Zdaniem eksperta

„Devil May Cry 5” – recenzja gry

„Devil May Cry” Capcomu wraca po ponad dekadzie nieobecności. Czy warto było czekać i robić sobie nadzieje? Zdecydowanie. Pod warunkiem jednak, że jesteście fanami tej serii.

Minęło jedenaście lat, od kiedy pożegnaliśmy się z historią Dantego, Nero i Vergila, wysmażoną przez japoński oddział firmy Capcom dowodzony przez Hideakiego Itsuno, a to w dziejach rozrywki komputerowej wystarczająco długi czas, by dorosło kolejne pokolenie graczy niemające pojęcia, kim był Sparda i jego potomstwo. Co prawda w międzyczasie na rynku ukazało się DmC: Devil May Cry, reboot serii autorstwa studia Ninja Theory, ale produkcja ta nie spotkała się z przychylnością fanów. Moim zdaniem zupełnie niezasłużenie, niemniej Capcom najwyraźniej przejął się krytyką i w końcu postanowił zaserwować powrót oryginału.

O co tu chodzi

Devil May Cry 5 1

Z fabułą w tego typu grach jest jak z chusteczkami do nosa. Dobrze mieć w kieszeni paczkę jednorazówek, ale jak trzeba, to i w rękaw się wytrze. Nie chcę przez to powiedzieć, że podczas tworzenia DMC5 scenarzyści wzięli sobie urlop, ale jeśli ktoś oczekuje logicznie umocowanego świata przedstawionego i zwrotów akcji na miarę Woody’ego Allena, to nie ten adres. To gra dla tych odbiorców, którzy wiedzą, czego się spodziewać, i nie przeszkadzają im liczne absurdy, które często są wręcz wpisane w konwencję. Ostrzegam w tym miejscu lojalnie osoby nieobeznane z cyklem i zastanawiające się, czy w ogóle warto próbować zmierzyć się z japońskim slasherem, że od samego początku zostaną rzucone na głęboką wodę, na szczęście twórcy przygotowali krótkie fabularne wprowadzenie, które ułatwi zadanie nowicjuszom.

Devil May Cry 5 2

Nie warto się zrażać, bo postacie zostały przedstawione i odegrane koncertowo. Jakość przerywników filmowych i mimika bohaterów są kapitalne, miło się to wszystko ogląda, a co więcej, twórcom udało się doskonale uchwycić charyzmę poszczególnych protagonistów. Albo jej brak. Dante wymiata!

Demony kontratakują

Akcja gry zaczyna się, gdy miasto Red Grave pada ofiarą ataku demonicznego drzewa wysysającego krew z mieszkańców. Przygodę przez pierwszych kilka misji śledzimy w skórze Nero, takiego młodszego i bardziej bezczelnego wcielenia głównego bohatera cyklu, czyli Dantego. Blondas w walce z tajemniczą, zakapturzoną postacią traci przedramię. To musiało zaboleć, niemniej od czego ma się lojalnego współpracownika, który w trymiga konstruuje Poskramiacza Demonów, czyli specjalną protezę pozwalającą, w zależności od jej rodzaju, dokonywać spustoszenia we wrażych siłach. Obok miecza i pistoletu to główna broń Nero, choć przydatna raczej dopiero w drugiej połowie gry, kiedy trafiamy na trudniejszych przeciwników.

Devil May Cry 5 4

Oprócz Nero w kilku misjach kierujemy poczynaniami niejakiego V. Interesujące i niezwykle rajcujące jest to, że gra się nim w zupełnie nowy dla slasherów sposób. Otóż pan tajemniczy ma trzech pomocników, którzy walczą zamiast niego. Nie odbywa się to jednak automatycznie (choć istnieje możliwość puszczenia ich samopas dzięki specjalnej mocy, która jednak szybko się wyczerpuje). Najlepiej stanąć sobie gdzieś poza zasięgiem walczących i wykonywać combosy pomagierami przypisanymi do odpowiednich przycisków na padzie. Sprawia to sporą frajdę, przynajmniej na początku, bo szybko przekonamy się, że konieczne jest nie tylko zwracanie uwagi na to, co robią nasze demoniczne zwierzaki, ale także monitorowanie, czy do naszych pleców nie dobiera się jakaś niecna poczwara.

Devil May Cry 5 3

Trzecim grywalnym bohaterem jest Dante. Wyraźnie dominuje on w drugiej połowie gry, czym sprawił mi ogromną radochę. Jego styl (a właściwie style) walki okazuje się najbogatszy i najbardziej widowiskowy. Szczególne wrażenie robi po zdobyciu demonicznego motocykla o nazwie Cavaliere, którym rozjeżdża paskudy albo – wymachując dwiema połówkami maszyny – masakruje przeciwników, zupełnie jakby trzymał w rękach wielkie piły tarczowe. Dante w dość krótkim czasie wzbogaca się o kolejny oręż, co rusz zmuszając do jego wypróbowywania, a także uczenia się następnych umiejętności odblokowujących nowe rodzaje ciosów. Ta uwaga dotyczy zresztą także Nero. V, jako najmniej rozbudowana postać, udoskonala jedynie zdolności swoich pomocników.

Mechanika walki nie będzie stanowić dla starych wyjadaczy zaskoczenia, z obowiązku więc wspomnę tylko, że po nauczeniu się licznych combosów staje się ona niezwykle widowiskowa. Nie trzeba mieć przy tym w palcach małpiej zręczności, bo system starć bazuje w większości na odpowiednim operowaniu lewą gałką analogową i czterema przyciskami pada. Jednak trzeba zdawać sobie też sprawę z tego, że DMC5 jest grą typu „easy to learn, hard to master”, co oznacza, że wyższe poziomy trudności to już nie przelewki.

Na poważne wyzwania trzeba sobie zasłużyć

Devil May Cry 5 5

Niestety, z jakiegoś powodu twórcy podjęli decyzję, że na starcie ograniczą możliwość wyboru stopnia trudności do dwóch. Łatwego, na którym combosy wykonują się prawie same, i poziomu o nazwie „łowca demonów”, który też nie jest trudny. Właściwie dopiero finałowe walki zdają się wymagać od nas więcej, bo pozostali bossowie może nie padają jak przysłowiowe muchy, ale nie są też jakoś szczególnie ciężcy do pokonania. W zabawie zresztą pomagają trochę złote kule, które pozwalają odrodzić się natychmiast i z pełnym paskiem zdrowia. Ich liczba jest jednak ograniczona. Dopiero po pierwszym ukończeniu kampanii pojawia się możliwość aktywowania wyższych poziomów trudności.

Devil May Cry 5 6

Niestety, DMC5 nie ustrzegło się też innych wad. Nie możemy na przykład wypróbować odkrywanych w trakcie kampanii dodatkowych tajnych misji, grozi to bowiem utratą zapisanego stanu rozgrywki. Z tego samego powodu nie da się też powtórzyć wcześniejszych wyzwań.

Przez pierwszą połowę zabawy rażą nijako i zwyczajnie brzydko zaprojektowane lokacje. Sytuacja znacznie poprawia się w dalszej części gry, ale brak tu tak typowej dla wielu innych markowych tytułów różnorodności. Pod tym względem lepiej poradziło sobie Ninja Theory w swoim DmC.

Czy piąta część Devil May Cry warta jest premierowej ceny? To zależy. W przypadku fanów – absolutnie tak. Będą cieszyć się jak dzieci, doskonaląc swoje umiejętności i wielokrotnie przechodząc kampanię na coraz wyższych poziomach trudności. Zwykłym graczom, lubiącym od czasu do czasu „popykać” w jakiegoś slashera, radzę jednak trochę poczekać na obniżkę ceny, bo po jednorazowym ukończeniu singla i zapoznaniu się z fabułą zwyczajnie nie będą mieli co robić. Z drugiej strony to tytuł na około piętnaście godzin zabawy, więc może jednak warto?

PLUSY:

  1. trzej bohaterowie, którymi gra się zupełnie inaczej;
  2. mnogość stylów i trybów ataków, broni oraz modyfikacji;
  3. pomimo ogromnej różnorodności dość przejrzysty i łatwy do zapamiętania system combosów;
  4. świetnie wyglądające postacie, wrogowie i ich animacja.

MINUSY:

  1. niemal połowa gry to słabo zaprojektowane, nudne wizualnie etapy;
  2. zablokowane na początku wyższe poziomy trudności;
  3. chęć wypróbowania tajnych misji czy powrotu do wcześniejszych przed ukończeniem trybu fabularnego skutkuje utratą obecnego stanu rozgrywki;
  4. grafika otoczenia często wyraźnie odstaje od poziomu wykonania postaci.

Gra Devil May Cry 5 dostępna jest w wersji na PC oraz na konsole PlayStation 4 i Xbox One.

Wymagania sprzętowe

  1. Minimalne: Intel Core i5-4460 3.2 GHz / AMD FX-6300 3.5 GHz, 8 GB RAM-u, karta grafiki 2 GB GeForce GTX 760 / Radeon R7 260X lub lepsza, 35 GB HDD, Windows 7/8.1/10 64-bit
  2. Rekomendowane: Intel Core i7-3770 3.4 GHz / AMD FX-9590 4.7 GHz, 8 GB RAM-u, karta grafiki 6 GB GeForce GTX 1060 / 8 GB Radeon RX 480 lub lepsza, 35 GB HDD, Windows 7/8.1/10 64-bit

oferty sponsorowane

Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro