„Atlas: Doppelganger” Dominika Słowik – recenzja

„Atlas: Doppelganger” Dominika Słowik – recenzja

Debiut Dominiki Słowik dzieli czytelników, jeżeli chodzi o przeżywane emocje – jedni zachwycają się magicznym realizmem, który tkwi w tej opowieści, inni narzekają, że całość jest mało składna, że to tylko eksperymentowanie z formą i fabułą, z którego niewiele wynika.

Robert Frączek Robert Frączek / 24-07-2015

Po bardzo pozytywnych recenzjach i zachwytach wyrażanych przez kilku znanych pisarzy rzeczywiście oczekiwania wobec tej pozycji były spore, stąd też może wynikać trochę rozczarowania, jeżeli ktoś po lekturze ocenia to jedynie na poziomie „dobrym”. To powieść, która może być odczytywana na różne sposoby, w zależności pod którą warstwę będziemy chcieli zajrzeć.

Dzieciństwo na śląskim blokowisku, metafizyka klatek schodowych

Rozpoczynamy od wspomnień małej dziewczynki – jak wyglądał przełom lat 80. i 90. w naszym kraju, jak dzieci postrzegały te gwałtowne zmiany w naszej rzeczywistości. Od pustych półek i narzekania w domach, pewnej pracy w kopalniach po inflację, transformację, wielkie nadzieje i równie wielką niepewność. Dorośli przeżywali swoje lęki, których młodsi nie rozumieli, chłonąc wszystko niczym naturalne składowe własnego świata, w którym zabawa na podwórku, szkoła i wizyty u kolegów były najważniejsze, a cała reszta służyła jedynie za ciekawe dekoracje. Gdy oglądamy się wstecz, to nawet sprawy drobne, przyziemne, urastają do wielkich wydarzeń, każde się przeżywa, ekscytuje nimi, powtarza w opowieściach, a w każdej z nich może być jeszcze groźniej, wspanialej, bardziej niesamowicie. Sporo w tym ironii, przerysowań, ale trzeba przyznać, że niektóre spostrzeżenia i obserwacje autorki są naprawdę kapitalne.

Każdy marzy, by być kimś innym

Dwie dziewczynki uwielbiają przychodzić i słuchać opowieści dziadka jednej z nich. Mężczyzny, który prawie cały swój czas spędza na wózku inwalidzkim, wpatrując się w okno i zrzędząc, że nie daje mu się spokoju. Ale gdy tylko ma natchnienie, natychmiast zmienia się w dzielnego marynarza, który przeżył tysiące różnych przygód. Wystarczy, że przyniesie mu się trochę piwa albo czegoś ciut mocniejszego, a jego umysł natychmiast ożywi się i usłyszymy najwspanialsze wspomnienia. Ba, może nawet razem z nim będziemy mogli przeżyć jakieś niesamowite wyprawy. Te fragmenty są trochę surrealistyczne, trudno jednak odmówić im uroku. Autorka postanowiła jednak jeszcze bardziej wszystko nam pogmatwać i buduje jeszcze więcej warstw, historii, w których pojawiają się te same postacie, aż zaczynamy się trochę gubić, doszukując się znaczeń, podtekstów, symboli. Niczego już nie jesteśmy pewni, a fantazja i wspomnienia zacierają między sobą jakiekolwiek granice.

Światy są różne, ale ważne jest kreślenie map

Co łączy te wszystkie historie? Może to, co znaczą one dla tych, którzy o nich opowiadają? To jakby kreślenie map, w których to oni są w centrum, mogą decydować, dokąd popłynie statek ich losu, nie są zdani ślepo na decyzje innych. Jak smutna mogłaby się wydawać nasza rzeczywistość, ona jest nasza, chcemy w niej coś znaczyć, dlatego staramy się ją ubarwiać, dodawać sobie siły, umiejętności, powagi. Nawet jeżeli nie odgrywamy znaczenia osobiście, to możemy być wielcy poprzez niesienie opowieści innych, być pośrednikami czegoś wspaniałego, co mogą dostrzec lub usłyszeć jedynie nieliczni. Choć na chwilę zapomnimy o niewykorzystanych szansach i straconych nadziejach. Z początku może przeszkadzać brak dużych liter na początku zdań, w nazwiskach, przekleństwa, zmiany czcionki, ale potem poddajemy się tym historiom. Troszkę psychodeliczne, ale na pewno ciekawe! Zatem polecam „Atlas: Doppelganger” – warto się przekonać, o co tyle hałasu.

Źródło okładki: www.znak.com.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro