„Deus Irae” Philip K. Dick, Roger Zelazny – recenzja

„Deus Irae” Philip K. Dick, Roger Zelazny – recenzja

autor: Kamil Świątkowski, data: 17-03-2017

To nie jest najnowsza książka, ale była szczególnie wyczekiwana, jako że mamy tu do czynienia z owocem współpracy dwóch uznanych i poczytnych pisarzy. Warto też wspomnieć o jeszcze jednej anegdocie związanej z powstaniem tej powieści. Wieść głosi, że autorzy otrzymali od wydawcy całkiem przyjemną zaliczkę. Kiedy jednak stworzyli już koncept całej historii, zniknął zapał do pisania. Dopiero zdecydowana groźba wydawcy sprawiła, że coś się w tym temacie ruszyło.

Bóg musiał być zagniewany

Tak to już z tą przyszłością jest, że czasem, a nawet dość często jawi się twórcom w raczej szarych barwach – bywa radioaktywna, zapylona, a ludziom brakuje jednego z ważnych elementów niezbędnych do życia: wody, świeżego powietrza, jedzenia, a w niektórych przypadkach – choćby kawałka ziemi. Krótko mówiąc, mamy wtedy do czynienia z typowym krajobrazem po apokalipsie.

Świat opisany w „Deus Irae” to dobry przykład, by zaobserwować, jak wiele człowieczeństwa pozostaje w człowieku. Czy zachowuje on swoje przekonania, zasady i wiarę? Nieustannie wyłania się też pytanie: czy bóg, który kocha ludzi, byłby w stanie dopuścić do czegoś tak okropnego jak wojna jądrowa? Czy dla ginącej ludzkości pozostanie jeszcze jakaś nadzieja? A może pojawi się nowa wiara?

Dick i Zelazny opisali taki właśnie świat z jego wszelkimi odcieniami szarości. Jednak nawet w podobnych okolicznościach człowiek ma tendencję do poszukiwania nadziei i punktów odniesienia. Nie zawsze udaje mu się je odnaleźć. Czasem daje się paskudnie zwieść.

Bóg Gniewu, bóg fałszywy…

W tej konkretnej, powojennej rzeczywistości ludzie zaczęli wierzyć w nowego Gniewnego Boga. Wszystkie informacje wskazują na to, że obiektem obecnego kultu jest osoba odpowiedzialna za samą apokalipsę – twórca bomby, która skaziła Ziemię. Sytuacja stała się na tyle poważna, że kościoły zamawiają freski przedstawiające nowe bóstwo. Czy mamy tu swoisty przykład syndromu sztokholmskiego, czy raczej zwykłego zbłądzenia? Odpowiedź jest nieco mniej istotna. Ważniejsza wydaje się obserwacja, z której wynika, że ludzie bardzo często potrzebują siły wyższej, do której mogliby się odnieść lub zrzucić na nią winy za swoje krzywdy.

Na tym etapie można tę książkę uznać za moralizatorską lub konkretnie proreligijną. Ale to, do czego autorzy chcą sprowokować czytelnika, jest jednak nieco szerszym tematem. Zachęcają między innymi do zadawania sobie pytań o to, co w nas siedzi, jak sami byśmy się zachowali i jaką cenę wyznaczyli za swoje człowieczeństwo.

Dick i Zelazny to uznane nazwiska w świecie fantastyki. Jakkolwiek ich style bardzo się różnią, w tej książce łączy się to w całkiem ciekawą mieszankę mistycznych przemyśleń i sugestywnych opisów świata przyszłości. Właśnie ze względu na te rozbieżności, duety pisarskie nie w każdym przypadku znajdują sobie zwolenników. Tym razem jednak powinno być inaczej, bo „Deus Irae” to ten rodzaj książki, która wciąga bez reszty i do której chętnie się wraca.

Jeśli nie boicie się trudnych pytań zadawanych w apokaliptycznych okolicznościach, to opowieść o Bogu Gniewu znajdziecie na Allegro już za ok. 29 złotych. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej w formatach epub i mobi.

Źródło okładki: www.rebis.com.pl


podziel się

może Cię również zainteresować