Kalamburka Małgorzata Musierowicz – recenzja

Kalamburka Małgorzata Musierowicz – recenzja

Nie sposób wyobrazić sobie kultowej Jeżycjady bez tej postaci. Obecna na łamach powieści Małgorzaty Musierowicz od samego początku, Mila – sympatyczna i energiczna Mama Borejko – zawsze znajdowała się raczej w cieniu przygód swoich córek i wnuczek. W czternastym tomie jeżyckiej epopei wreszcie staje się postacią pierwszoplanową.

Katarzyna Lipska Katarzyna Lipska / 23-06-2015

Tajemnice Mili Borejko

Pierwszy tom Jeżycjady – Szósta klepka – ukazał się w roku 1977. Kalamburka, o której będzie mowa w tym artykule – w 2001. Oznacza to, że Mama Borejko przez niemal ćwierć wieku była w powieściach Małgorzaty Musierowicz postacią tylko drugoplanową... i dość tajemniczą. W gruncie rzeczy niewiele było wiadomo o Mili Borejko poza pewnymi wyraźnymi rysami charakteru, które autorka konsekwentnie nadawała jej w swoich kolejnych książkach. Mądra, dobra, ciepła i pogodna poznanianka w średnim wieku (oczywiście w miarę upływu lat coraz starsza), żona nieco nieżyciowego filologa klasycznego, Ignacego Borejki, matka czterech pięknych i inteligentnych córek, którym niestrudzenie przychodzi z odsieczą w najtrudniejszych życiowych zawirowaniach, wreszcie – troskliwa babcia gromadki wnucząt. Kobieta, która odebrała solidne wykształcenie, ale w życiu głównie poświęca się domowi... i właściwie to wszystko. Czyżby?

Pierwsza z tajemnic Mamy Borejkowej ukryta została już w tytule czternastej części Jeżycjady. W tajemniczo brzmiącym słowie Kalamburka kryje się bowiem pseudonim utalentowanego i rozchwytywanego dramaturga, specjalisty od brawurowych jednoaktówek – Kala Amburki. Co ma z nim wspólnego nasza bohaterka? Otóż – wszystko. Kal Amburka i Mila Borejko to ta sama osoba! Jak to się stało, jak to możliwe, dlaczego więc nikt nic o tym nie wie? Wszystkiego zdradzić tu nie można – zepsułoby to całkowicie przyjemność lektury...

Jeżycjada staje na głowie

Kolejne nieznane dotąd fakty z życia Melanii Borejko czytelnik odkrywa stopniowo, zagłębiając się w lekturze i... coraz dalej przenosząc się w czasie. Narracja Kalamburki jest bowiem zupełnie inna niż wszystkich wcześniejszych i późniejszych jeżycjadowych książek. Można by chyba nawet powiedzieć – lekko awangardowa, bo Musierowicz stosuje tu odwróconą chronologię. Wydarzenia zamiast biec tradycyjnie, liniowo do przodu, uporządkowane są od najpóźniejszego do najwcześniejszego, a więc – cofamy się. Wszystko zaczyna się 31 grudnia 2000 roku, kończy – dokładnie 65 lat wcześniej, w dniu urodzin Mamy Borejko. Pod względem formalnym to zdecydowanie najciekawsza powieść Małgorzaty Musierowicz.

Wędrujemy więc na wstecznym biegu przez burzliwy wiek XX, zatrzymując się przy wydarzeniach ważnych i przełomowych dla rodu Borejków. Dowiadujemy się między innymi, w jakich okolicznościach poznali się Mila i Ignacy – jak się okaże, nie od razu było różowo... Autorka dociera w końcu wczesnej młodości i dzieciństwa Mili, niejako wyjaśniając i motywując jej późniejsze cechy charakteru. Jedną z centralnych postaci książki jest Gizela Kalemba – twarda, pracowita kobieta o złotym sercu, która zajęła się małą Melanią po śmierci jej rodziców. Im bliżej do końca powieści, tym więcej miejsca poświęca się tej bohaterce – jej rozterkom, trudnym wyborom i poświęceniom.

Mały realizm

Największą wartością Kalamburki jest jednak, jak się wydaje, coś innego. Musierowicz nie ogranicza się tylko do budowania historii rodziny Borejków: jej losy, osadzone przecież w bardzo konkretnej historycznej czasoprzestrzeni, są pretekstem do szerszego spojrzenia na realia życia Polaków – a konkretniej, poznaniaków – w drugiej połowie XX wieku. Na kartach powieści pojawia się nauczycielka historii, represjonowana za poruszanie tematu powstania styczniowego, Poznański Czerwiec '56 i strajki w Zakładach Cegielskiego czy pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Musierowiczskręca więc lekko w stronę prozy wspomnieniowej, co wychodzi jej całkiem udanie.

Odbiorcami Kalamburki mają być z pewnością przede wszystkim wielbiciele całej serii Jeżycjada. Dzięki niebanalnym rozwiązaniom formalnym i szerokiej perspektywie ukazywania zdarzeń można ją też jednak z powodzeniem czytać w oderwaniu od pozostałych tomów tej sagi. Choć niewątpliwie warto zapoznać się ze wszystkimi częściami jeżyckiej epopei – dziś to już 20 książek. Kolejna, o uroczo brzmiącym roboczym tytule – Feblik – w przygotowaniu.

Zobacz także inne książki Małgorzaty Musierowicz.

Źródło książki: musierowicz.com.pl

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro