„Farma” Joanne Ramos – recenzja

„Farma” Joanne Ramos – recenzja

Wszystko jest na sprzedaż. Młodość, narządy wewnętrzne, godność, wolność. W zasadzie nie ma takiego towaru, na który nie istniałoby zapotrzebowanie. Popyt i podaż. Ekonomia codzienności. Ile mogę dziś sprzedać z siebie, swojego życia, czasu, tego wszystkiego, co mogłabym zaoferować swojej rodzinie, spędzając kolejne godziny w pracy?

udostępnij

Katarzyna SawickaKatarzyna Sawicka / 06-09-2019

Ocena użytkowników Allegro

zamknij

Smutna konkluzja. Smutna jest również prawda, jaka wyziera z kart „Farmy” Joanne Ramos.

Wielopokoleniowe błędne koło

Jane i Ate pochodzą z Filipin, obie są imigrantkami, dlatego opiekują się sobą nawzajem, starając się przetrwać w świecie, w którym nie do końca mają prawo przebywać. W zasadzie to starsza, bardziej doświadczona i rozsądna Ate opiekuje się nieśmiałą Jane. Ate wie, jak działa ten świat, wie, że życie wymaga od człowieka poświęceń. Dlatego nie waha się pracować ciężko i inwestować w swoją przyszłość.

Kobiet podobnych do Ate, takich, które zostawiły swoje dzieci, by wyemigrować i pracować na ich utrzymanie, a w efekcie w ogóle nie mieć relacji i więzi ze swoimi dziećmi, jest w otoczeniu obydwu bohaterek wiele. Sama Jane jako dziecko również została porzucona przez matkę. Ate komunikuje się ze swoimi dziećmi tylko zaocznie, jest zbyt zajęta wychowywaniem niemowląt swoich klientów. Splot wydarzeń spowoduje, że także Jane pozostawi swoją małą córeczkę Amalię pod opieką Ate i podejmie się zadania… Cóż, intratnego, w luksusowym ośrodku, a jednak… Zdecydowanie ponad jej siły.

Farma

Mae Yu jest kobietą doskonałą. Praktyczna, wielozadaniowa, błyskotliwa, prawdziwa businesswoman. Wie, jak kierować ludźmi, wie, jak rozmawiać, żeby osiągnąć swoje cele. To ona w zasadzie zainicjowała powstanie ośrodka i ona kontroluje całość tego projektu tak, aby wszystko działało idealnie. W zasadzie jej pomysł nie był niczym nowym. Surogactwo działa od wieków. Złociste Dęby to jedynie ulepszona i luksusowa wersja takiego rozwiązania. Rozwiązania dla wszystkich, którzy sami nie mogą mieć dzieci. Albo nie mają czasu…

W każdym razie panna Yu, jak zwracają się do niej Żywicielki, wie, jak sprzedać swój towar, jak rozmawiać z Klientami. W jej duszy nie istnieją inne określenia na to, co robi. Realizuje projekt. A w tym procesie słowa człowiek, dziecko, uczucia są poza obszarem jej przemyśleń. Ważne, żeby budżet się zgadzał, zysk był większy, a jej premia wystarczająco zacna, by mogła urządzić wystawne wesele. To, że Złociste Dęby są w zasadzie więzieniem, Żywicielki surogatkami, które się okłamuje, a Klienci znudzonymi bogaczami, dla których kupienie dziecka nie jest niczym nienormalnym, nie ma tutaj żadnego znaczenia.

Wszystko jest na sprzedaż

„Farma” to powieść wielogłosowa i wielowarstwowa. Narracja jest prowadzona z kilku perspektyw, dzięki czemu poznajemy szerokie spektrum działania luksusowego ośrodka Złociste Dęby, ale również sytuacji każdej z kobiet. Zarówno tych, które zostają surogatkami, głównej prowadzącej projekt, jak i tej, która poszukuje kolejnych surogatek. To jest ten najważniejszy wątek w powieści. O tym, że ciało kobiety, jej zdrowie, dobrobyt i godność są na sprzedaż. Że dziecko jest na sprzedaż. Że nieudany, nawet jeśli szesnastotygodniowy, płód jest do śmietnika. Bo dziecko musi być IDEALNE.

A w tym wszystkim, w drugiej i równie ważnej warstwie jest jeszcze los imigrantów, biednych i niewykształconych ludzi, którzy dla utrzymania siebie i swoich rodzin naprawdę muszą zrezygnować ze swojej godności i szczęścia. I jak to prostą drogą prowadzi do wyzysku. Trudna, mocna, ale być może będąca kubłem zimnej wody na współczesny konsumpcjonizm. Być może jej słowa dotrą do nas wszystkich i pozwolą zapobiec powstawaniu takich miejsc jak Złociste Dęby? Chciałabym w to wierzyć. Dlatego zachęcam do lektury. Do przemyśleń. Do dzielenia się tą książką. Koniecznie przeczytajcie „Farmę”!

Źródło okładki: otwarte.eu

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro