Kot Stefan. Recenzja gry zręcznościowej dla dzieci

Dzieci to szczególnie wymagająca grupa docelowa. Producenci gier planszowych na szczęście doskonale zdają sobie z tego sprawę, bowiem coraz częściej na sklepowych półkach spotkać możemy niebanalne gry, które nie polegają jedynie na rzutach kostką i przesuwaniu pionków po planszy. Czy najnowsza propozycja wydawnictwa Egmont przyciągnie uwagę młodego konsumenta?

Monika Ziarek Monika Ziarek / 04-08-2015

Pamiętacie Toma i Jerry'ego? To amerykański serial animowany opowiadający o konflikcie kota Toma i myszy imieniem Jerry. Gdy przeczytałam opis najnowszej gry wydawnictwa Egmont, od razu skojarzyła mi się ona właśnie z tą bajką. I choć kot Stefan jest pomarańczowy, a nie szaroniebieski jak Tom, to główny motyw gry i bajki jest ten sam – schwytać mysz zanim ta ucieknie do dziury.

Pierwsze wrażenia

Kot Stefan to gra, obok której żadne dziecko nie przejdzie obojętne. Wnętrze pudełka zaskoczy bowiem nie tylko dzieci, ale również i niejednego rodzica, zwłaszcza tych, którzy gry planszowe kojarzą jedynie z popularnym Chińczykiem czy Monopoly. Wykonane z drewna i filcu elementy przypominają bardziej dziecięce zabawki niż komponenty gry. Wszystkie są proste, lekkie, wykonane z niezwykłą dbałością i co ważne, wytrzymałe na uszkodzenia.

Szare myszki wielkości śliwki wykonano z drewna. Każda ma długi ogonek z dość grubego sznurka. Za sznurek pociągamy, aby odciągnąć mysz od kota. Miałam początkowo obawy, czy w ferworze emocji sznurek się przypadkiem nie urwie, więc przetestowałam go, kilkakrotnie mocno pociągając za koniec i muszę przyznać, że nic się nie stało.

kot_stefan__2_.jpg

Kot Stefan to odwrócony dnem do góry, drewniany kubek z zabawnymi filcowymi uszami i niezwykle sympatyczną minką. Gracz, który jest kotem poluje na myszy, stawiając kubek na serze w taki sposób, aby jak najwięcej myszy znalazło się pod kubeczkiem. Wykonany z filcu ser to z kolei podkładka, na której układać będziemy myszy. Moim zdaniem to doskonałe rozwiązanie, gdyż filc jest znacznie bardziej odporny na zniszczenia niż tektura. Jak wiadomo wytrzymałość materiału w przypadku gier dla dzieci jest niezwykle istotna.

kot_stefan__3_.jpg

W pudełku znajdziemy również typowe elementy gier planszowych – kostkę do gry oraz karty. Z tą jednak różnicą, że na kostce nie ma tradycyjnych oczek, a nawet cyfr, umieszczono na niej rysunki przedstawiające myszy oraz kota. Co ciekawe, kostka jest również nieco większa od typowych kostek do gry, dzięki czemu dzieciom łatwiej złapać ją w rękę. Karty do gry wykonano z dość sztywnej i lakierowanej tektury. Nie służą one jednak do głównej rozgrywki, lecz stanowią swoisty przelicznik punktów. Nie musimy się więc obawiać, że w ferworze emocji ulegną one zniszczeniu.

kot_stefan__4_.jpg

Warto jeszcze wspomnieć co nieco o opakowaniu. Tak grubej tektury, jak w tym przypadku dawno nie widziałam. Pudełko jest niezwykle solidne, za co producentowi należy się uznanie. Szkoda jednak, że w większości wypełnione jest powietrzem. Te kilka elementów można było umieścić w mniejszym opakowaniu bądź dołączyć do gry w poręcznym woreczku, który ułatwiłby przechowywanie wszystkich komponentów. Obecne wydanie sprawi, że rodzice dzieci, którzy cierpią na brak miejsca na regale mogą być nieco rozczarowani.

Zasady gry

Kot Stefan to gra zręcznościowa przeznaczona dla dzieci powyżej 4 roku życia. Dolna granica wieku sugeruje nam, że zasady gry nie będą raczej zbytnio skomplikowane. I tak jest w rzeczywistości. To jednak nie znaczy, że gra nie sprawia frajdy również dorosłym. Grając z dziećmi, możemy bawić się równie dobrze jak oni.

Na początku rozgrywki każdy gracz otrzymuje 1 drewnianą mysz oraz 4 karty. Myszy jest zawsze o jedną mniej niż uczestników gry, bowiem gryzoń należący do osoby, która jest w danej rundzie kotem nie bierze udziału w zabawie. W pierwszej rundzie kubek kota otrzymuje najmłodszy uczestnik gry. Pozostali gracze kładą swoje myszy na serze i trzymają je za ogonki.

Gracz, który jest kotem bierze do jednej ręki kubek, drugą zaś rzuca kostką. Na kostce może wypaść mysz, wtedy nic się nie dzieje lub kot, wtedy gracz trzymający kubek kota stara się przykryć nim jak największą liczbę myszy. Pozostali gracze muszą z kolei jak najszybciej pociągnąć za sznurek i zabrać swoją mysz z sera. Osoba, której mysz została schwytana musi oddać graczowi będącemu kotem jedną ze swych kart. Następnie wszystkie myszy wracają na serek, rozpoczyna się kolejna runda, w której kotem pozostaje nadal ta sama osoba.

Jeśli jednak sprytnym myszkom uda się uciec, gracz przekazuje kubek osobie siedzącej po jego lewej stronie, a sam staje się myszą. Ale uwaga! Jeśli któryś z graczy się pomyli, np. gracz będący kotem postawi kubek na serze, gdy na kostce wypadnie mysz albo któryś z graczy zabierze swoją mysz z sera, mimo że na kostce widnieje mysz, a nie kot, musi on odłożyć jedną ze swych kart do pudełka.

kot_stefan__5_.jpg

Gra toczy się tak długo, aż któryś z graczy straci wszystkie swoje karty. Wygrywa osoba z największą ilością kart.

Wrażenia

Proste? Oczywiście. Zasady są na tyle łatwe, że grać możemy nawet z trzylatkiem. Jedynym problemem, z którym nie zawsze radzą sobie dzieci jest konieczność wykonywania dwóch czynności na raz – trzymania w jednej ręce kubka kota i turlania kostki drugą. Zwykle wygląda to tak, że maluchy kostkę trzymają w prawej dłoni (te praworęczne rzecz jasna), a kota w lewej. Przez co złapanie myszy jest po prostu utrudnione. W instrukcji znajdziemy jednak kilka modyfikacji, które warto zastosować, grając z najmłodszymi dziećmi. Autorzy sugerują np., aby dzieci trzymały kubek kota bezpośrednio nad serem, najlepiej w odległości ok. 20 cm. Możemy również wprowadzić zasadę, że kostką rzuca zawsze jedna osoba, niezależnie od tego, kto akurat jest kotem. W związku z tym, że często zdarza się tak, że przez dłuższy czas rozgrywki kotem jest jedna osoba i zanim inni gracze otrzymają kubek, gra się kończy, warto wprowadzić dodatkowe kolejki, by każdy gracz mógł być kotem przynajmniej raz. Grając ze starszymi dziećmi, możemy podnieść nieco poprzeczkę i spróbować sterować dwiema myszkami na raz.

Choć jak wspomniałam na początku większość znajdujących się w pudełku elementów do typowych komponentów gier planszowych nie należy, to cieszę się, że w grze nie zabrakło kart oraz kostki, które stanowią doskonałe wprowadzenie do świata gier planszowych. Dzieci uczą się rzucać kostką oraz łączyć dany wynik rzutu z określonym działaniem, przekonują się, że nie zawsze mają wpływ na to, co dzieje się w grze, gdyż oparta jest ona w znacznym stopniu o czynnik losowy. Wreszcie, co niezwykle ważne w grach planszowych, dzieci uczą się radzić sobie z porażką. Wiadomo bowiem nie od dziś, że najmłodszym graczom znacznie lepiej się wygrywa niż przegrywa.

Kot Stefan to przede wszystkim doskonały trening zręczności i koncentracji. Gra wywołuje niezwykłe emocje, wybuchy śmiechu i krzyki. Obserwowanie turlającej się kostki i wyczekiwanie na wynik losowania sprawia, że emocje sięgają zenitu. Wiele dzieci nie wytrzymuje napięcia i zabiera swoje myszy zbyt wcześnie, przez co traci cenne punkty. Jednak co najważniejsze, maluchom łapanie myszy i uciekanie przed kotem naprawdę się podoba. Rzadko kiedy zabawa kończy się zaraz po pierwszej rozgrywce. Zwykle dzieci chcą grać ponownie, a potem kolejny raz i jeszcze jeden...

W związku z tym jednak, że to przede wszystkim gra na refleks, zabawa najlepiej sprawdza się w gronie osób w tym samym wieku. Niestety nie jest to gra rodzinna. Dzieci (zwłaszcza małe) nie mają szans w starciu z rodzicami. Za to dorośli, grając sami, bawią się jak dzieci.

Największym rozczarowaniem jest minimalna liczba graczy – 3 osoby (jeden kot i dwie myszy). Jeśli uprzecie się tak, jak moja córka, możecie co prawda spróbować zagrać w dwie osoby, lecz co to za frajda, gdy jedna osoba łapie, a druga ucieka. Jeśli więc macie w domu tylko jedno dziecko w wieku przedszkolnym może być problem, bo w Kota Stefana zagracie tylko wtedy, gdy wszyscy członkowie rodziny będą w domu, posiadając czas i chęć do gry. W rodzinach wielodzietnych czy w przedszkolach gra sprawdzi się znacznie lepiej, bo choć przy 3 osobach śmiechu jest co nie miara, to w składzie 5 lub 6-osobowym gra się jeszcze lepiej.

Podsumowanie

Kot Stefan to świetna propozycja dla najmłodszych graczy. Piękne ilustracje, zabawne postaci, niebanalny pomysł i niezwykłe emocje wzbudzą zainteresowanie nawet wśród najbardziej wymagających, małych konsumentów. Niestety cena gry jest dość wysoka. W sklepach kosztuje ona ok. 70 zł. Warto więc szukać ofert promocyjnych na Allegro.

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro