„1939. Wojna? Jaka wojna?” Cezary Łazarewicz – recenzja

„1939. Wojna? Jaka wojna?” Cezary Łazarewicz – recenzja

Znany i ceniony reporter zebrał dokumenty z epoki, żeby sportretować Polskę w ostatnich miesiącach przed wybuchem II wojny światowej. Lektura książki, która w ten sposób powstała, uwiera, a nawet szokuje.

udostępnij

Paulina SurniakPaulina Surniak / 04-10-2019

Po świetnym „1945” Magdaleny Grzebałkowskiej posypała się fala książek poświęconych konkretnym dwunastu miesiącom ubiegłego stulecia. Książka Łazarewicza doskonale się w ten trend wpisuje. Warto jej jednak nie przeoczyć, ponieważ obala sporo mitów na nasz własny temat.

Swastyki na dworcu

Chyba każdy zastanawia się czasem, jak to możliwe, że doszło do Holokaustu. Jakim cudem nikt się w porę nie zorientował, co się święci? Czy ludzie wówczas żyjący przeczuwali zagrożenie? Część żydowskich rodzin wyemigrowała przecież za ocean, musieli przypuszczać, że w Europie może ich spotkać coś złego. Książka Łazarewicza nie tylko rozwiewa wszystkie te wątpliwości, ale pokazuje, w jak wielkim błędzie byli Polacy w przededniu wojny. Kiedy pod koniec stycznia do Warszawy przyjechał Joachim von Ribbentrop, na jego cześć warszawski dworzec wschodni udekorowano swastykami. Trzy dni później Hitler przemawia w operze, podkreślając wagę przyjaźni polsko-niemieckiej. W lutym Himmler, szef gestapo, wybiera się na polowanie do Białowieży, w Polsce wita go kompania honorowa. Prezydent Związku Zawodowego Literatów Polskich publikuje książkę „Pod znakiem faszyzmu”, w której głosi, że przyszłością Polski jest ustrój faszystowski. Łazarewicz mnoży kolejne przykłady, z każdą stroną burząc wpajany nam od szkoły podstawowej obraz Polski.

Listy, pamiętniki, wyimki z gazet

„1939. Wojna? Jaka wojna?” to książka oparta na prostym pomyśle. Skoro pamięć ludzka jest zawodna, w dodatku mamy tendencję do idealizowania własnej przeszłości, a także narodową skłonność do megalomanii, autor postanowił sięgnąć do źródeł możliwie obiektywnych, czyli tekstów pisanych. Swoją opowieść o roku 1939 skomponował więc z licznych i różnorodnych dokumentów, przeplatając cytaty z niepublikowanego pamiętnika Romany Oszczakiewicz z relacjami dziennikarzy i innymi tekstami. Ułożył je chronologicznie, prowadząc czytelnika przez kolejne miesiące feralnego roku. Obraz, który się z nich wyłania, jest niepiękny, ale też niejednoznaczny. Widać, w jak głębokich złudzeniach trwali politycy i zwykli obywatele, a także jak bardzo proniemiecka była Polska w opinii polityków z Europy Zachodniej. Nie brakowało postaw antysemickich, gazety pisały o „żydowskiej ofensywie”, a w Warszawie jedna z partii poszła do wyborów z hasłem „ODŻYDZENIA” Warszawy.

Jaka wojna? Liczą się żakieciki

W maju, na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, która zmieni wszystko, gazety rozpisują się o nowych trendach w sukniach wieczorowych. Akcesoria dla panów są równie istotne, a w prasie pojawiają się wytyczne dotyczące mankietów, rękawiczek i deseniów chusteczek. W lipcu Romana Oszczakiewicz zauważa, że jeśli jesienią faktycznie wybuchnie wojna, oficerowie pójdą na nią „wymęczeni”, ponieważ muszą chodzić na obowiązkowe potańcówki. Książka Łazarewicza to zestawienie tekstów, które mogą się wydawać absurdalne. Hitler szykował napaść na Polskę, a nasza prasa rozpisywała się o mankietach. Wszyscy mają świadomość, że wojna jest możliwa, ale i tak organizują potańcówki. Każda kolejna strona dziwi i martwi. Czytając o niedoinformowaniu Polaków w przededniu wojny, trudno nie myśleć o tym, jak wyglądają dzisiejsze media.

Lektura książki „1939. Wojna? Jaka wojna?” nie należy do najłatwiejszych. Autor cytuje kolejne dokumenty, przeskakując z tematu na temat, a czytelnik, który nie posiada wykształcenia historycznego, będzie czasem potrzebował chwili, by sobie przypomnieć, kto był kim. Niełatwe jest też uświadamianie sobie, strona po stronie, że być może wojny można było uniknąć i że niewiedza i beztroska polityków i obywateli z pewnością sytuacji nie poprawiła. Myślę, że to lektura obowiązkowa dla nas wszystkich – warto wiedzieć, jak łatwo jest stać nad przepaścią, martwiąc się tylko o wzór krawata.

Źródło okładki: czerwoneiczarne.pl
Czy ten artykuł był pomocny?

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu

Allegro