Poziom trudności!


To najczęściej wspominana rzecz w kontekście „Bloodborne” i nie bez przyczyny. Tak zwani casualowi gracze lub osoby, dla których rozgrywka ma być lekka i przyjemna, nie mają tu czego szukać. Wystarczy chwila nieuwagi, by zginąć. Nawet najsłabsi przeciwnicy mogą nas pociachać na kawałki w kilka sekund, jeżeli nie będziemy mieć się na baczności. Każda bestia to wyzwanie. Zginiemy niezliczoną ilość razy, będziemy się frustrowali i wściekali, ale jednocześnie nie będziemy mogli się oderwać.

Mechanika gry, choć podobna do słynnych przeciwników, nie jest jednak identyczna i weterani serii Souls poczują się nie tyle jak u siebie w domu, co w znajomym miejscu po długiej nieobecności, podczas której zaszło sporo zmian.

„Bloodborne Souls”?


Choć tytuł nie jest oficjalną kontynuacją gier z serii „Dark Souls”, to stylistyka, wyśrubowany do granic możliwości poziom trudności i studio odpowiedzialne za produkcję każą natychmiast zestawiać je ze sobą. W zasadzie gdyby gra nazywała się „Dark Souls III”, nikt nie mógłby mieć pretensji, tak daleko idące są podobieństwa. Jednocześnie byłaby to najlepsza część serii.

Akcja gry dzieje się w mieście Yharnam. Tajemnicza choroba zmienia mieszkańców w potwory, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć jako jednemu z Tropicieli – odważnych, którzy próbują od lat poradzić coś z tragiczną sytuacją.

Upiorne piękno


Poprzednie gry studia zawsze prezentowały się interesująco. Może nie zachwycały poziomem szczegółowości grafiki, ale potrafiły zbudować atmosferę mrocznym klimatem. „Bloodborne” nie idzie w tym względzie na żadne kompromisy. Gra wygląda obłędnie dobrze, a stylistyka sprawi, że amatorzy horrorów Lovecrafta i jemu podobnych poczują się jak u siebie w domu.

Czasami można jedynie odnieść wrażenie, że lokacje są do siebie zbyt podobne. Szczególnie w początkowych etapach gry, gdy przemykamy ulicami. Na szczęście im dalej w las ( w przenośni i dosłownie), tym więcej pod kątem wizualnym rozgrywka zaczyna mieć do zaoferowania.

Dla hardcore’owców


Amatorzy niedzielnego grania odbiją się od „Bloodborne”, gracze szukający wyzwania będą tytułem zachwyceni. To staroszkolny tytuł przywodzący na myśl czasy, kiedy tygodniami można było toczyć walki z jednym bossem, by go w końcu pokonać. Jeżeli chcesz znów poczuć się jak kiedyś przed konsolą czy pecetem, kup tę grę koniecznie.
Źródło okładki: www.fromsoftware.jp