„Cujo” Stephen King – recenzja

„Cujo” Stephen King – recenzja

Jedna z najbardziej znanych książek króla grozy pokazuje, że w walce ze złowrogim potworem to ludzie potrafią być bezwzględnymi zwierzętami.

Igor Nowiński Igor Nowiński / 02-01-2017

Stephen King to niezwykle płodny autor. Myśląc o jego twórczości, zwykle wspominamy kultowe „Lśnienie”, mroczną „Zieloną Milę” czy przerażające „To”, zapominając, że w jego bibliografii znajduje się więcej takich perełek. Jedną z nich jest „Cujo” – książka z początkowego okresu twórczości króla grozy, którą już w 1983 roku przeniesiono na srebrny ekran. W ubiegłym roku ukazało się w Polsce kolejne wydanie tego klasycznego horroru, które na nowo rozbudziło zainteresowanie czytelników.

Bestia nie skrzywdzi muchy

Tytułowy Cujo to ogromny bernardyn, ważący ponad dwieście funtów. Pomimo tych gabarytów, zwierzak jest spokojny i dobry, nie skrzywdziłby nawet muchy. Nic dziwnego, że ani jego właściciele, ani inni mieszkańcy spokojnego miasteczka Castle Rock w stanie Maine, w którym atmosfera jest sielska i senna, początkowo nie zauważają żadnej zmiany w jego zachowaniu. Tymczasem okazuje się, że przypadkowa gonitwa za królikiem zaprowadziła Cujo do kryjówki zarażonych wścieklizną nietoperzy. Ugryziony przez jednego z nich psiak powoli zaczyna poddawać się chorobie, która zamienia go w krwiożerczego mordercę. Cujo zaczyna terroryzować mieszkańców Castle Rock i, aby go powstrzymać, ludzie będą musieli najpierw zmierzyć się ze swoim własnym zaburzonym poczuciem człowieczeństwa.

Horror społeczny

King słynie nie tylko z tego, że nawet najbardziej niepozorną ideę potrafi przekuć w mrożącą krew w żyłach historię, ale również ze swojego niezwykle przenikliwego zmysłu obserwacji. W „Cujo”, podobnie jak w wielu innych jego książkach, poza samym wątkiem grozy wiele jest motywów z literatury społeczno-obyczajowej. Pisarz porusza w książce, m.in.: problem przemocy domowej, rozpadu małżeństwa czy odtrącenia. King ma też – oczywiście – wielki talent do tworzenia wyrazistych, pełnokrwistych postaci, których rysowi charakteru poświęca dużo czasu i energii.

Fantastycznym, świeżym i innowacyjnym zabiegiem było też oddanie narracji samemu Cujo. To jego oczami obserwujemy świat, dzięki temu trochę łatwiej zrozumieć nam, co dzieje się w głowie zwierzęcia. Szybko okazuje się też, że w porównaniu z ludźmi, Cujo – nawet w wywołanym chorobą szale – wcale nie jest taki zły, jak to się może wydawać…

King serwuje nam też naprawdę poruszające zakończenie – bolesne, szokujące i wyciskające łzy, jakkolwiek sentymentalnie by to nie brzmiało. Widać, że już na początku swojej przygody z pisarstwem Amerykanin potrafił zaskakiwać.

„Cujo” z pewnością nie jest najwybitniejszą książką w dorobku Stephena Kinga. Świadczyć mogą o tym choćby słowa samego autora, który przyznał, że nie pamięta okresu, w którym pracował nad tym tomem, bo był wtedy uzależniony od alkoholu i kokainy. Trzeba jednak przyznać, że jeśli King rzeczywiście nie za bardzo świadomie pisał tę powieść, to i tak efekt końcowy jest bardziej niż zadowalający.

„Cujo” to wprawdzie jedna z krótszych książek pisarza, bo w większości polskich wydań liczy zaledwie niecałe 500 stron, ale i tak warto po nią sięgnąć choćby i po to, by zaobserwować kolejny etap rozwoju twórczości najwybitniejszego twórcy horrorów w historii współczesnej literatury.

Książkę Kinga czyta się szybko, momentami potrafi zmrozić krew w żyłach, szczególnie pod koniec, gdy ta na papierze leje się strumieniami. To jedna z tych pozycji ulubionego pisarza, która zaskakuje i na nowo rozbudza w czytelniku miłość do reszty jego twórczości.

E-book dostępny już od 28 zł.

Źródło okładki: wydawnictwoalbatros.com
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro