Wpisz czego szukasz

Znajdziemy sprzedawców, którzy mają wszystko czego szukasz.

Wprowadź frazę
Zdaniem eksperta

„Darksiders: Genesis” – recenzja gry

Każda historia ma swój początek. W Darksiders: Genesis wreszcie zobaczymy, jak rozkręcała się machina napędzająca serię o jeźdźcach Apokalipsy. Ekipa Joego Madureiry, Airship Syndicate, pokazała, że zna się na rzeczy.

Hubert Sosnowski
Hubert Sosnowski 05-12-2019

Czas czytania: 8 min

FacebookTwitter
zamknij

„Darksiders: Genesis” – recenzja gry

Darksiders już dawno opuściło gniazdo Vigil Games (bo wydawca, THQ, zbankrutował) i wyfrunęło spod czułej opieki ojca marki, Madureiry. Po tych wydarzeniach dostaliśmy całkiem udane Darksiders III autorstwa Gunfire Games. Teraz w Darksiders: Genesis seria pojechała na nostalgiczne wakacje powspominać ze staruszkiem, jak to fajnie bywało. Joe nauczył się kilku nowych sztuczek i ma całkiem intrygującą historię do opowiedzenia.

Darksiders Genesis 1

Wielu zastanawiało się, czym nowa produkcja Airship Syndicate (studio stojące za BattleChasers: Nightwar) w zasadzie będzie. Uspokajam. Darksiders: Genesis to wciąż rasowy przedstawiciel serii – slasher w konwencji przygodowej gry akcji z naleciałościami z Legends of Zelda i paroma nutkami RPG. Wciąż zapewnia to magiczne uczucie, że szerzymy zniszczenie jako groźna i potężna istota. Cóż, w tym wypadku jako dwie potężne istoty.

Laboratorium Madureiry

Projektanci odpowiedzialni za cykl nie obawiają się mniejszych i większych eksperymentów. Każda odsłona Darksiders próbowała wzbogacić tożsamość cyklu. W Genesis zaserwowano dwie duże nowinki i szereg mniejszych. Po pierwsze – zmienia się perspektywa. Teraz kamera pokazuje akcję w rzucie izometrycznym, niczym w Diablo. Przy niektórych etapach platformowo-logicznych miałem szczerą ochotę cisnąć sprzętem przez okno. Zamknięte. Na szczęście w większości przypadków kamera sprawdza się jednak znakomicie, a podczas walki pozwala na lepszą kontrolę pola bitwy. Starcia nie tracą też nic z dynamiki poprzednich części.

Darksiders Genesis 2

Po drugie – w nowym Darksiders po raz pierwszy pojawił się multiplayer. Minimalistyczny, kooperacyjny, ale sprawnie funkcjonujący, idealny do zabawy we dwójkę. Tym razem prowadzimy do boju Wojnę i – pierwszy raz w serii – Waśń (Strife). Jeźdźcy różnią się nie tylko charakterem, ale i sposobem walki. Wojna to typowy bruiser, który prze naprzód i masakruje wszystko na swej drodze – kieruje się nim prawie tak samo jak w pierwszej części. Waśń to z kolei pełnoprawny strzelec. W trybie multi ich zdolności bardzo fajnie się uzupełniają. Czasem jeden, czasem drugi gra pierwsze skrzypce w tej symfonii przemocy. Zależy, jaki przeciwnik staje nam na drodze.

Niektóre zagadki łatwiej rozwiązuje się we dwójkę, o walce nie wspominając (na duety czeka też kilka dodatkowych lokacji pobocznych). Niemniej samotna zabawa również sprawia sporo radochy, musimy wtedy inaczej podchodzić do planowania niektórych potyczek, zwłaszcza tych z bossami. Możemy w takiej sytuacji swobodnie przełączać się między bohaterami, co pozwala na kombinowanie z wykorzystaniem rozmaitych i zróżnicowanych zdolności obu panów. Przeprowadzenie jeźdźców w ten sposób przez największe wyzwania – a jest ich przynajmniej kilka – zapewnia ogromną frajdę.

Darksiders Genesis 3

Spora w tym zasługa bardzo przyzwoitego systemu rozwoju postaci, który pozwala na dość zróżnicowane doskonalenie umiejętności naszych jeźdźców. Robimy to za pomocą kryształów, które wyskakują z niektórych potworów. To ładnie napędza zabawę i zachęca do dalszej walki. Większość znajdziek porozrzucanych po mapach też się przydaje i przekłada na naszą moc. Dzięki temu eksploracja – przyjemna sama w sobie, bo przemierzamy świetnie zaprojektowane lokacje – zyskuje większy sens.

Chłopcy znowu w mieś... w czeluści

Sama walka to wspaniałe widowisko, festiwal destrukcji, podczas którego z niezliczonej ilości maszkar robimy krwawą pulpę. Po prostu chcemy odwiedzić jeszcze jedną lokację, żeby przetestować nowe combosy, które wykupujemy za zebrane dusze, wypróbować nową amunicję i moce oraz poznać kolejne rozdziały historii.

Darksiders Genesis 4

Bo w Genesis wbrew pozorom liczy się też fabuła. Obserwujemy początek kariery Wojny i Waśni jako jeźdźców w służbie Rady. Mimo starć ze sługami piekła przez większość czasu Genesis utrzymuje klimat zawadiackiej kumpelskiej komedii. Wojna robi tu za służbistę, a Waśń za beztroskiego śmieszka. Proste, ale działa i generuje fajną dynamikę, zarówno komiczną, jak i dramatyczną.

W trakcie podróży ich charaktery okazują się zresztą bardziej złożone. Z czasem opowieść staje się też bardziej mroczna, a finał bierze nas z zaskoczenia – i może spowodować lekki opad szczęki. Przy tym wszystkim Genesis sprawnie funkcjonuje jako samodzielna gra, ale stanowi też istotny element układanki, jaką jest ta seria. W poczuciu się tu jak w domu pomagają starzy znajomi – Vulgrim i Samael (ten drugi to jeden z lepiej poprowadzonych dobrych-złych mentorów w gatunku).

Jaka piękna rzeź!

Całość wypada jeszcze lepiej dzięki fenomenalnej oprawie artystycznej. Pod względem technicznym grafika po prostu daje radę – liczba wielokątów i ostrość tekstur się zgadza. Gra błyszczy natomiast dzięki przegiętej, komiksowej kresce, dzięki stylowi, który wyszedł spod ołówka Joego Madureiry. Potwory robią wrażenie potężnych bestii, jeźdźcy prezentują się godnie, a bossowie budzą respekt (jeden będzie mi się śnić po nocach, aczkolwiek nie z powodu groźnego wyglądu, tylko przez to, ile razy podchodziłem do starcia).

Darksiders Genesis 5

Reżyser dźwięku powinien dostać podwyżkę. Muzyka brzmi naprawdę dobrze i pasuje zarówno do intensywnych walk, jak i klimatu wędrówki przez piekielne pustkowia, da się też usłyszeć w niej nutkę tajemnicy. Odgłosy potyczek pomagają poczuć, że operujemy dwoma przerażającymi niszczycielami. Prawdziwa perełka to jednak oryginalny dubbing. Głosy – co normalne w tej serii – podłożono perfekcyjnie. Na pierwszy plan wybija się wesołkowaty, zadziorny Waśń. Charyzmą mógłby obdzielić wielu innych bohaterów action-adventure i jeszcze by mu zostało.

Darksiders: Genesis to świetny prequel, na który warto było czekać. Gra z czasem się rozrasta i musimy nieźle kombinować, ale miks eksploracji, walki i rozwijania postaci zapewnia ogromne pokłady radości. Parę drobiazgów można było zaprojektować lepiej, ale to właśnie drobiazgi. Większość tej drogi jest naprawdę sycącym doświadczeniem. I warto, byście przebyli ją wraz z jeźdźcami.

PLUSY:

  1. przyzwoita grafika wsparta świetnymi projektami postaci i lokacji;
  2. bardzo fajni, komiksowi bohaterowie pierwszo- i drugoplanowi z Waśnią na czele;
  3. dynamiczna walka, która z czasem staje się złożona i sporo od nas wymaga;
  4. nowa historia wzbogaca świat serii o kilka istotnych szczegółów…
  5. …a jednocześnie można się w nią zagłębiać bez znajomości fabuły poprzednich części;
  6. niezłe zagadki środowiskowe;
  7. porządny tryb kooperacji.

MINUSY:

  1. gra okazjonalnie potrafi frustrować łamigłówkami – lub jedną walką z bossem (ale to wyjątki).

Gra Darksiders: Genesis dostępna jest w wersjach na PC, a także na konsole PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch.

WYMAGANIA SPRZĘTOWE

  1. Minimalne: Intel Core i5-4690K 3.5 GHz / AMD FX-8320 3.5 GHz, 4 GB RAM-u, karta grafiki 2 GB GeForce GTX 960 lub lepsza, 15 GB HDD, Windows 7/8/10 64-bit
  2. Rekomendowane: Intel Core i7-3930K 3.2 GHz / AMD Ryzen 5 1600 3.2 GHz, 8 GB RAM-u, karta grafiki 3 GB GeForce GTX 1060 lub lepsza, 15 GB HDD, Windows 7/8/10 64-bit
Czy ten artykuł był pomocny?
FacebookTwitter
FacebookTwitter

Może Cię także zainteresować


Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro