„I odpuść nam nasze…” Janusz Leon Wiśniewski – recenzja

„I odpuść nam nasze…” Janusz Leon Wiśniewski – recenzja

Ta zbrodnia wstrząsnęła Polską. W październiku 1991 roku na parkingu w pobliżu krakowskiego Teatru STU od strzałów z broni palnej zginął Andrzej Zaucha, wokalista, instrumentalista, kabareciarz i aktor. Jego utwory „Byłaś serca biciem” czy „C’est la vie – Paryż z pocztówki” w tamtych czasach nucili chyba wszyscy.

Anna Rychlicka-Karbowska Anna Rychlicka-Karbowska / 23-11-2015

Janusz Leon Wiśniewski wziął na tapet wspomniane zabójstwo i tak powstała powieść dokumentalna „I odpuść nam nasze…”. Książka wchodzi w skład cyklu Na F/AKTACH, zawierającego powieści spod znaku true crime, tworzonego przez pisarzy zaproszonych do współpracy przez młode wydawnictwo Od Deski Do Deski.

Śmierć barda

Nazywał go drwiąco bardem. Zabił z zazdrości. Andrzej Zaucha spotykał się z jego żoną. Ona także zginęła tamtego feralnego październikowego dnia. Zuzanna Leśniak przyjęła kulę, która nie była przeznaczona dla niej. Jej morderca nigdy się z tym nie pogodził. Nie chciał jej zabić, całą swoją złość skierował na jej kochanka. Morderca zgłosił się na policję, odsiedział wyrok, wyszedł na wolność. Janusz Leon Wiśniewski w powieści dokumentalnej„I odpuść nam nasze…” opisuje jego historię, opowiadając o tym, jak doszło do zbrodni, jak wyglądała rzeczywistość zabójcy za kratami i jak potoczyły się jego losy po wyjściu na wolność. Czy można ułożyć sobie życie z piętnem mordercy i świadomością, że przez przypadek zabiło się ukochaną osobę?

Morderca, który wzbudza litość

Do pisania o morderstwie Andrzeja Zauchy autor przygotował się, wertując dokumenty, a także rozmawiając z zabójcą. Mimo tak ciężkiej tematyki Janusz Leon Wiśniewski nie zrezygnował z języka nieco sentymentalnego, pełnego emocji i głębokich opisów. Być może ten właśnie zabieg wpływa na to, że choć potworność czynu mordercy jest niezaprzeczalna, jego postać momentami wzbudza litość. Zraniony, oszukany, zdradzony przez kobietę, którą kochał całym sercem, posunął się do rozwiązania ostatecznego. Nic nie usprawiedliwi takiego postępowania, ale sposób, w jaki autor opowiada o swym bohaterze, sprawia, że widzimy go jako człowieka słabego, wzbudzającego współczucie.

Mistrz dygresji

Choć „I odpuść nam nasze…” jest przede wszystkim opowieścią o mordercy Andrzeja Zauchy, Janusz Leon Wiśniewski wykorzystuje tę historię nie tylko po to, by opowiedzieć o miłości, zazdrości i zabójstwie, ale nie stroni od opisów rzeczywistości początku lat 90. ubiegłego wieku. Sięga do wspomnień z czasów PRL-u, opisuje również czasy współczesne bohaterom. Niekiedy dość daleko odchodzi od tematu przewodniego, co niektórym czytelnikom może nieco przeszkadzać. Pozostali będą zachwyceni panoramą życia w ówczesnej Polsce, bogactwem emocji i szczegółowością opisów.Najnowsza powieść Janusza Leona Wiśniewskiego pokazuje historię morderstwa Andrzeja Zauchy z nieco innej perspektywy niż ta, którą serwowały w tamtym czasie media, i ta, którą żyli wielbiciele talentu wokalisty. Autor pokazał swojego bohatera w trzech różnych momentach jego życia, gdy ten miotał się z zazdrości, gdy przebywał w więzieniu (brawa dla pisarza za doskonałe wprowadzenie gwary więziennej!) oraz gdy poznał kobietę, z którą miał szansę na nowe życie. Po raz kolejny w serii Na F/Aktach ukazała się powieść warta uwagi.

Źródło okładki: www.oddeskidodeski.eu
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro