„Córka cieni. Burza przed ciszą” Ewa Cielesz – recenzja

„Córka cieni. Burza przed ciszą” Ewa Cielesz – recenzja

autor: Robert Frączek, data publikacji: 11-01-2017

„Burza przed ciszą” to trzecia część trylogii „Córka cieni” autorstwa Ewy Cielesz. Wreszcie poznamy zakończenie losów Juliany, z którymi stykaliśmy się po kawałeczku w poprzednich tomach, czyli: „Siedmiu szmacianych datach” i „Obcych matkach”. Historia jej tułaczki i poszukiwań własnego miejsca na Ziemi to ponad 40 lat z dziejów naszego kraju: od drugiej wojny światowej, gdy się urodziła, aż po lata 80., na których opowieść się kończy. Oddanie atmosfery tamtych lat, zaznaczenie ważnych punktów, które wstrząsnęły krajem (choćby wydarzenia w Gdańsku w 1970 roku), a jednocześnie stworzenie wciągającej fabuły obyczajowej, udało się autorce po prostu wyśmienicie.

Iść za głosem serca czy rozumu?

Juliana snuje dalszy ciąg swoich wspomnień, a Adam je spisuje i na ich podstawie opracowuje duży reportaż do gazety. Jego misja się wypełniła. Odetchnął, bo odnalazł córkę Magdaleny, jej duch nie będzie już go nękał. Chłopak ma jednak kolejne problemy – martwi się o swoją przyjaciółkę Toffi, która wpadła w kłopoty finansowe i odrzuca jego pomoc, ale pojawia się też nowy obiekt jego westchnień, czyli Joanna. Tylko jak tu w spokoju sumienia odwiedzać starszą panią i słuchać jej opowieści, a jednocześnie podrywać jej córkę? Boi się jej reakcji, a zarazem w jej wspomnieniach znajduje wskazówki dla siebie – by nigdy nie rezygnować z marzeń, nie wypuszczać z rąk szansy na związek, bo potem można długie lata tego żałować.

Co dobrego może wyniknąć z praktyk u szeptuchy?

Podobnie jak w poprzednich częściach, najciekawsza w Burzy przed ciszą jest historia opowiadana przez Julianę. Pomorze, Podlasie, Warmia, kolejne miejsca, ciągła tułaczka, uciekanie przed własnym cieniem, szukanie nowych domów i szansy na zbudowanie przyszłości. Marzyła o karierze lekarza i czuła, że chciałaby pomagać innym. Uczyła się u szeptuchy, jak rozwijać moc, którą ewidentnie posiadała, ale los znowu pokrzyżował jej plany. Na pewno nie poszło na marne zainteresowanie ziołami i roślinami – to właśnie dzięki niemu zdobędzie pierwsze pieniądze, a choć będzie miała z tego powodu kłopoty, z czasem uda jej się nawet zbudować własne miniimperium farmaceutyczne. A na początku miała przecież tylko jedną walizkę i kilka groszy w kieszeni.

Kto ma szczęście w pieniądzach…

Dużo mniej szczęścia Juliana ma w miłości. Choć obiecywała sobie, żeby nie zostać zranioną, w małżeństwie szukać jedynie poczucia bezpieczeństwa, a nie wielkich uczuć, przekona się, że tego własnego uporu i chłodu będzie jeszcze żałować. Znalazła swoje miejsce na świecie, ma kochaną córeczkę, przyjaciół, pieniądze, ale czy rzeczywiście jest szczęśliwa, czy niczego nie żałuje? To może w Burzy przed ciszą naprawdę się podobać – Ewa Cielesz nie opowiada cukierkowych historii z happy endem, wciąż stawia przed swoją bohaterką trudności i zmusza do dramatycznych decyzji, co przyprawia czytelników o wypieki na twarzach. Dzięki temu jest w tej opowieści życie, czujemy, że kobieta walcząca z taką determinacją o swoje szczęście jest nam po prostu bliska, rozumiemy dobrze to, co przeżywa. I to jest charakterystyczne dla całej trylogii.

Gdy Juliana skończy dyktować Adamowi swoje wspomnienia, pozostaje jej jeszcze jedno do zrobienia – powrót do miejsca, gdzie się urodziła, do tej chaty gdzieś głęboko w lesie, gdzie jej rodzice zaznali chwil szczęścia, a potem tak wielkiej tragedii. Odwiedziła wiele lokalizacji, w które rzucał ją los, ale tam bała się wrócić. Może teraz się to zmieni, gdy czuje w sobie tak wielki spokój, a dzięki chłopakowi, który ją odszukał i wręczył pamiętnik matki, jeszcze raz spojrzała za siebie. To pewnie byłby dobry koniec tej książki.

Jeżeli zetknęliście się z poprzednimi tomami, jestem pewien, że zakończenia nie przegapicie, i myślę, że podobnie jak ja będziecie usatysfakcjonowani.

Źródło okładki: axismundi.pl

może Cię również zainteresować