„Feminist fight club” Jessica Bennett – recenzja

„Feminist fight club” Jessica Bennett – recenzja

To nie jest powieść, nie dajcie się zwieść. Ta pozycja również nie wpisuje się w klasykę gatunku znanego jako poradniki. To jest w sumie bardziej przewodnik po świecie, w którym słowo „człowiek” jest zarezerwowane tylko dla mężczyzn, a kobieta ma się uśmiechać i być miła.

udostępnij

Katarzyna SawickaKatarzyna Sawicka / 07-04-2019

Czyli w zasadzie po naszym codziennym, bardzo rzeczywistym i bardzo niełatwym świecie, drogie panie, kobiety, koleżanki.

Weź tę książkę do ręki!

W momencie gdy do mnie dotarło, ile dobra niesie ze sobą „Feminist fight club” Jessiki Bennett, natychmiast zrobiłam zdjęcie okładce i wysłałam do wszystkich znajomych kobiet. Zgodnie z zasadą, żeby dzielić się z kobietami wszelkim dobrem, żeby wspierać się nawzajem i żeby pokazywać sobie wszelkie możliwe ścieżki dla poprawy naszej sytuacji. To, że nadal nie jest ona łatwa, potwierdza właśnie ta książka, choć wszyscy oponenci feministek uważają, że przecież już wywalczyłyśmy równouprawnienie. Otóż nie. I są na to dowody, nie emocje, o co lubi się oskarżać kobiety.

Punktem wyjścia jest frustracja i potrzeba znalezienia oparcia w trudnej sytuacji. Autorka książki miała dość, wiele innych kobiet miało również dość. Tego, że w pracy traktowano je mimo wyższych kwalifikacji jak sekretarki, asystentki, ograniczano dostęp do awansu, wysługiwano się i dyskredytowano przy każdej możliwej okazji. Tak oto powstał feminist fight club, zupełnie nieformalny, jak najbardziej obarczony ciężarem emocji i determinacji, by zawalczyć o siebie i zmienić wreszcie rzeczywistość, w której to kobiecie można przerywać, dawać mniejszą pensję i traktować jak głupie, ale urocze stworzonko. Powiedziały zgodnie: dość tego! I podzieliły się tym właśnie z resztą kobiecej populacji za sprawą tej fenomenalnej książki.

Feminist fight club

Czym jest tytułowy klub? To miejsce bezpiecznego azylu dla kobiet. To każde mieszkanie, bar czy dowolna przestrzeń, w której się spotkacie i będziecie się wspierały, wspólnie szukały rozwiązań i dawały sobie poczucie siły kobiecej więzi. Członkostwo jest dożywotnie, obowiązki bardzo ważne: wspierać inne kobiety, cel: sprawić, żeby kobiety pełniły takie same zadania, obejmowały takie same stanowiska i ważne funkcje państwowe jak mężczyźni. Jak tego dokonać? O tym właśnie mówi zasadnicza część książki.

„Feminist fight club” składa się z sześciu części, a każda z nich to osobny temat związany z dyskryminacją kobiet. Poznanie i sposoby radzenia sobie z wrogiem – czyli męskim, choć to warto dodać, że nie zawsze męskim, seksistą – to część pierwsza. Kolejna to poznawanie samej siebie, a dokładnie tego, jak wychowanie w kulturze patriarchalnej wpłynęło na to, jakie de facto jesteśmy. Na przykład mówimy ciszej, rzadziej się udzielamy, jaką przyjmujemy postawę podczas rozmów i wreszcie – jak same zaniżamy swoją ocenę przez pryzmat tego, jak nas dotąd traktowało otoczenie. Ta wiedza uzbraja nas w siłę, pozwala spojrzeć na siebie z boku i wreszcie – zrozumieć, co i jak możemy zmienić.

W drodze do równouprawnienia

W tej drodze do równouprawnienia warto zdać sobie sprawę z tego, że wszyscy jesteśmy po trosze seksistami, że oczywiście nie każdy mężczyzna traktuje kobiety jak służące i że przede wszystkim musimy działać uparcie i konsekwentnie. Dlatego w kolejnych częściach „Feminist fight club” autorka opowiada o tym, w jaki sposób zawalczyć o siebie, jak rozmawiać z osobami, które nas dyskryminują, jakie postawy przyjmować, a nawet jak ćwiczyć różne triki, odpowiedzi na konkretne zaczepki czy sposoby negocjowania z szefem o podwyżkę. Summa summarum dzieli się z nami swoim doświadczeniem, z którego każda z nas może wydobyć, w zależności od tego, na jakim etapie życia jest, najważniejsze dla siebie przesłanie i realne wskazówki do poprawienia swojej sytuacji.

A to wszystko okraszone jest zabawnymi ilustracjami, lekkim językiem, ćwiczeniami, bardzo osobistymi refleksjami, w których można odnaleźć własne doświadczenia i wreszcie poczucie, że nie jesteśmy ani nienormalne, ani się nie czepiamy, ani co najważniejsze: nie jesteśmy same. To dopiero początek roku, a już właściwie mogę powiedzieć, że jest to najważniejsza książka w 2019. Czytajcie, dzielcie się, przekazujcie dalej i rośnijcie w siłę!

Źródło okładki: gwfoksal.pl

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro