Wydawnictwo Egmont specjalizuje się grach dla najmłodszych. „Potwory w Tokio” to jednak coś zdecydowanie dla starszych graczy. Wcielamy się tu bowiem w przerażające, krwiożercze bestie, które walczą między sobą o dominację nad miastem. Naszym zadaniem jest wyeliminowanie wszystkich przeciwników lub całkowite zniszczenie Tokio. Albo, jak ktoś woli, zostanie najpotworniejszym potworem na świecie.

Zawartość pudełka


W pudełku znajdziemy planszę przedstawiającą miasto, zestaw kostek, zielone kryształki energii, karty ze specjalnymi zdolnościami i garść znaczników, a także to co najważniejsze – pionki potworów i pasujące do nich plansze. Wszystko to jest starannie ułożone w plastikowej wyprasce, dzięki której elementy gry nie będą się ze sobą mieszały, a przygotowanie do rozgrywki zajmie dosłownie chwilę.
Gra przeznaczona jest dla dwóch do sześciu osób i trzeba przyznać, że niezależnie od liczby graczy jest równie emocjonująca! Chociaż moim zdaniem najwięcej przyjemności sprawia, gdy graczy jest co najmniej trzech. Instrukcja mieści się zaledwie na dwóch stronach i jest jasno i przejrzyście skonstruowana.  

Rozgrywka


Jak wygląda rozgrywka? Na początku każdy z graczy wybiera postać, którą będzie walczył. Do wyboru są: Kraken, Alienoid, Meka Dragon, Giga Zaur, The King i Cyber Bunny. Z moich doświadczeń wynika, że Cyberkróliś cieszy się największą popularnością, mimo że wszystkie potwory mają dokładnie taką samą moc. Wszyscy zaczynają bez żadnych punktów zwycięstwa, za to z dziesięcioma punktami życia. W swoim ruchu gracz rzuca kostkami (maksymalnie trzy razy) i rozpatruje ich wynik. Na kościach są cztery rodzaje symboli: punkty zwycięstwa, siła ataku, możliwość leczenia ran i punkty energii. Zgromadzoną energię można wymieniać na karty, które wzmacniają siłę potwora. Potwór znajdujący się akurat w Tokio atakuje wszystkich pozostałych, a oni z kolei walczą tylko z nim.
Rozgrywka kończy się, gdy któryś z graczy zdobędzie 20 punktów zwycięstwa lub unicestwi pozostałych. Walka o wpływy w Tokio trwa czasami 15 minut, czasami pół godziny. Jest więc to gra na tyle krótka, że często rozgrywa się kilka partii pod rząd. Zwłaszcza, że pragnienie zemsty tli się w nas po każdej rozgrywce. No dobrze, wcale nie tli. Buzuje dzikim ogniem.

Dodatki


Do „Potworów w Tokio” można dokupić już dwa (anglojęzyczne) dodatki. „Power Up” wprowadza do rozgrywki kilka zmian i nowe karty, które każdemu z potworów dają unikalne cechy. Zaś dodatek „Halloween” wprowadza nowe karty (w tym przezabawne karty halloweenowych przebrań) i kości oraz nowe potwory: Pumpkin Jack oraz Boogie Woogie.

Jeśli w grach planszowych szukacie intelektualnej przygody, to „Potwory w Tokio” nie są dobrym wyborem. Ale jeśli chcecie poczuć radość z beztroskiego rzucania kośćmi i ogrom satysfakcji z wyeliminowania przeciwników z gry, to jest to zdecydowanie odpowiednia pozycja!
Zdjęcie pudełka: www.sklep.egmont.pl