia się nad naszymi czytelniczymi wyborami. Pisarz dowodzi, że czytelnik gotów jest płacić jedynie za to, co chce usłyszeć. W tym świetle – literatura jest tylko produktem, którego pożądamy. Książki zaś to: „bajki, w które nie można wierzyć…”. Powieść dostępna jest również w wersji elektronicznej – w formatach EPUB I MOBI.

Źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl