„Córka cieni. Obce matki” Ewa Cielesz – recenzja

„Córka cieni. Obce matki” Ewa Cielesz – recenzja

autor: Robert Frączek, data publikacji: 11-01-2017

Ewa Cielesz kontynuuje historię Juliany – dziewczynki, która po stracie rodziców tuła się po kraju, by znaleźć wreszcie swoje miejsce. Adam, który odkrył tę historię, uparcie próbuje odnaleźć jakieś ślady dalszych losów dziewczyny. Co z nią działo się po wojnie? Czy przeżyła?

Artykuły, zdjęcia i domysły

Czy łatwo jest odnaleźć kogoś, o kim tak niewiele się wie? Adam i zaprzyjaźniona z nim Toffi znają przecież jedynie imię i nazwisko, wiedzą, że wyruszyła z Bieszczad, ale gdzie mogła znaleźć bezpieczne miejsce dla siebie, kto ją przygarnął? Próbują też sprawdzić dom rodzinny w Konstancinie, z którego kiedyś uciekła matka Juliany – może przekazała córce jakieś namiary i ta trafiła na swą rodzinę? Zbierają małe fragmenciki, jeżdżą z miejsca na miejsce, ale gdyby nie ich wytrwałość, odrobina szczęścia, a może i pomoc Magdaleny z zaświatów, trudno byłoby odnaleźć jej córkę.

A jednocześnie docieranie się młodych

Związek Adama i Toffi, który rozpoczął się w pierwszym tomie, w Obcych matkach ma szansę się rozwijać, ale mamy wrażenie, że oboje są zbyt młodzi, by zbudować coś poważnego. Toffi wciąż wydaje się nie mówić Adamowi o wszystkim, ma jakieś tajemnice, a co najbardziej go denerwuje, jest niezwykle zmienna w okazywaniu mu uczuć. Choć on bardzo pragnie bliskości i cieszą go wspólne poszukiwania, gdy mogą przebywać dłużej razem, jednocześnie zaczyna być zmęczony niepewnością, a po kolejnej kłótni decyduje się na poszukanie nie tylko pracy, ale i własnego mieszkania. Kontakt z gazetą jeszcze bardziej zmobilizuje go do poznawania dalszego ciągu historii Juliany – będzie chciał o niej napisać dużą serię artykułów. Pamiętnik jej matki i powojenne losy dziewczyny, których może się jedynie domyślać, to dla niego okazja, by w barwny i ciekawy sposób pokazać też historię najnowszą naszego kraju.

Od domu do domu

Gdy wreszcie znajdują Julianę, rozpoczyna się najciekawsza cześć książki, czyli znów przenosimy się kilkadziesiąt lat wstecz, by poznać jej dramatyczną i bolesną opowieść. Gdy wychodzi z lasu i trafia na pierwszych dobrych ludzi, ma raptem osiem lat, ale to nie są bezpieczne tereny, dlatego Ukraińcy postanawiają wsadzić ją w pociąg do Krakowa, licząc, że w Polsce odnajdzie spokojną przyszłość. To jednak przecież nie koniec jej tułaczki – będzie jeszcze wielokrotnie zmuszona do zmiany dachu nad głową, a nawet i miasta. I nie tylko dlatego, że nie będzie się dobrze czuła np. w sierocińcu u sióstr zakonnych. Nowa władza wprowadzająca w Polsce swoje porządki też kilkukrotnie zabierze jej opiekunów i zmusi do ponownej wędrówki. Tyle samo w tej historii odruchów serca i dobra, jak i niechęci, zazdrości czy wykorzystywania.

Podobnie jak w pierwszym tomie, w Obcych matkach najciekawsze są fragmenty historyczne, tym razem lata stalinowskiej opresji, zmian narzucanych siłą, podejrzliwości wobec jakiegokolwiek braku entuzjazmu. Starsza już dziś pani wspomina życie na ulicy, biedę, głód, surową dyscyplinę w szkołach czy placówkach i nadzieję, że kolejny dom będzie jej miejscem już bardziej na stałe. Tom znowu urywa się trochę niespodziewanie, ale przecież wiemy, że jest kontynuacja, czyli Burza przed ciszą.

Ewa Cielesz potrafi opowiadać naprawdę ciekawe historie, bo choć druga cześć nie wciąga tak emocjonalnie, to nadal trudno się od niej oderwać.

Źródło okładki: axismundi.pl