„Everest. Na pewną śmierć” Beck Weathers – recenzja

„Everest. Na pewną śmierć” Beck Weathers – recenzja

Wysokie góry i próby ich zdobycia silnie działają na wyobraźnię. Książki o udanych – lub nie – próbach wejścia na ośmiotysięczniki wciąż znajdują czytelników. Największe katastrofy i najtragiczniejsze wydarzenia są opisywane przez wiele osób. Opowieść Becka Weathersa jest taką właśnie relacją.

Paulina Surniak Paulina Surniak / 27-11-2015

W maju 1996 roku na zboczach najwyższej góry świata rozegrała się tragedia, którą mało co przewyższało pod względem tragizmu. Piękna pogoda skusiła wielu wspinaczy, którzy postanowili w tym dniu właśnie spróbować zdobyć szczyt. Jednak nieszczęśliwy splot wydarzeń, a przede wszystkim nagła, wyjątkowo gwałtowna burza śnieżna, doprowadziły do śmierci dwunastu osób. Doświadczenia ludzi, którzy przeżyli, zostały opisane w wielu książkach, a także stały się kanwą filmu. Historia Becka Weathersa jest jednak w pewien sposób wyjątkowa.

Cudowne ocalenie

Przede wszystkim bowiem autor książki był już praktycznie martwy. Nie zdołał wejść na szczyt wymarzonej góry. Dotknęła go ślepota, a wskutek nieporozumienia, lekkomyślności lub też zwykłej pomyłki nie zszedł od razu do obozu, lecz czekał na kierownika wyprawy gdzieś na zboczach Everestu. Kiedy zaczęła się burza, był właściwie bez szans. Był bliski śmierci, a kiedy koledzy szukający ocalałych członków swoich wypraw odnaleźli Becka, stwierdzili, że nie ma szans na to, żeby go uratować. Weathers został w śniegu, by tam umrzeć.Niezbadane są jednak wyroki losu – Beck przetrwał noc w śnieżycy i obudził się kolejnego dnia, straszliwie poodmrażany, wciąż niedowidzący i wyczerpany. Dotarł jednak o własnych siłach do obozu, gdzie ponownie został zostawiony bez pomocy, jako że wspinacze wciąż nie wierzyli w to, że przeżyje. Cóż, książka jego autorstwa jest dowodem, jak bardzo się mylili.

Co było potem

W tej samej wyprawie brał udział zawodowy dziennikarz, który również ocalał, i to jego relacja okazała się prawdziwym wydawniczym hitem. Jon Krakauer, bo o nim mowa, opisał swoją wersję wydarzeń w książce „Wszystko za Everest” (recenzja). Jednak po książkę Becka Weathersa także warto sięgnąć, przede wszystkim dlatego że prezentuje ona dość nietypowy punkt widzenia. Dla autora ciekawsze jest bowiem to, co doprowadziło go na Everest, a przede wszystkim to, co stało się później. Nie poświęcamy temu zwykle zbyt wiele uwagi. Wspinacz wraca z gór i zakładamy, że teraz on i jego rodzina żyją długo i szczęśliwie. A przecież to doświadczenie nie może pozostać bez wpływu na losy ludzi, którzy przeżywali straszne chwile, martwiąc się o męża, syna lub ojca. Czy himalaizm nie jest swego rodzaju aktem egoizmu?Weathers uczciwie opowiada o tym, jak jego pasja niemalże doprowadziła do rozpadu jego małżeństwa. W tej części książki mniej jest może dramatycznych zwrotów akcji, które charakteryzują opowieści o wspinaczce, ale sporo za to mądrych refleksji. Warto przeczytać, choćby po to, by słuchając o zimowych próbach zdobywania szczytów, pamiętać także o tych, którzy zostają w domach i przeżywają dramat, martwiąc się o swoich najbliższych.„Everest. Na pewną śmierć” to ważna książka o tym, jak funkcjonuje się na wysokiej górze, i o tym, jak żyć, kiedy się z niej zejdzie. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej (formaty EPUB i MOBI) za ok. 27 zł.

Źródło okładki: www.wydawnictwoagora.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro