Dziecko piątku Małgorzata Musierowicz – recenzja

Dziecko piątku Małgorzata Musierowicz – recenzja

Sielskie wakacje, babcina kuchnia, skomplikowane, ale przecież jakże w gruncie rzeczy proste relacje międzyludzkie – jednym słowem, materiał na idealną książkę na wakacje. Z takiej tkaniny doskonale wykroiła Małgorzata Musierowicz jeden z najbardziej udanych tomów swojej kultowej Jeżycjady.

Katarzyna Lipska Katarzyna Lipska / 23-06-2015

Beztroski (?) klimat wakacji

Chodzi, rzecz jasna, o Dziecko piątku. Książka ta, wydana w 1993 r., jest zapewne starsza od wielu swoich czytelniczek, a wydaje się, że ani trochę nie straciła na aktualności. Bo czy sielskie wakacje na wsi, w smaku przypominające jagody jedzone prosto z krzaczka zmieszane ze słodkim, ciepłym ciastem rabarbarowym upieczonym przez troskliwą babcię, mogą się kiedykolwiek przeterminować?

Spokojna, niemal bajkowa atmosfera polskiej prowincji początku lat 90., choć bardzo wyraźnie obecna w książce, skontrastowana zostaje z bolesnymi i skomplikowanymi perypetiami bohaterów. Aurelię Jedwabińską (wiernym czytelniczkom i czytelnikom Małgorzaty Musierowicz znaną z wcześniejszego Opium w rosole jako Genowefa Bombke vel Pompke) obserwujemy bowiem w momencie bardzo dla niej trudnym – niedługo po śmierci jej ukochanej mamusi. Wrażliwa i delikatna nastolatka, wychowywana tylko przez matkę i wyraźnie przytłoczona tragedią, jaka ją spotkała, bezskutecznie próbuje zadomowić się w domu swojego ojca i jego nowej rodziny. Jakby tego było mało, jest nieszczęśliwie zakochana w dużo od siebie starszym Maćku, mężu swojej przyjaciółki Kreski. Jak nietrudno się domyślić, przez to niefortunnie ulokowane uczucie dręczy ją poczucie winy...

Wsi spokojna, wsi wesoła...

Spontaniczny i niespodziewany wyjazd do Pobiedzisk, do niewidzianej od lat i prawie nieznanej babci, mamy ojca, odmieni w życiu Aurelii wiele. Oczywiście, niebagatelną rolę w tej odmianie odegrają dwaj mili i urodziwi młodzieńcy – pasjonat teatru Konrad oraz Artur, nie bez powodu nazywany Gburkiem. Orelka – jak główną bohaterkę nazywa babcia, z którą połączy ją silna więź – w sielskich, pogodnych Pobiedziskach nauczy się na nowo dostrzegać radość życia w jego okruchach. A kto wie, może też odnajdzie miłość swojego życia?

Dziecko piątku to jednak przede wszystkim powieść o sile rodziny, która jest lekiem na całe zło i z którą człowiekowi niestraszne okazują się nawet najgorsze życiowe burze. Mimo że na pierwszym planie niewątpliwie znajduje się Aurelia, wiele miejsca – jak zwykle – poświęca się też pogodnemu i nieco zakręconemu klanowi Borejków. Kto czytał którąś z pozostałych części Jeżycjady, wie doskonale, że służyć mogą oni za wzór familijnego szczęścia. Tymczasem szykują się u nich spore zmiany... Jakie? Tego ze względu na radość z lektury przyszłych czytelników zdradzić nie wypada – pewien element zaskoczenia pozostać musi.

Ciepła i mądra powieść

Poza fantastyczną umiejętnością opisu krajobrazów okolic Poznania oraz budowania niepowtarzalnego klimatu, Małgorzata Musierowicz ujawnia też w Dziecku piątku skłonność do trafnych, aforystycznych sformułowań, które mogą doskonale funkcjonować poza książką. Najlepszym przykładem wydaje się następujący fragment: „Dojść do siebie. To bardzo mądre określenie. Dojść – to słowo zawiera w sobie obraz drogi. A droga zawiera w sobie czas. To musi trwać. Musi minąć pewien czas – w ruchu. Nie wolno stać w miejscu. Trzeba iść. Naprzód”. Podobnych fragmentów znaleźć można więcej, ale bez obaw – z pewnością też nie jest to nachalny dydaktyzm. Prosta książka dla młodzieży okazuje się w gruncie rzeczy mądrą, ciepłą opowieścią podnoszącą na duchu i nierzadko wskazującą czytelnikowi słuszną drogę czy rozwiązanie problemów.

Na samym początku tego artykułu sformułowana została teza, że Dziecko piątku idealnie sprawdza się jako lektura wakacyjna. Umiejscowienie akcji w słonecznych plenerach Wielkopolski na przełomie czerwca i lipca, odwołujące się do dziecięcych doświadczeń słodkie wakacje u babci, miłosny wątek z happy endem... Wszystko to sprawia, że książka ta mimowolnie łączy się z latem, urlopem, a najlepiej przyswaja się jej treści, niespiesznie bujając się w hamaku i popijając chłodną wodę z plasterkiem ogórka. Czytana o innych porach roku może jednak nabrać nowych znaczeń. Niezawodnie też sprawi, że nasze myśli pożeglują w kierunku ciepłych dni czerwcowych... Przyjemna, ale i rozleniwiająca wizja.

Zobacz także inne książki Małgorzaty Musierowicz.

Źródło okładki: www.akapit-press.com.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro